30 marca 2014

FEEL THE LOVE!

ZAWSZE KIEDY SPĘDZAM CZAS Z NAJBLIŻSZYMI nabieram przekonania, że rodzinę kocha się bezwarunkowo, że owszem - zdarzają się większe czy mniejsze perturbacje, które powodują stany separacji, że czasem źródłem oddalenie są błahostki, które urastają do rangi wielkich problemów.
Jednak jest niepodważalna moc i miłość między rodzeństwem, dziećmi i rodzicami. Każda inna relacja niż ta bezpośrednio wiążąca bezwarunkową miłością nie jest już taka sama.

Mój Antoś.

Natalka i Antoś.


ILEKROĆ MAM MOŻLIWOŚĆ PRZEBYWAĆ Z MOJĄ RODZINĄ - wówczas wiem, że to czas spędzony na wyciszaniu głowy, na wymianie myśli, na beztroskim, często szalonym zatracaniu się w rozmowach, tańcach, czynnościach, które wykonywane wspólnie w tym określonym gronie nabierają innego wymiaru.

Zakupy :). Ja, Ania i Natalia.

Kto powiedział, że zakupy muszą być nudne i przyziemne :) i że nie można z powodzeniem podskakiwać w szpilkach :)


PONIEWAŻ KAŻDY MÓJ DZIEŃ JEST WYPEŁNIONY NAPIĘTYM GRAFIKIEM weekendy staram się spędzać nieco inaczej - co nie znaczy mniej aktywnie. Bo sobota to teraz zajęcia SI (integracja sensoryczna) z moją córką w Stajni Pociecha http://pociechom.org.pl/pl/ 


SĄ TEŻ KONIE, SPACERY A NAWET SZALONE ZAKUPY - TYM RAZEM Z MOJĄ KOCHANĄ SIOSTRZYCZKĄ, JEJ CÓRECZKĄ NATALKĄ I OCZYWIŚCIE MAMĄ, która oprócz tego, że jest najlepszym człowiekiem na świecie to dodatkowo pasjonuje się fotografią i cała weekendowa sesja to zasługa jej zmysłu i miłości do zdjęć i do nas oczywiście :)

Moja Mama dumnie prezentujące mój nowy projekt - koszulki biegowe :)

Moja Mama w koszulce RUN M, które może znaczyć RUN Mamo! :)


NATALKA JEST MOJĄ CHRZEŚNICĄ - DODAM W SEKRECIE, ŻE TO KREATYWNA, wrażliwa i niezwykle utalentowana osóbka. Pisze już książki, sztuki teatralne dla dzieci, rysuje postacie, które niebawem znajdą się na moich koszulkowych projektach, z zaangażowaniem oddaje się wszelkim czynnościom twórczym. I zawsze mocno mi kibicuje :). Zasługuje więc na pełnowymiarową fotkę na moim blogu :).




Na zdjęciach JEST TEŻ MOJA SIOSTRZYCZKA ANIA - bratnia dusza i człowiek pełen wartości i empatii - mam troje rodzeństwa a WSZYSCY, KTÓRZY MNIE OTACZAJĄ TO jednostki z głową pełną fantazji, twórczych kreacji, z naturalnym hajem, którym zarażają innych do wyrażania ekspresji i działania, do kreatywnych pomysłów, do uwalniania szaleństwa, do zaprzeczania, że w "pewnym wieku" nie należy już sięgać po dziecinne marzenia.

MOJE DZIECI DAJĄ MI POCZUCIE SPEŁNIENIA. Mam trójkę :) i to one motywują mnie do działania. Są motorem do wszystkich planów i celów. Dają siłę i miłość, która nie podlega stopniowaniu. I choć często burzą plany biegowe :) to ich obecność nadaje życiu zupełnie innych wymiarów. Wyczerpałam limit dzieciowy i teraz czuję się całkowicie kompletna. Kto mnie znał wcześniej lub poznał przy okazji biżuteryjnego bloga wie jak trudne były dla mnie ostatnie 3 lata. To był czas wielkich napięć, żalu, rozczarowań chorób, szpitali i złej diagnozy. Antoś - mój najmłodszy synek miał zdiagnozowany udar mózgu - lewego płata czołowego. Od tej diagnozy zmieniły się priorytety - nie był ważny sport, aktywność, praca, plany, pasje tylko wszystko koncentrowało się na Nim i poszukiwaniu najlepszych terapii. Wyrywałam z tego momenty na budowanie firmy - i jestem wdzięczna samej sobie, że się nie poddałam. Bo zły czas zawsze musi minąć i trzeba stawić czoło przeciwnościom. Dlatego teraz po burzy rodzi się nowy czas. Czas,w którym czuć miłość w powietrzu :) Antoś jest pod stałą opieką poradni rehabilitacyjnej - nasze życie to trochę taki bieg - wypełniony harmonogramem od poniedziałku do niedzieli ale teraz jest o niebo łatwiej. Teraz zaczynam na nowo oddychać - więc bieganie to takie powtórne narodzenie.

Mój największy syn i córeczka :)





DZISIAJ BIEGAŁAM Z ANTOSIEM jednak zapytany - Tosiu, będziesz biegał z Mamą w wózku?
Mówi - nie Mamo, wolę na nogach. - ale na nogach nie dobiegniesz za most
- spoko Mamo, dam radę :)

Antoś i Natalia.

Latająca mama wzbudza jeszcze większe kontrowersje od mamy biegającej z wózkiem :)
KOSZULKA POJAWIAJĄCA SIĘ NA ZDJĘCIACH TO EFEKT MOJEGO PROJEKTOWANIA - jest niezwykle kolorowa i energetyczna, tworzenie jej było zabawą a noszenie jej jest dla mnie wielką przyjemnością. Myślę - subiektywnie, że zostanie dla mnie ze znaczeniem wyjątkowym - niezależnie od tego jak potoczą się losy koszulkowych kreacji.

Koszulka biegowa z sercem z napisem RUN i opcją personalizacji inicjałem.




FEEL THE LOVE!

25 marca 2014

PLAN NA 5 KM

PLAN TRENINGOWY CZAS START...

...Pomimo faktu, iż bieg na 5 km uważam za morderczy i nigdy nie zapomnę mojego "debiutu" w Lesznowoli - gdzie wszyscy sprintem dobiegli do mety a ja z poczuciem porażki doczłapałam się do niej - gubiąc rytm zaraz na starcie - kiedy zaczęłam zbyt szybko, nieadekwatnie do możliwości - podążając za tłumem. Pamiętam, że wówczas mocno ucierpiała moja psychika - czułam się beznadziejnie i obiecałam sobie, że więcej na piątkę nie startuje! A potem tak jakoś poszło - biegnij Warszawo (jak jeszcze był dystans na 5) i ostatecznie sztafeta przed maratonem, w której wybiegałam swoją życiówkę - to był czas 25 minut z hakiem. Muszę poszperać w archiwach, żeby sprawdzić ile było dokładnie.


Sztafeta 5x5, 2008

Sztafeta 5x5, 2008

Sztafeta była dla mnie zobowiązująca - byłam częścią grupy i dałam z siebie wszystko - dodatkową motywacją był dla mnie mój były facet, który też biegł w tym biegu - a ja chciałam mu pokazać, że jestem silna :) (MOTYWACJE BIEGOWE CZASEM MAJĄ PROSTE UZASADNIENIA :))

Moim celem jest Bieg Konstytucji i czas poniżej 30 :) - to żaden wyczyn - ale po 7 latach później, 2 dodatkowych dzieci, przekroczeniu progu magicznej 30 - a już 32, z racji wszystkich dolegliwości fizycznych - dla mnie to cud, że biegnę dalej i że udaje mi się od dwóch miesięcy systematycznie i bez kontuzji

Tu mapka biegu:


A tu pierwsze dwa tygodnie planu treningowego.



Link do planu
24 marca 2014

CZY MATKA POLKA MOŻE BIEGAĆ?




MOŻE...TYLKO KIEDY?

Przywykłam do tego, że życie weryfikuje moje plany - nie tylko chodzi o zdrowie i pokorę w uprawianiu czynnych sportów, chodzi o czas, który przy dwójce małych dzieci jest praktycznie całkowicie zsynchronizowany z ich potrzebami, chorobami, kaprysami, histeriami, itd... Jak więc realizować plan, kiedy nagle ktoś dostaje gorączki, albo trzeba jechać na zajęcia czy ćwiczenia? Jak to pogodzić z własną huśtawką hormonów, z pracą, ze snem w odpowiedniej ilości, z właściwym nastrojem treningowym i wstrzelić się w idealny złoty środek, który pozwoli nam normalnie funkcjonować - odnajdując w tym chaosie czas na dom, dzieci, pracę i sport...



PRAWIE PIĘĆ LAT PRZEKONUJĘ SIĘ O TYM, ŻE NIE NALEŻY SZUKAĆ ZŁOTEGO ŚRODKA...

Trzeba kraść chwile na długą kąpiel, bez pukania w drzwi z wołaniem "Mamooo...", wymyślać cuda aby w domu pomalować paznokcie, nie mówię już o czytaniu książki i oglądaniu filmów. Moje dzieci zasypiają o 22.00 - i do tego czasu moje życie kręci się wokół dziecięcych problemów, których ranga znacznie przewyższa moje.

ZAWSZE WALCZYŁAM O CZAS TYLKO DLA SIEBIE...

Nie zawsze jest taka możliwość aby rzucić wszystko i wyjść z domu. Ale myślę, że te chwile tylko dla mnie - procentują później w kontaktach z dziećmi, bo czasem trzeba po prostu odpocząć i zresetować myśli. Odizolować się od setek pytań, od płaczu i marudzenia, od czujności, żeby "nic się nie stało".
Po wieczornym bieganiu  - wracam do domu w zupełnie innej formie psychicznej. Mam wówczas pustą głowę i nowe pokłady cierpliwości i zrozumienia. I przestaję się wściekać...:)

A MOŻE UPRAWIAĆ SPORT RAZEM?

Można - w minimalnym zakresie - w wózku biegowym - naprzemiennie przy dwójce :), we wspólnych aktywnościach - na rowerze i na rolkach, w imprezach biegowych organizowanych dla dzieci, w spacerowaniu czy ćwiczeniach w domu :). Można to traktować jako element bycia razem, jako motywacja dla dzieci i okazja do wdrażania w ich życie aktywności fizycznej.
Można też ćwiczyć podczas usypiania - ja w tedy wykonuje krótkie programy treningowe na brzuch :)







:) - Mamo ale zrób, żeby mi te rolki dzingały !
- OK, już przestawione (wrotki mają 3 etapy - 1, kiedy kółka się nie kręcą, 2, kiedy dzingają do przodu, 3, kiedy dzingają do przodu i do tyłu. "Dzingają" to słowotwórstwo Ali)...

23 marca 2014

BIEGANIE TO KONTAKT Z NATURĄ...

 
BIEGANIE TO MANIFEST WOLNOŚCI

Wczoraj po raz pierwszy wyznaczyłam sobie trasę, która biegła ulicami aby ostatecznie doprowadzić mnie nad nadwiślańskie brzegi. Było ciepło, słońce na twarzy, muzyka i radość. Mam świadomość, że ta chwilowa euforia niebawem przerodzi się w stagnację albo znużenie, że w pierwszej fazie trzeba walczyć ze sobą, przełamywać nie tylko lenistwo ale ból mięśni, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Wolałabym, żeby te momenty nie przyszły - żeby czuć tylko to, co w tej chwili - ogromną wewnętrzną moc i przenikającą do krwi swojego rodzaju wolność. Bo bieganie to po trochu taki manifest wolności.



BIEGANIE POZWALA W SPOSÓB BEZPOŚREDNI ZBLIŻYĆ SIĘ DO NATURY.

Bo niech mi ktoś powie - jak często mamy kontakt z drzewem ?, jak często patrzymy na krajobraz bezpośrednio - inaczej niż na ten migający w szybach samochodów? Jak często chodzimy do lasu, albo spacerujemy nad swoją lokalną "Wisłą" - jest tyle spokojnych, tajemniczych, godnych uwagi zakątków - które bieganie pozwala odkrywać. Bo to jest dla mnie pewne - ktoś, kto decyduje się biegać na długie dystanse wreszcie wyrusza na ścieżki, które wyznacza sam - przestaje mu wystarczać bieganie kilku okrążeń i wybiega poza swój park. Więc i ja wybiegłam wczoraj. Tym samym pokonałam 6,4 km z małymi przerwami na kontemplację. A dzisiaj - dzisiaj wybrałam się na spacer i przytuliłam się do brzozy. Moja Mama mówi, że brzoza ma w sobie wiele mocy. Więc uszczknęłam trochę tego naturalnego energetycznego koktajlu, który przełożył się na te szalone zdjęcia.




PISANIE BLOGA DAJE DUŻO RADOŚCI...

To nie tylko droga do pokazania swoich pasji, zamiłowań, metod, prawd, doświadczeń czy brutalniej - promocji swoich produktów to także promocja siebie, jakiś ślad po nas samych, ślad po naszych myślach...

Koniec świata na Tarchominie :)


Taka sesja to relaks i zabawa w jednym :).

Serdecznie zapraszam do mojego świata - wypełnionego dziećmi, pracą, biżuterią, projektowaniem a od niedawna bieganiem - bieganiem, które weszło już w krew :)

ENJOY!



22 marca 2014

FAZA POCZĄTKÓW


FAZA POCZĄTKÓW
Jestem na etapie, kiedy z ogromnym wysiłkiem pokonuje ciągiem ponad 4 km. O czasie pisać nie wypada - to czas włóczenia nogi za nogą i kłębiących się w głowie myśli, żeby przetrwać.
Nie biegam wg planu. W pierwszych tygodniach słuchałam mojego ciała, bo jako sezonowa hipochondryczka znam je bardzo dobrze i wiem, kiedy powinnam przestać lub zwolnić. W moim bieganiu istotną rolę odgrywa głowa - bardzo szybko nachodzę mnie myśli, że nie dam rady i należy już przestać - odpowiednia muzyka i odwrócenie uwagi (np rozmowa - zdarza się, że telefoniczna - choć to źle postrzegane na ścieżkach) pozwala przełamywać momenty zwątpienia.
WYZNACZAM REALISTYCZNE CELE
pierwszy to 2 km ciągiem, potem 3, potem 4, teraz 5 - dystans wydłużam co 2 tygodnie - wolę odległość niż czas - wolę słuchać siebie niż stosować marszobiegi. Uważam, że marszobiegi blokują nasze możliwości.
BIEGANIE TO NIE WSZYSTKO...
Jest jeszcze zbilansowana dieta, której nie stosuję :). Aczkolwiek wzbogacam ją przeróżnymi sałatkami, które mogę zjadać codziennie - nawet mimo powtarzalności składników. Ograniczyłam cukry (które wyrównuje w okresach nadpobudliwości hormonalnej :), tłuszcze i staram się pić dużo wody...



Z doświadczenia wiem, że w bieganiu ważna jest praca nad brzuchem, który pomaga odciążyć kręgosłup i rozciąganie po treningu. Ćwiczę - losowo - krótkie programy treningowe (obecnie: brzuch/pompki/przysiady - dzień 11 :)), skalpela z E. Chodakowską, treningi które nie wymagają dużej ilości czasu...

SKĄD BRAĆ CZAS...?
Zastanawiam się nieustannie jak godzić sport z pracą etatową, pasją, dziećmi, obowiązkami i czy nie jest tak, że coś ostatecznie na tym cierpi? Uważam jednak, że powinno się wygospodarować chwilę dla wysiłku fizycznego dla dobra innych sfer - zwłaszcza psyche, które inaczej pracuje przy odrobinie systematycznego wysiłku (z tego powodu zamiast brać się teraz za prasowanie i porządki jadę z rowerem do serwisu a potem na trening :))


ACH TA SYSTEMATYCZNOŚĆ...
Dla mnie to najgorsza zmora. Ciężko mi systematycznie "uprawiać" coś, czego nie muszę - choć lubię. Pozwalam sobie pofolgować a wówczas wypadam z regularności. Szybko się zniechęcam i łatwo rezygnuję - może to trochę natura, bo przekłada się na wiele aspektów w życiu. Muszę włożyć dużo wysiłku aby nie rezygnować i nie odpuszczać. Myślę, że podjęcie takiej decyzji - aby biegać - to okazja, żeby pracować nad sobą i własnym lenistwem. Możemy oszukiwać - ale tylko samych siebie. To jak żyjemy i dokąd nas to życie prowadzi jest konsekwencją tego kim jesteśmy i tego, co robimy. Zawsze warto jest zmierzać się z wyzwaniami, z przekonaniem, że życie jest chwilą - jest tylko tu i teraz i warto zadbać o siebie, swoje zdrowie  i wykorzystać wszelkie możliwości i cały potencjał jaki w sobie mamy.
ENJOY!
20 marca 2014

I RUN BECAUSE...