27 kwietnia 2014

BŁĘDY POCZĄTKUJĄYCH BIEGACZY - SHIN SPLINTS

OSTATNI CZAS WYPEŁNIONY BYŁ INTENSYWNYMI, SPONTANICZNYMI TRENINGAMI. Przełamałam dystans 5 km a ambicja kazała mi biegać po 10 - tym samym z 15-20 km tygodniowo, zrobiło się 30-40 km. Przestałam już biegać wg planu na 5 km. Moje nogi zaczęły cierpieć. I choć głowa i psyche szeptały, że mogę już dalej i dłużej - to dzisiaj zrobiłam sobie przymusowy odpoczynek. Żeby od tematu za bardzo nie odbiegać :) postanowiłam wypalić resztę zawieszek do wymiany barterowej i powycinać dichroiczne szkło. Wycinanie szkła mnie odpręża - mogę tworzyć i ładować swoje akumulatory energetycznymi kolorami. Nogi odpoczywają a głowa pełna jest ruchu.



Koniczynki i zawieszka biegowa MagArt Studio - www.magartstudio.pl



JAK DO TEGO DOSZŁO :)? - najpierw było świąteczne, długie wybieganie i pierwsza dycha po latach. Potem start w PARKRUNie w Parku Skaryszewskim (5km-29min), kolejna spontaniczna dycha (mniej niż godz), tańce i kolejny start na 5 km w Parku (28:40). Nadmiar kilometrów spowodował lekki ból, który definitywnie dobiły tańce.


Mój Tosiaczek robił mi masaż :)

Kocham tańczyć i co jakiś czas urywamy się z siostrami aby zaspokoić ten instynkt wrodzony. W zeszłym roku uczęszczałam na flamenco - jednak musiałam zrezygnować, bo napięty grafik nie pozwolił mi pogodzić kolejnego etapu kursu z bieżącymi zajęciami. Miałam jednak przyjemność wystąpić w koncercie finałowym szkoły flamenco, który był inauguracją roku nauki. Czułam się spełniona - moje dziecięce marzenia o byciu aktorką - zostały w pewnym sensie zrealizowane - występy na scenie to moje niespełnione ambicje :) Od września jeśli tylko starczy mi czasu - wrócę do tańca - myślę o Tangosie :).



Flamenco odzwierciedla mój temperament :)

No ale wracając do bólu - nie był zbyt silny ale po przeczytaniu o złamaniach zmęczeniowych cała się nakręciłam. Obiecałam sobie, że spasuje z biegami i zmniejszę kilometraż (w czego efekcie poszłam jeszcze na parkrun :P) - nie bierzcie ze mnie przykładu i wykazujcie się rozsądkiem. Złamanie zmęczeniowe to nic przyjemnego. Myślę, że moje nogi dobiło wyzwanie, które realizuję - jest tam dużo podskoków - codzienne treningi i długie dystanse biegowe to stanowczo za dużo - dlatego od dzisiaj z mojego planu wyrzucam pajacyki i wyskoki - reszta nie powinna zaszkodzić...


BÓLE PISZCZELI
- "najczęściej występują u początkujących biegaczy, nie mających odpowiednio wytrenowanych mięśni piszczelowych przednich (w porównaniu z mięśniami trójgłowymi). Bóle mogą też dotyczyć biegaczy zaawansowanych, w przypadku zbytnich obciążeń treningowych i startowych."  źródło

OBJAWY - ból, tkliwość, obrzęk. 

Brak regeneracji oraz ćwiczeń, ukierunkowanych na wzmacnianie mięśni piszczelowych może prowadzić do poważnych konsekwencji i długiej przerwy w treningach. Zbyt mocne przeciążenie piszczeli może prowadzić do "stress fracture"- czyli złamania zmęczeniowego! Miałam już w swoim życiu taki epizod - po wyjeździe na narty, który skończył się bardzo poważnie! Zakrzepicą żył głębokich! Także tym bardziej przestrzegam i zachęcam do rozsądku w treningach oraz rozwagi w podejmowanych zbyt często startach. Najważniejsze jest słuchać swojego ciała a w przypadku bólu - podejmowania stosownych działań, ukierunkowanych na problem. 

Przeczytałam obszerny artykuł, który pozwoli nam zapoznać się z wagą problemu a także metodami i środkami, które możemy zastosować przy bólu piszczeli. 

Jednym z nich są okłady z lodu a także odpowiednie ćwiczenia, które należy wykonywać wg schematu - a potem przed każdym treningiem biegowym. 

OPIS i ĆWICZENIA: SPOSOBY NA BOLĄCE PISZCZELE




25 kwietnia 2014

ZWYCZAJNY DZIEŃ :)


Obudziłam się zlana potem po wielogodzinnej ucieczce rodem z horroru. Niezidentyfikowany – choć padły pewne typy – osobnik gonił mnie z siekierą i chciał rozszarpać – we śnie biegało mi się znacznie ciężej niż w rzeczywistości a co za tym idzie oprawca miał już zakończyć mój żywot,  kiedy percepcja została naruszona dobrze znanym jękiem.
- Mamoooo siku i kupkę...

Otwieram oczy, otrząsając się z sennej rzeczywistości i półautomatycznie wstaję, patrzę na zegarek – 3.40 (szybkie skojarzenie z filmem o egzorcyzmach, w którym o tej mniej więcej porze dziewczynę nawiedzały duchy), z dreszczykiem emocji i wybujałą fantazją zmierzam do łazienki i obsługuję dziecko nr 1. Sięgam po rolkę a tu WTF ! nie ma papieru – 3 listki jako pozostałość i zero zapasu. Rzucam w duchu kilka wulgaryzmów i z wielkim impetem ciskam zużytą rolką przez całe mieszkanie aż ląduje na podłodze przy kuchni. Przyznaję – jestem furiatką – jestem nią zawsze w sytuacjach toksycznych, niezrozumiałych, oderwanych od mojego systemu wartościowania rzeczy. Postanowiłam od dzisiaj na pustych rolkach rysować oczy – co by patrzyły na innych, którzy kochają premedytację – ot taka nowa dewiacja. Rolka papieru – egzystencjalne źródło konfliktów.

Kładę się spać w pokoiku – materac na rozkładanej kanapie jest dostosowany do dzieci – więc wystają mi stopy – doznaje pełnej irytacji stanem rzeczy ale zasypiam ponownie.
O 6 pobudka – nienaturalna pozycja stóp powoduje drętwienie – dzień jak co dzień, szykuję się do pracy, ogarniam i zaspokajam pierwsze symptomy głodu dzieci. Tym razem nie idzie gładko – tłumaczę Ali, że nie mogę jej odebrać z przedszkola, bo idę z Tosiem do dentysty – Ala zaczyna histeryzować a Tosiek z radością i dziecięcą premedytacją – oznajmia:
- Mamo nie zabieramy Ali – na co Ala reaguje jeszcze większym płaczem.

Wymykam się z domu, pełna irytacji i wewnętrznego niepokoju – wsiadam do samochodu i odpalam Radio PIN – puszczają jakiegoś sentymentalnego gniota – nawet nie – ja tak dzisiaj odbieram świat, nadwrażliwie – aha – syndrom napięcia – myślę i zaczynam płakać przy kawałku, który świetnie nadawałby się do energetycznego biegania. Mam wszystkiego dosyć...

8 godzin w pracy zabija we mnie resztki optymizmu. Czuję, że popadam w pierwszy stopień depresji i pasywności, który potęguje wizyta u stomatologa.
Miła obsługa wskazuje nam gabinet – siadam z Tośkiem na kolanach, razem z ferbi – który co chwila wibruje na moich nogach, Pani odpala bajkę i przystępuje do negocjacji.
- Bo wiesz Antosiu w Twoim ząbku mieszka robal (o jaaa zastanawiam się z każdym słowem dentystki jaka jest jej strategia). Mija 15 minut od początków negocjacji i przekonywanie Antosia, że wiertło to szczoteczka, nie przynosi efektów. Siedzę na fotelu – zdołowana i myślę, że jak zaraz czegoś nie zrobią to zwątpię...Wreszcie Stomatolog decyduje się przytrzymać pacjenta, który zaczyna wyć jakby obdzierali go ze skóry...
- Podnieś rączkę jak chcesz przerwę – rzuca ale jej głos rozmywa się przy dźwiękach wibracji.
Antoś rzuca się na fotelu i ciężko go utrzymać – wreszcie koniec. Razem oddychamy z ulgą.
W nagrodę Antoś dostaje bańki i zostaje zapisany na leczenie 2 zęba...Niestety to już 3 ząb na przestrzeni ostatniego roku.


W nagrodę za dzielność mamy oczywiście coś kupić – Antoś wybiera duży, czerwony sklep, w którym największą atrakcją są bujające się samochody – pech chciał, że w portfelu nie mam ani jednej dwójki. Mało tego w sklepach również nie mają. WTF!
Udaje mi się przekonać Tośka do gazetki z samolotem – ta taaam, jest i nagroda.

Wracam do domu po 19 – jest za późno, żeby jechać po pakiety na Bieg Konstytucji, za późno na bieganie z wózkiem po parku, za późno aby w ogóle iść biegać, do tego ta narastająca ociężałość, która przygniata mnie z każdym krokiem.  

Biegania nie będzie...!

Zdecydowałam! – nie biegam! Robimy z Tośkiem pizzę ze świąteczną kiełbasą – co było niezbyt trafnym posunięciem ale dowiem się o tym znacznie później...



O 21.30 mogę już wyjść na trening – strasznie późno, nie chcę mi się, ciemno, źle, nogi bolą, stopy sztywne po tym jak pół nocy zwisały z kanapy...eee chyba zostanę....Przełamuję to – idę...

Biegam spokojnym tempem – założyłam, że przebiegnę 5 km i przebieżki – tyle ile dam radę. Nad balatonem było tłoczno...Wielu biegaczy a jeszcze więcej nastolatków tudzież wielolatków zainspirowanych piciem alko nad jeziorkiem. Zaczynam biegać w lewo – zamiast w prawo i już po 3 pierwszych okrążeniach zostaje zmierzona wściekłym spojrzeniem, że zaburzam jakiś rytm biegowy – przestawiam więc strony i biegnę dalej. Biegnie się dobrze – nieco ciężko, kiełbasa świąteczna zaczyna odbijać się na 3 kilometrze, jest mi za gorąco – zdejmuje kurtkę, która przez następne kilometry dynda mi w pasie– w krzakach schowałam wodę – popijam – jest nieco lepiej. Jedno kółko nad balatonem ma ok 900 metrów – monotonia biegania dopada szybko, zbyt szybko – ciemno, nic się nie dzieje, nadal jestem wkurzona... Po 4 kilometrach zaczynam dostrzegać krajobraz nocy, światła odbijające się w tafli jeziorka, jest coraz mniej ludzi i osiągam coraz większy spokój. 

Cudownie....

Rozciągam się na pięknie oświetlonym mostku, który stał się bazą wypadową do interwałów. Jakaś para mija mnie obok i pokazują na mnie palcami – ha to pewnie dlatego, że zarzuciłam wysoko nogę – co z boku daje efekt niezłego rozciągnięcia :P



Selfie na fejsa i biegnę dalej – czuję w sobie moc, mam siłę, żeby przyspieszać i nie zatrzymywać się po intensywnych interwałach, świetnie przechodzi mi się od truchtu do sprintu – w rezultacie czego przebiegam jeszcze ponad 5 km i szkoda mi zakończyć trening przed 10km. Zaliczam więc dychę w czasie poniżej godziny – to moja pierwsza taka treningowa dycha...Ostatnie metry biegnę przez oświetlony mostek – przebiegam przez niego unosząc ręce do góry.

Na 9 km pod nogi "wybiega" mi ogromny potwór - jest przerażający!

Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! :) Nad balatonem nie ma żywego ducha – jest po 23:00 – od pewnego czasu biegam zupełnie sama – wszyscy inni wymiękli :) Pierwszy raz w życiu wykręciłam tam tyle kółek – balaton został zdobyty :)

Sam wykres świadczy o tym jak martwy staje się żywym :)


Wracam do domu to wszyscy już śpią... Jestem lżejsza o 10 kg stresu i rozczarowań. Jestem niemal pewna, że czasem trzeba się zmusić i cieszę się, że to jednak nie objawy przetrenowania...

W czasie biegu układam wierszyk:





Dzisiaj nie wypalam (szkła do biżuterii :)). Kładę się spać po północy.
14 kwietnia 2014

LAZY WEEKEND. CZYLI JAK ZROBIĆ BUŁKI W CZASIE ĆWICZEŃ CARDIO...:)

LAZY WEEKEND. Pozornie tak właśnie minął - dzieci miały "wychodne" a ja czas na nadrobienie zaległości tudzież oddawanie się urokom samotnej egzystencji. Czas tylko dla siebie jest zbawienny - niech to będzie wyrwane parę godzin ale sam na sam - tak jak lubię. Niezależnie od tego czego się podejmę - funkcjonuję bez stresu, bez konieczności kontrolowania sytuacji i rozwiązywania nagłych problemów egzystencjalnych moich dzieci (np Tosiek ma często potrzebę posiadania pełnowymiarowych maszyn latających, Ala natomiast to klasyczna księżniczka, która biednego brata wciąga w swoje dziewczęce zabawy - zmuszony jest tym samym do funkcjonowania w jej królewskim dworze - wczoraj wieczorem został złym czarownikiem Wejtanem...Wszystko jest OK dopóki zgrają się w zabawie a Ala nie zmusza go do wchodzenia na oparcie kanapy.)

SOBOTA  była lekko reaktywna - od rana oddawałam się porządkom, na zmianę z prasą, kawą, muzyką i ćwiczeniami...Nie mogłam oprzeć się aby w przerwie po odkurzaniu wypróbować 3 sesje cardio z elementami core stability - przeraża mnie to jak słaba jeszcze jestem. Najgorszą moją stroną jest brzuch i ręce - ale też ogólna siła albo jej brak. Myślę, że bez ćwiczeń wspomagających nie będę w stanie biegać szybciej i dłużej. Choć dzisiaj...dzisiaj naszło mnie masę wątpliwości - czy wkręcanie się w bieganie tak mocno - żeby zatracić się w biciu rekordów ma sens. Jeszcze nie zaczęłam na dobre a już myślę o złamaniu tylu i tylu, o satysfakcji, o rozczarowaniu, o tym, co mogę zrobić żeby wyrobić się na dłuższe dystanse, o tym czy chcę przebiec półmaraton albo maraton, o tym, co zrobię jak już je przebiegnę :).

Przed odpaleniem ćwiczeń dopadł mnie totalny spontan aby zrobić BUŁECZKI RAZOWE - przepis podpatrzyłam już jakiś czas temu na www.mojewypieki.pl - zmodyfikowałam go lekko o ilość i różnorodność ziaren, bo w zasadzie to co do nich wrzucimy do kwestia naszych fantazji i preferencji. W każdym razie - nie są to moje pierwsze bułki wg tego przepisu - a kolejne. Zrobiłam ich już tyle, że mogłabym stać się zawodowym piekarzem. Wychodzą pysznie i są w miarę długo świeże - choć ja i tak składniki mnożę x 2 i część bułeczek zamrażam ( o ile dotrwają do tego etapu).

Więc na ok 30 małych bułeczek (mini) lub 22-24 większe potrzeba:



  • 1,5 szklanki płatków owsianych
  •  6 łyżek miodu
  • 3 łyżki masła 
  • 2-3 łyżeczki soli
  • 3 szklanki wrzącej wody
  • ja dodaje jeszcze: słonecznik, dynię i siemię lniane w ziarenkach (dynia posiekana)
Wszystkie składniki jak wyżej należy zalać wrzącą wodą, wymieszać i odstawić aby wystygły.



 Poza tym należy przygotować:
  • ok 40-40 g drożdzy (ja daje pół kostki albo ciut mniej)
  • 9 łyżek ciepłej wody
  • 6 łyżek siemienia lnianego (zmielonego)
  • ok 4.5 szklanki mąki razowej
  • ok 3 szklanki mąki pszennej
Drożdże rozpuszczamy w letniej wodzie, odstawiamy na chwilę a następnie dodajemy do miski z płatkami, dodajemy pozostałe składniki (siemię i mąkę), mieszamy a następnie odstawiamy pod przykryciem w ciepłym miejscu. CIASTO NA BUŁKI POWINNO DOBRZE WYROSNĄĆ - WYSTARCZY NA TO 40 MINUT CARDIO :).

Jak wyrośnie - trzeba je uderzyć pięścią jako element siły treningowej a następnie formować kulki i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawiamy do wyrośnięcia - w tym czasie możemy zrobić jeszcze 2 sesje core stability. Jak wyrosną bierzemy się za "dekorowanie" - tu zostawiam pole do waszej fantazji. Ja smaruję bułeczki roztrzepanym jajkiem a następnie posypuje ziarenkami lub samymi płatkami owsianymi.


Bułeczki przed pieczeniem.

Bułeczki wkładamy do nagrzanego piekarnika (180 stopni ) - na ok 15-20 minut. Po tym czasie należy wyjąć blachę z piekarnika aby nie zeschły. Bułki są szybkie i wystarczy zrobić je raz aby nabrać wprawy. Są zdrowe, pyszne i własne - po rozmrożeniu zawsze świeże bez wychodzenia z domu a wsadzone do tostera czy piekarnika - bajka.

Bułeczki upieczone.

Mniam! Pycha!

11 kwietnia 2014

FLY WITH ME

PISANIE BLOGA I DZIELENIE SIĘ W WIRTUALNYM ŚWIECIE SWOJĄ PASJĄ zawsze stanowiło dla mnie dodatkową motywację zewnętrzną.

To nie jest mój pierwszy blog - poprzedni wieloletni zamknęłam, bo nie chciałam już więcej mieszać prywaty z firmą. Teraz z nostalgią patrzę na tamten czas - poznałam bardzo wiele osób, które towarzyszyły mi podczas powstawania firmy i wspierały mnie w trudniejszych momentach. Można by rzec "towarzystwo wzajemnej adoracji - coś w tym jest, lubiłam taką formę niezobowiązującego kontaktu  - zwłaszcza jak w ferworze dzieci, problemów i rozwijania własnych pasji - odczuwałam taki niedosyt w świecie rzeczywistym. Czy to nie jest tak, że to po trochu łechtam swoje ego? Myślę, że parę lat temu bez wątpienia tak było - a przez te lat kilka moje ego urosło i nie wymaga tyle adoracji - samoświadomość się zmienia pod wpływem wielu okoliczności a ja teraz bardziej dzielę się z wami swoją radością i energią. Sesje na bloga - o innym charakterze niż te typowo modowe są odzwierciedleniem mojej osobowości :) Dają mi wiele zabawy i spontanicznej radości - choć przyznam, że dokładnie rok temu miałam przyjemność pozować przed profesjonalnym obiektywem i to równie bardzo przyjemne uczucie :). No ale nie przesadzajmy - istnieje jakaś granica narcyzmu, którą podbija fakt niemłodego już wieku :)

Sesja z maja 2013 na potrzeby mojego sklepu - MagArt Studio. Jeszcze grubiutkie nóżki - teraz jest o 1/3 mniej :p

Myślę, że największą zaletą blogowania jest fakt iż część naszych postów trafia do ludzi, którzy poszukują  w sieci pomysłu na siebie. Jeśli choć trochę możemy kogoś inspirować do zmiany stylu życia, czy rozwijania własnych pasji - to jest to rzecz nadrzędna. Ja sama czerpię inspirację w sieci a także uczę się technik (jak przy biżuterii) których nie uprawia się w Polsce. Poznaję metody, nurty, kierunki, czerpię to, co może mnie rozwijać i wzbogacać. Jednak trzeba zawsze podchodzić do sieci z odrobiną dystansu - tutaj pozwalamy sobie na więcej, można łatwo się oszukać lub sobie zaszkodzić - choćby przez niewłaściwie dobrany plan treningowy. Więc warto - zanim zdecydujemy się powielać czyjeś schematy i metody - pogadać z kimś rzeczywistym, kto może nam doradzić lub ocenić czy to dla nas właściwy kierunek. Nie ma ludzi - kompendium wiedzy od wszystkiego - warto weryfikować informacje zebrane w sieci.

Często po treningach zasiadam do biżuterii - bieganie i ćwiczenia pobudzają i ładują energetycznie :)

Jestem z rocznika 1981 - i mimo staroświeckich nawyków uważam siebie za dziecko nowych technologii. Więc z ulgą odetchnęłam, kiedy po podtopieniu telefonu przyszedł nowy, lepszy smartfon - a co za tym idzie nowy sprzęt do robienia zdjęć i filmów na samotnych treningach ze stosowną aplikacją oczywiście :P

Ale co jak co - zdjęcia w locie można zrobić tylko funkcją ruchu na klasycznym aparacie - to fantastyczna zabawa i zaczynam to traktować jak element treningowy - tak frywolnie latałam w środę :). A potem było bieganie - zakończone tragicznie, bo w pizzerni.Zatem powrót do domu był obarczony kolką i wściekłością na siebie za nie do końca przemyślaną strategię :).


Grafika na koszulkę biegową, która do mnie dotarła wczoraj! Jest boska!

Ze Stadionem w tle.







9 kwietnia 2014

BIEGANIE CZY BIEGACTWO?

NIE OD DZISIAJ SŁYSZĘ DOSYĆ OSTRE WYPOWIEDZI W KWESTII NAŁOGOWEGO BIEGANIA. No bo bieganie generalnie szkodzi - jak nie dzisiaj to za kilkadziesiąt lat! Będziesz miała rozklekotane stawy, nadszarpnięte organy wewnętrzne i co najgorsze - to uzależnienie jak każde inne! Będziesz musiała się leczyć! Zobaczysz! I co to w ogóle za religia! Żeby tak życie podporządkować bieganiu? biegactwu? Chcesz biegać ? -  idź do lasu, po co Ci biegi uliczne? I co to za pomysł, żeby puszczać te biegi ulicami miasta, żeby ruch blokować! Istna zgroza!

Moje towarzystwo biegowe. Ala i jej pies :).

W poniedziałek biegałam w parku z Alą w wózku - było ciepło (prawie 20 stopni na termometrze) - pech chciał, że chwilę popadało - spojrzenia starszych ludzi na matkę, która katuje swoje dziecko w deszczu, wytrząsając mu mózg na nierównej nawierzchni  - bezcenne.
Żeby było zabawniej - w parku był też Antoś i po pierwszym kółku zrobiliśmy podmiankę :) - ha - zdziwienie, że nagle w wózku pojawiło się inne dziecko również wyglądało zabawnie.
Moje dzieci nie przepadają za bieganiem w wózku biegowym - wolą na nogach - nie zmuszam ich do długiej jazdy - wiem, że 4 km to jest maks ich wytrzymałości.
W poniedziałek próbowałam zmierzyć się z dystansem na 5 km - ale szybki bieg z dziecięcą sztafetą i tysiącem pytań po drodze nie służył do bicia rekordów :). Jednak biorąc pod uwagę fakt iż spowalniał mnie wózek i musiałam kilkakrotnie zatrzymać się aby rozwiązać dzieciakowe problemy - to ostatecznie jak nie zacznę zbyt szybko - powinnam zmieścić się w 30 minutach.

PO CO TE REKORDY? BIEGI? MASOWOŚĆ? I CO Z TĄ FILOZOFIĄ BIEGANIA?

Bieganie to taki sport, który można albo uprawiać całkowicie w samotności i traktować je jako alternatywę aktywnego spędzenia czasu na świeżym powietrzu albo zachłysnąć się pasją biegową i zmienić całe swoje życie i mentalność.

Po co? Dla satysfakcji, dla pokonywania samego siebie, żeby coś udowodnić, żeby sprawdzić swoje możliwości, żeby poczuć wiatr we włosach i adrenalinę przełamywania granicy czasu, żeby czuć się częścią jakiejś społeczności (nazywanie biegania religią to lekkie nadużycie).

Jeśli robimy coś, co sprawia nam satysfakcję, daje nam emocje pozytywne, oczyszcza nas ze stresu, wzmacnia nasze ciało (no bo przecież nie tylko biegamy ale ćwiczymy również aby się wspomagać) to dlaczego szukać w tym drugiego dna? Jeśli ktoś ma radość z biegów masowych - niech biega - ja lubię rywalizować - inni może wolą nie wychodzić poza swój las! Każda aktywność ma swój urok i inny charakter - nie można negować kogoś - bo za 20 lat to będzie wrakiem człowieka z racji biegania! Znam ludzi, którzy z powodzeniem biegają wiele lat a nie należą do tych "z pierwszej młodości". Poza tym z dwojga złego - jeśli mamy wybór położyć się na kanapie przed telewizorem, albo nadużywać alkohol, albo palić, albo przedawkowywać jedzenie - to już chyba lepszy jest ruch na świeżym powietrzu! A jeśli uważasz, że "rower jest lepszy" - wspaniale! Ja też kocham rower. Kocham tańczyć flamenco, góry, poznawać wszelkie aktywności sportowe - bieganie traktuje jak wyzwanie i okazję do ćwiczenia systematyczności ale nie zamierzam rezygnować z innych aktywności i nie jest moim celem nadrzędnym - takim, że jak z obiektywnych powodów nie będę mogła biegać - skończę u specjalisty z racji syndromu odstawienia.



6 kwietnia 2014

ANALIZA Currex

WCZORAJ UDAŁO MI SIĘ WRESZCIE DOTRZEĆ DO SKLEPU FORPRO.
FORPRO to " jedyny sklep z pełnym asortymentem profesjonalnej odzieży i obuwia sportowego NIKE PERFORMANCE running, tennis i training/ fitness oraz kolekcją dziecięcą.
NIKE PERFORMACNE  to wyselekcjonowana kolekcja stworzona dla sportowców –zawodników oraz amatorów aktywnie uprawiających sport. Obejmuje ubrania z najlepszych technologicznie tkanin oraz najnowsze funkcjonalnie modele obuwia." źródło

Buty biegowe NIKE. Sklep FORPRO.
NA 160m2 MOŻNA SIĘ ZATRACIĆ W KOLEKCJACH BIEGOWYCH NIKE, KTÓRYCH DESIGN WG MNIE - PRZEWYŻSZA NADAL WSZYSTKIE POZOSTAŁE OBECNE NA RYNKU. 

Kolekcje biegowe NIKE w sklepie FORPRO


MOŻNA SIĘ TAM UBRAĆ OD STÓP DO GŁÓW - A KOLORYSTYKA KOLEKCJI BIEGOWYCH NIKE UDERZA DO GŁOWY...Masz więc wybór albo oddać się szaleństwu zakupów albo wcześniej przejrzeć ofertę sklepu internetowego FORPRO http://www.forpro.pl/ i określić zapotrzebowanie :). Ja jechałam tylko po buty a w rezultacie wyszłam z butami, bluzą i spodniami. Pobyt w sklepie jeszcze kilka chwil dłużej - skutkowałby wpadnięciem w zakupowy szał. A wiadomo - za jakość trzeba płacić. Także cieszę się, że nie byłam tam sama a presja Ali zmusiła mnie do szybszego opuszczenia progów sklepu :).




W FORPRO PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU PODDAŁAM SIĘ badaniu STOPY metodą CURREX.



"Wykorzystując wieloletnie doświadczenie poparte badaniami naukowymi w zakresie zaawansowanej analizy ruchu Currex opracował unikatowy system analizy kroku biegowego. Składa się on z tablicy reagującej na ciepło stóp FOOTDISC, pozwalającej sprawdzić wysokość wysklepienia stóp oraz urządzenia RUNNINGSTATION do analizy dynamicznej kroku biegowego.

Podczas badania sprawdzamy sposób ułożenia stopy podczas kontaktu z podłożem i możemy obliczyć kąty styku i odchylenia poszczególnych części stopy. Dzięki temu dowiadujemy się, jakim typem przetaczania stóp charakteryzuje się biegacz i na tej podstawie dobieramy mu buty" źródło

Analiza Currex

Analiza Currexjest bezpłatna jeśli decydujemy się na zakup butów w sklepie. W innym wypadku koszt takiego badania to 60 zł.
Podczas diagnozy okazało się, że niewłaściwie stawiam stopy i dzięki temu wiem na co teraz zwrócić uwagę aby poprawiać technikę biegu. Ponieważ stopy okazały się neutralne - nie było także problemu z wyborem butów - przymierzyłam dwie pary - a zdecydowanym faworytem zostały buty Nike Flyknit Lunar2.



Kocham je od pierwszego wejrzenia. Leżą idealnie, są przepiękne a do ich amortyzacji wykorzystano materiał, używany przy budowie foteli pilotów promów kosmicznych. Ponieważ moją równoległą pasją jest biżuteria - a ostatnio bardzo dużo czasu poświęcam na wypalanie kosmicznego szkła wymyślonego przez NASA (dichroic glass),  informacja o kosmicznej technologii zadziała na mnie dodatkowo motywująco.


Nike Flyknit Lunar2

Moja mina jest adekwatna :)

ZOSTAŁA WIĘC SZCZĘŚLIWĄ POSIADACZKĄ -  Nike Flyknit Lunar2 i poczułam się tym samym zobowiązana do jeszcze większej pracy na techniką biegową oraz budowaniem własnej wytrzymałości i siły biegowej. 

KIEDY PO RAZ PIERWSZY ZAŁOŻYŁAM NOWE BUTY NA TRENING - dostałam wewnętrzny impuls, że nie wystarczy sama technologia a praca i motywacja i upartość w dążeniu do celu. A moim celem jest przełamanie granicy własnego lenistwa, niemożności fizycznych, presji czasu i dystansu.

BYĆ MOŻE PODCHODZĘ DO TEGO ZBYT AMBICJONALNIE - bo w moim wieku :) nie zbuduje już formy, która pozwoli mi szczycić się czasem w biegach długich - ale dla mnie osiągnięciem jest narzucenie na siebie i konsekwentne wywiązywanie się z treningów biegowych i ćwiczeń oraz kompletna zmiana trybu życia - która po kilku miesiącach wpłynęła diametralnie na poprawę zdrowia i stanu ducha. Sam czas i start jest dla mnie pochodną dążenia do wewnętrznej równowagi - lubię i zawsze rywalizowałam w konkurencjach sportowych - ale tutaj nie chodzi o bycie najlepszym ale dążenie do tego aby sukcesywnie budować plan i realizować cel. Niezależnie od tego jaki osiągnę efekt i na jakim miejscu się znajdę - liczy się cały proces, dzięki  któremu będę lepsza i zdrowsza. Bo długodystansowe bieganie narzuca nam konieczność zmiany nawyków żywieniowych a także ustala własną hierarchie życia - w której nagle zaczyna być ważny sen w odpowiedniej ilości i czas jaki poświęcamy na wzmacniania ciała i mięśni - jako poboczny trening biegowy.

Dzisiaj nie biegam. Po wczorajszych szaleństwach na bieżni i pierwszym kłusie - cierpię na poobijany zadek. Moje wewnętrzne mięśnie ud domagają się "skalpela" w ramach rozruszania wściekłych zakwasów :).


6 kwietnia 2014

MÓJ PIERWSZY RAZ...

WCZORAJ PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU JEŹDZIŁAM NA KONIU...Odkąd pojawiła się taka alternatywa (moja córka uczęszcza na godzinne zajęcia z integracji sensorycznej - do gabinetu, który znajduje się na terenie stajni) - słyszałam stale, że konie są bardzo niebezpieczne, że to bardzo zły pomysł i że upadek może się skończyć tragicznie. Ponieważ nigdy nie siedziałam na takim "pełnowymiarowym" koniu :) - jechałam na zajęcia pełna obaw i lęków. Zastanawiałam się czy koń mnie zaakceptuje, czy mnie nie ugryzie, czy dam radę wsiąść i zejść, czy mnie nie zrzuci, nie miałam również pojęcia na czym polega anglezowania - i że anglezowania to właśnie to rytmiczne unoszenie się podczas jazdy.

Lęk przed pierwszą jazdą - jest namacalny na tym zdjęciu :)

JAK WSIADŁAM NA KONIA poczułam się dziwnie. Kurczowo trzymałam się siodła i musiało upłynąć parę minut nim przyzwyczaiłam się do wysokości. Moje stopy były tak sztywne, że nie byłam w stanie ustawić ich we właściwej pozycji. Pozycja i ułożenie stopy względem konia sprawiało mi ogromną trudność. Należy pamiętać aby pięta była opuszczona a same stopy przylegały do konia w odpowiednim schemacie. Do tego uda. Okazało się nagle, że nie posiadam wewnętrznych mięśni ud i że zaciskanie konia kolanami - tudzież udami to czysta abstrakcja :)

Dobry konik...

PO JAKIMŚ CZASIE przyzwyczaiłam się do wysokości i poczułam się pewniej. Podczas pierwszych zajęć na lonży miałam okazję pojechać kłusem i anglezować bez trzymanki. Anglezowanie bywa bolesne - zwłaszcza jak nie wpadamy w rytm i nasz tyłek boleśnie podskakuje na koniu. Było to nowym doświadczeniem i wprowadziło w moje życie zagwostkę - czy respekt jaki czuję do koni jest dobry i czy w związku z tym i wszystkim zagrożeniami chciałabym wykorzystać tą godzinę w stajni na dalszą naukę. Postanowiłam dać sobie kilka lekcji aby się ostatecznie przekonać.

Zajęcia na lonży. Lekcja nr 1.

KONIE SĄ PIĘKNE, dumne i nieprzewidywalne. 


WCZORAJ W STAJNI TOWARZYSZYŁA MI SIOSTRA I JEJ CÓRKA NATALIA. Ania robiła zdjęcia a Natalka sama korzystała z uroków jazdy konnej. Tym razem na długaśnej oprowadzance. Oprowadzanki w Stajni Pociecha odbywają się bez zapisów.

Szkoła latania.

Natalka w locie :)

Natalka na Pączku.

No to skooook!

Antoś do stajni uczęszcza na hipoterapię. Zastanawiałam się ostatnio jakie znaczenie ma taka jazda konna dla dzieci z niepełnosprawnością ruchową - rehabilitanci podważają nieco skuteczność i zasadność tej metody. Jednak dowiedziałam się wczoraj cennej rzeczy - jazda na koniu - to nie tylko zmuszanie mięśni do balansowania w celu uzyskania odpowiedniej równowagi. Konie angażują też i wspomagają mięśnie kręgosłupa. Więc nawet bierna jazda ma sens.



Ja natomiast dopiero dzisiaj w południe odczułam zakwasy - zakwasy tak silne, że ledwo co wysiadłam z samochodu :). A po koniach - po koniach były jeszcze zakupy i rodzinne bieganie na tartanie. Także wczorajszy dzień obfitował w masę aktywności, które dzisiaj wychodzą w formie bolesnej :).
4 kwietnia 2014

3 MIESIĄCE BIEGANIA...

MIJAJĄ 3 MIESIĄCE SYSTEMATYCZNEGO BIEGANIA - generalnie starałam się biegać 3 x w tygodniu, aktualnie drugi tydzień realizuje trening według planu na 5km. Co drugi dzień wykonuję ćwiczenia z wyzwania "piękne ciało" :) - tj pompki/brzuszki/przysiady (dzisiaj po 90 powtórzeń) od kilku dni dodaję też deskę - czyli ćwiczenia statyczne na mięśnie głębokie. Deska jest ćwiczeniem bardzo cennym dla biegaczy - co potwierdzają wszelkie kompendia wiedzy biegowej. Ponieważ wyzwanie "piękne ciało" dobiega końca - postanowiłam skompletować sobie zestaw ćwiczeń spersonalizowanych - czyli ulubionych i skutecznych na brzuch, plecy, nogi i pośladki. Zastanawiam się tylko jak to wyjdzie w praktyce - jeśli nie wyjdzie zrobię kolejne wyzwanie na miesiąc.

PLANK na bieżni :) Mój syn bardzo długo ustawiał aparat - a ja wrzeszczałam - no szybciej chyba nie wiesz jak to boli! :)

CO SIĘ ZMIENIŁO W MOIM ŻYCIU?

- unormowały się skoki ciśnienia
- łatwiej zasypiam
- lepiej reaguje na stres
- bieganie stało się wyczekiwanym elementem każdego tygodnia
- mam więcej energii
- lepiej się odżywiam
- widzę namacalnie poprawę wyglądu ciała i stanu ducha :)

 DOLEGLIWOŚCI ?

- przez pierwsze biegania pobolewały mnie piszczele (ale tak leciutko i kontrolnie)
- po ostatnich interwałach pojawił się ból w kręgosłupie lędźwiowym (ćwiczenia i rozciąganie złagodziły go nieco - choć nadal jest namacalny)
- zaczyna pobolewać mnie stopa prawa - mam tam małego halluksa (wiele lat temu przeszłam operację lewej stopy z dużym halluksem i mogę rozwiać wszelkie wątpliwości ludzi, którzy cierpią na nieustanne zapalenie kaletki i rozważają metodę operacyjną- mnie operacja wybawiła z ogromnego bólu i kompleksów - minęło 6 lat - nic nie nawróciło a ja z powodzeniem uprawiam sporty. Ale nie będę ukrywać, że taka operacja boli - boli bardzo i czasu "po" nie wspominam najlepiej. Rekonwalescencja jest długa - ale myślę, że w bilansie zysków i strat - lepiej poddać się zabiegowi - ból związany z zapaleniem kaletki jest straszny...)

ANALIZA BIEGOWA :)

- nie lubię biegać w kółko, odnajduje w sobie pasję odkrywcy w czego efekcie jest wyznaczanie zupełnie nowych ścieżek
- w ramach dłuższych wybiegań mam w planach wycieczki biegowe po Warszawie i okolicach 
- brakuje mi kompana biegowego :( a w czasie zorganizowanych treningów biegowych wypadają mi zajęcie z dziećmi :( - nie mogę się zgrać nawet z biegającą siostrzyczką...
- bieganie jest jak najbardziej sportem towarzyskim i przyjemnie jest biegać w grupie (to zupełnie inne doznanie)
- podczas biegania bardzo dużo myślę - pierwsze co przychodzi mi zawsze do głowy do konieczność przeorganizowania zajęć i pracy, myślę też o tym że powinnam spać dłużej
 - mam problem z postawą biegową - patrzę w dół a to ponoć spowalnia bieg - muszę nad tym popracować
- zastanawia mnie fakt dlaczego 80% biegaczy a częściej biegaczek, których mijam na ścieżkach na pozdrowienie biegowe reaguje zdziwieniem :) (tj. patrzą na mnie tak jakbym zrobiła coś niestosownego - zwłaszcza kobiety :))
- myślę, że forma pozdrowień biegowych to miły gest, który możemy przekazywać dalej - często takie drobiazgi dodają siły w treningach - kocham góry więc dla mnie to takie  "dzień dobry", bez którego szlaki smakowałyby zupełnie inaczej...





4 kwietnia 2014

PARTNER BIEGOWY

PO TRZECH MIESIĄCACH SYSTEMATYCZNYCH TRENINGÓW dotarło do mnie, że bieganie w pojedynkę jest cudownym sposobem do przebywania sam na sam z otaczającą nas rzeczywistością - pozwala uporządkować myśli, rozwikłać problemy i przewartościować listę naszych priorytetów. Jednak dochodzę do takiego etapu, kiedy dopada mnie sezonowa potrzeba biegania w grupie.



7 LAT TEMU BIEGAŁAM W GRUPIE SPS. Poznałam smaki wspólnych treningów i radości z obcowania z ludźmi o podobnych pasjach i zainteresowaniach. Obecność ich nie tylko działała dopingująco - to były osoby z pierwszej ręki - bardziej i mniej doświadczone, to wspólna wymiana poglądów, nowinek, pełne szaleństwa treningi i wspólny udział w imprezach masowych. Po 7 latach większość kontaktów się rozpadła, nie ma już ścieżek biegowych w parku a zajęcia biegowe z cyklu Biegam Bo Lubię wypadają o 9.30 - czyli w czasie integracji sensorycznej mojej Ali.

MOJA SIOSTRA BIEGA - jest już bardziej zaawansowana ode mnie i szykuję się na orlenowe 10 km - jednak fakt iż każdy ma swoją rodzinę, dzieci i masę spraw do załatwienia powoduje, że nie możemy zgrać się w czasie aby pobiegać. Co mi zostaje? No właśnie. Zostaje mi Tosiek, Ala lub Adaś...

TOSIEK NIE LUBI BIEGAĆ W WÓZKU DŁUŻEJ NIŻ 4 KM - i moja wczorajsza chęć sprawdzenia się na 5 km nie wyszła. Udało mi się tradycyjnie dwa kółka w parku (1.8x2) + 3 odcinki sprintu, mieszanego z truchtem.



BIEGANIE Z TOŚKIEM JEST BARDZO WYMAGAJĄCE :). Nie mogę słuchać muzyki, bo Tosiek zadaje mnóstwo pytań, na które domaga się odpowiedzi - w praktyce jest tak, że biegnę obok wózka i rozwikłuje jego dylematy.



CO 5 MINUT pada pytanie: - Mamo czy już kończymy? - Nie Tosiu jeszcze jedno kółko...itd. :) Potem było jedzenie, picie, siusiu, czapka mu spadała na oczy, wczoraj zabrał wielkie okulary i koniecznie chciał je zakładać a one uparcie spadały.

Jestem już głodny...
Luzak w wozie :) W Parku Skaryszewskim nie ma dobrej nawierzchni niestety...

JAK TYLKO ZOSTAŁ "WYPUSZCZONY" Z WOZU POBIEGŁ JAK SZALONY  i ku mojemu zdziwieniu przebiegł w dobrym tempie bardzo długi kawałek :) - aż do kaczek, którym tradycyjnie wyjadł czerstwy już chleb.

Tosiek woli biegać na nogach! :) I ma świecące buty :)

Trening zakończyliśmy podbiegami pod górkę, które zarówno dla mnie jak i Tosia są wspomagające i aktywizujące :)

Najfajniej w czasie podbiegów - zbiegać i upadać.

A w domu - w domu zrobiliśmy koktajl z buraka...Bo buraki buraki są cennym źródłem witamin (A, B1, B2, C, E) oraz minerałów (wapń, żelazo, fosfor, magnez). A biegacze uznają je za naturalne dopalacze.

Koktajl z buraka w takim zestawieniu da się wypić! :)

ENJOY!