8 maja 2014

BIEG KONSTYTUCJI - MAJ 2014

BIEG KONSTYTUCJI TO MÓJ PIERWSZY OFICJALNY START na 5 km PO LATACH - nie licząc oczywiście udziału w PARKRUN w Parku Skaryszewskim.

Mokra ale szczęśliwa :)

O ile debiuty w Parku nie wyzwalały we mnie aż takiego przerażenia - to Bieg Konstytucji lekko mnie paraliżował - przypomniałam sobie zaraz jak to było 7 lat temu i uznałam, że niewiele się w tych kwestiach zmieniło. Przed każdym publicznym wystąpieniem bolał mnie brzuch i nie mogłam spać. Tak jakbym na starcie była ponownie w szkole i przechodziła jakiś ważny sprawdzian własnych umiejętności. Z bieganiem po trochu tak jest - chyba tak się już utarło, że starty w zawodach są zwieńczeniem naszej systematycznej pracy i treningów. Pokazują nam również niedostatki treningowe i pomagają wyznaczać nowe cele.

W tym roku po raz pierwszy biegły moje małe dzieci - Ala i Tosiek. Bieg na 700 metrów okazał się dla Nich solidnym dystansem - zwłaszcza, że co najmniej tyle musieli pokonać aby na start dotrzeć. Parkowanie w pobliżu graniczyło z cudem. Deszcz odbierał motywacje a ja z przerażeniem odliczałam tylko czy z mety dzieci dobiegnę na start dorosłych i czy ten podbieg mnie nie wykończy :)

Przyznam szczerze, że dla Ali w pewnym momencie bieg nie był zabawny - miała dość deszczu i bolały ją nóżki...



Okazało się, że wszystko dało się pogodzić - jednak świadomość, że moje dzieci będą marznąć jeszcze ponad pół godziny w oczekiwaniu na mnie nie dawała mi spokoju. Byłam rozkojarzona i podminowana - dlatego kategorycznie zapowiedziałam - starty mają być zabawą dla mnie i dzieci - a nie katorgą - do tego w niepewnych warunkach pogodowych. Więc od teraz - albo biegnę ja albo dzieci. Żeby własne sukcesy móc chociaż przez chwilę celebrować na mecie a nie koncentrować się na tym jak szybko dotrzeć do samochodu aby przemoczone dzieci, trzęsące się z zimna nie odchorowały tego - jak stało się tym razem.

Mnie dopadło zaraz przeziębienie - skrzyżowane z alergią na nie wiadomo co ( z czego pewnie nie wyjdę bez sterydów wziewnych), Tosiek ma szmery w oskrzelach i jest już inhalowany sterydami pełną parą a Ala zaczyna się rozkładać...Pełen FUN pobiegowy.



Sam bieg okazał się bardzo przyjemny i łatwy - miałam aspiracje dobiec za balonikami na 27:30 ale zniknęły mi z oczu bardzo szybko - jeszcze przed podbiegiem. Biłam się w piersi, że zaczęłam zbyt wolno a natłok ludzi nie ułatwiał sprawy aby sprawnie wyprzedzać. Podbieg pod Agrykolę był ciężki ale biegłam dzielnie i nie zatrzymałam się ani razu - mało tego ostatnie kilometry biegłam z czasem poniżej 5. Więc gdybym zaczęła szybciej pewnie spokojnie wyrobiłabym się w 27:30 - tymczasem mogłabym gdybać dalej :) a metę przekroczyłam z czasem: 28:21. Czyli nowa życiówka "po latach" i pewnie będę ją łamać dalej. Niestety - rywalizacja z samym sobą to proces nieodzowny w bieganiu. A ja dodatkowo rywalizuję z siostrą, która zaczyna mieć niebezpieczne aspiracje na 20 minut :)





Ha! Na mecie byłam zwycięzcą! Jesteś zwycięzcą to ręce do góry!

Czego mi brakowało w tym biegu? Po pierwsze towarzysza, który powie - dawaj! Po drugie muzyki w słuchawkach (i następnym razem - mówcie co chcecie ale nie biegnę bez moich ukochanych słuchawek - mi muzyka daje kopa i moc), po trzecie chciało mi się pić - i tu ukłony dla kolegi, który na 4 kilometrze użyczył mi łyka swojego izotonika...Niech moc będzie z Tobą! :)

Chwilowo zakatarzona a już planuję kolejne starty w biegach - ważą się jeszcze świetliki (nocny rajd na orientację), Bieg Wawerczyka i Bieg Samsunga dla kobiet - no i 15 czerwca Bieg w Garwolinie - o ile zdrowie pozwoli to przebiegnę tam dychę i na 100% będzie nową życiówką ;) Aaaa są starty jest zabawaaa :)

8 maja 2014

If you can't fly then run...

ANTOŚ MA 3 LATA - w 8 m-cu życia zdiagnozowano u Niego udar lewego płata czołowego mózgu. 




Mój ginekolog twierdzi, że to pierwszy taki "przypadek" w Jego kadencji. Dlaczego? Bo zgodnie z opisem tomografii - udar miał miejsce w życiu płodowym. Do dziś zachodzę w głowę jak współczesna medycyna jest w stanie z taką precyzją określić kiedy nastąpił udar i czy nie był to jednak błąd w sztuce lekarskiej podczas trudnego - zakończonego cesarskim cięciem porodu. Jakkolwiek by nie było - nic nie cofnie już czasu - nic też nie cofnie tych 8 m-cy, w których mógł być intensywnie rehabilitowany. Dlaczego nie był? Bo nikt nie raczył zrobić mu wcześniej usg głowy - na etapie, kiedy nie jest zarośnięte ciemiączko! Bo nie ma takich badań rutynowych! Bo lekarze najłatwiej spychają wszystko na asymetrię ułożeniową! A podobno jest tak, że mózg dziecka jest najbardziej plastyczny na krótko po udarze - im szybciej zaczynamy pracować - tym więcej nowych połączeń w mózgu jest w stanie powstać...



Kiedy usłyszałam diagnozę "udar" byłam zrozpaczona. Udar tak strasznie brzmi. Miałam przed oczami dzieci, z którymi leżeliśmy na neurologii i paniczny strach czy Tosiek będzie mówił, chodził, czy będzie normalny w każdym znaczeniu tego słowa... Choroba dziecka jest ogromnym cierpieniem dla wszystkich...cierpią nie tylko rodzice, rodzina ale i pozostałe dzieci...Myślę, że Ala też dostała swoją lekcję życia - nie mówiąc o Adasiu, który musiał szybko pogodzić się z faktem iż maluchy to 90% mojej uwagi.



Szybko okazało się, że Antoś jest WYJĄTKOWY a udar przełożył się "tylko" na fizyczne aspekty Jego życia. Jego iloraz inteligencji badany w 2 roku życia był na poziomie 130 - czyli dużo ponad przeciętność! Jest fantastycznym dzieckiem - dobrym, cierpliwym, upartym a dzięki nadreaktywności Ali - podąża za nią i próbuje dorównać we wszystkich aspektach - a rywalizacja ta bez wątpienia przekłada się na Jego rozwój.

Antoś jest pełen ciepła i empatii - ilekroć zdarzyło mi się popłakać z bezradności - On zawsze mnie przytulił i powiedział "Kocham Cię Mamusiu"... Jest niezwykłym skarbem.



Antoś jest rehabilitowany metodą Baby Bobath - w systemie 2 razy w tygodniu, uczęszcza też na basen, integrację sensoryczną, hipoterapię - jest pod opieką logopedy oraz poradni neurologicznej. Co 3 miesiące ćwiczymy też w ramach turnusów rehabilitacyjnych w Centrum Zdrowia Dziecka.

Myślę, że fakt iż było nas stać na prywatną diagnostykę i rehabilitację doprowadził nas do tego etapu - w którym Antoś jest pokazywany jako przykład - jak można wyprowadzić dziecko po udarze. Więc mitem dla mnie jest, że pieniądze szczęścia nie dają - bez nich nie bylibyśmy w stanie zapłacić za terapię, wkładki ortopedyczne, badania, leki, leczenie... Jednak największe znaczenie w diagnostyce miała dla Nas Poradnia Rehabilitacyjna Maluch http://rehabilitacjadzieci-maluch.pl/

To właśnie tam po raz pierwszy Antosia zdiagnozowano kompleksowo - to dzięki Pani Joli Stępowskiej - właścicielce poradni i Guru od rehabilitacji dzieci z Centrum Zdrowia Dziecka dowiedzieliśmy się, że to udar i co robić dalej. To dzięki Pani Ani Wysockiej - która bezpośrednio zajmuje się Tosiem - Tosiek chodzi a nawet trzyma kubek prawą ręką!

Antoś ma osłabione wszystkie mięśnie po prawej stronie ciała - również przełyku oraz teoretycznie (bo nie było żadnych badań w tym kierunku) gorzej rozwinięte płuca - to wszystko wpływa na infekcje, które u Niego często kończą się obturacją oskrzeli. Przez pierwsze 2 lata Jego życia koczowaliśmy w szpitalu a Ospa Wietrzna zakończyła się pobytem na oddziale zakaźnym....To był bardzo trudny czas...

Dzisiaj Antoś jest przedszkolakiem, biega tak szybko - że trudno go złapać, dalej sezonowo choruje - ale mniej i już bez ingerencji szpitalnej, jest mądry i empatyczny, cierpliwy i ma w sobie ducha walki.

Antoś w swoim pierwszym biegu medalowym. Bieg Konstytucji 2014.

Kilka dni temu na FB Flying Shoes napisała do mnie pewna dziewczyna - ma na imię Ania, ma 15 lat i w zasadzie od urodzenia zmaga się z paraliżem prawostronnym - szykuję jej "profil" w osobowości biegacza. Jednak nie mogłam się powstrzymać aby nie wspomnieć o Niej. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie - stała się też źródłem informacji z pierwszej ręki - ile kosztuje walka z niesprawnością ciała... Przeryczałam przez te rozmowy 2 wieczory. Bo zdałam sobie sprawę jak walczy Tosiek i że brak chwytności ręki to ogromna niedogodność! Postanowiłam też, że zrobię wszystko aby nauczyć Tośka samodzielnego ubierania i rozbierania i wiązania butów! I że włożę całą energię w to aby poprawić Jego chwyt. Mam burzę myśli - o tym, że dzieci nie powinny tak cierpieć, o nieprzewidywalności życia, o gotowości aby zmierzać się z takim bagażem...I chciałam wszystkich przestrzec!

Jeśli Twoje dziecko - od maleńkości wykazuje niewłaściwe napięcie albo zauważasz asymetrię w ułożeniu, odruchach, czy słabszym ucisku rączki to jak najszybciej udaj się do specjalisty i wymagaj pełnej diagnostyki! Wykonuj USG przezciemiączkowe na własne życzenie! Można je zrobić prywatnie - wtedy, kiedy ciemiączko nie zarosło! Ty najlepiej widzisz jak rozwija się Twoje dziecko - obserwuj i diagnozuj wszelkie nieprawidłowości a może uda Ci się szybciej niż nam...i Twoje dziecko wcześniej zacznie właściwą rehabilitację!



CHCIAŁABYM, ŻEBY ŚWIAT OSZCZĘDZIŁ OKRUCIEŃSTWA LUDZIOM Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI, ŻEBY WSPÓŁCZESNE DZIECI I MŁODZIEŻ WYKAZYWAŁY EMPATIĘ I ZROZUMIENIA DLA TYCH "INNYCH DZIECI", ŻEBY ZAWSZE ZNALAZŁ SIĘ KTOŚ, KTO POMOŻE IM LATAĆ - JEŚLI SAME NIE POTRAFIĄ NAWET PODSKOCZYĆ - JAK TOSIU... KAŻDY Z NAS MOŻE ZNALEŹĆ SIĘ W PODOBNYM POŁOŻENIU - DLATEGO POMAGAJMY SOBIE NAWZAJEM - W DOWOLNEJ FORMIE ALE NIE POZOSTAWAJMY OBOJĘTNI A JUŻ NIGDY PRZENIGDY NIE WYŚMIEWAJMY SIĘ Z TAKICH LUDZI! BO JUŻ WYSTARCZAJĄCO CIERPIĄ I WALCZĄ I ZASŁUGUJĄ NA UZNANIE A NIE SARKAZM.


KOCHAM CIĘ ANTOSIU I DLA CIEBIE KIEDYŚ PRZEBIEGNĘ MARATON...  JEŚLI NIE NAUCZYSZ SIĘ SKAKAĆ - JA BĘDĘ PODSKAKIWAĆ RAZEM Z TOBĄ W RAMIONACH! ZASZCZEPIĘ W TOBIE DOBRO I BĘDĘ POMAGAĆ CI ZMIERZAĆ DO SWOICH MARZEŃ...DOPÓKI JESTEM BĘDĘ ZAWSZE CIĘ CHRONIĆ I UCZYĆ SAMODZIELNOŚCI, ŻEBYŚ POTRAFIŁ EGZYSTOWAĆ JAK MNIE JUŻ NIE BĘDZIE.