Odwyk od mediów społecznościowych. Noworoczne poszukiwanie sensu.

Kiedy po 6 dniach odwyku od social media, zaczęłam sporządzać graficzną mapę marzeń, wyszło na to, że do szczęścia brakuje mi tylko kolorowych legginsów, biegów górskich, kilku street workout’owych umiejętności, gustownych dodatków, nieograniczonej ilości butów biegowych, jasnego mieszkania i worka kasy, żeby zaspokoić wszystkie konsumpcyjne potrzeby moje i dzieci. Takie próżne...


Fot. PMW Fotografia

Kiedy budujesz coś z samych obrazów, zapominasz o emocjach, które definiują to, co najbardziej istotne. 

Zawsze starałam się pisać, taki był cel – dzielenie się emocjami, niekoniecznie pozytywnymi, jednak realia nauczyły mnie czegoś innego – im mniej słów, tym więcej odbiorców. Zastanawiałeś się nad tym? Jak płytkie jest to wszystko? Jak puste? Jak często szukamy zwyczajnej akceptacji? Jak bardzo pragniemy nakarmić swoje ego, zaspokoić swoją próżność? O ile pierwszego dnia odruchowo odpalałam FB kilkanaście razy, to szóstego nie był mi do niczego potrzebny. Oczywiście "potrzeba" zaczyna się w momencie, kiedy chcę coś przekazać, do kogoś dotrzeć, zaspokoić ciekawość, czy zwyczajnie odmóżdżyć się.

Czyli może być tak, że wirtualna rzeczywistość, tak misternie budowana przez lata, to tylko zbiór przemijających obrazów, którymi karmimy głowę dla zabicia czasu? 

Tak właśnie w skrócie można podsumować sieciowy ekshibicjonizm, nas w nim, nasze życie, marzenia i potrzeby. Im prościej – tym lepiej. Tak, żeby nie zagłębiać się w problemy, koncentrować na celu, im lżejszy przekaz, tym większa rzesza odbiorców. Taka powinna być definicja Facebooka – łatwo przyswajalna sieczka. Trzeba być niezwykle selektywnym, żeby w setkach nieistotnych informacji, wyciągnąć z tego coś dobrego. Mi się udało. Bo ludzie, których odkryłam są bezcenni.


W mediach społecznościowych chcemy obrazu, nie słowa – słowa są drugorzędne, a jeśli już, to należy mówić z ironią, żartem, o wygrywaniu, o sukcesach, o idealnym świecie, który przecież idealny nie jest. Nie przeszkadza to nikomu w budowaniu alternatywnej rzeczywistości. Nawet lepiej rekompensować sobie braki w życiu nadreaktywnością w sieci. Bo gdyby do obrazów dodać prawdziwe emocje i prawdziwe pobudki, dla których uciekamy w rzeczywistość wirtualną i  treningową – mogłyby to wyglądać zupełnie inaczej.

Przez ostatni tydzień zastanawiałam się dlaczego tutaj jestem i jaka była koncepcja prowadzenia bloga o latających butach. Musiałam cofnąć się do korzeni i przeanalizować, czym miało być to miejsce, do czego doszłam i gdzie zmierzam, jaki jest sens w odkrywaniu siebie przed szerszą publiką i wreszcie, jaki jest sens posiadania pasji - w momencie, kiedy życie gna do przodu, a wszystko czego pragniemy dzisiaj, ewaluuje i nagle okazuje się, że w drodze do celu, gubimy jego znaczenie.


Bez wątpienia zawsze chciałam pisać - nie tylko o wrażeniach z biegów ulicznych, chciałam pisać o filozofii człowieka, który porusza się w określonej przestrzeni, który poszukuje i odnajduje swoje pasje, nie tylko sportowe, o jego dążeniach do doskonałości, o porażkach i zwątpieniach, o różnych stanach emocji, o euforii i radości, ale także smutku i zwątpieniu.

Chciałam pisać o tym, że nie jestem doskonała i że brak doskonałości w niczym mi nie umniejsza, że każdy może osiągnąć sukces w życiu i sporcie, wystarczy systematyczna praca, zdrowe nawyki i pozytywne programowanie podświadomości. 


Fot. PMW Fotografia
Chciałam pisać o tym, że każdy ma prawo mieć zwątpienia, słabości, że często drogę do celu brutalnie przerywa rzeczywistość, że wówczas nie należy się poddawać, że spokoju można szukać w rzeczach pośrednich, że pisanie może tym być. Celem nadrzędnym bloga nie miało być wcale motywowanie innych, raczej siebie - to pierwsze stało się skutkiem ubocznym, sygnałem, że nie piszę dla siebie, motorem do realizowania bardziej śmiałych wyzwań. 

Mam 34 lata, dzieci, bagaż doświadczeń i jestem o krok od poważnych zmian. Mam swoje zwątpienia, swoje smutki, momenty, kiedy rzucam sport, mam tęsknoty mam i niespełnienia. Bywam kapryśna, leniwa i niesystematyczna w treningach. Jednak od prawie dwóch lat podążam niezmiennie w tym samym kierunku - do lepszej wersji siebie, nie tylko fizycznej, bo to również kiedyś przeminie, bardziej do lepszej siebie mentalnie.

Myślę, że życie to suma ulotnych chwil. Jedynym gwarantem stabilności w sporcie i codzienności, w miłości i dążeniach, w planach i wyzwaniu, jest zakodowanie w głowie faktu, iż nie ma rzeczy stałych. To bardzo ważne, nie tylko w życiu, ale w każdym planie treningowym. Ta świadomość nie ma umniejszać nam emocji, smaku sukcesu, wrażeń, czy paraliżować przed działaniem, wręcz przeciwnie, powinniśmy z większym zapałem oddawać się temu, co w tej właśnie chwili daje nam radość - jak sport, czy pisanie o nim, jak miłość, jak nowe kroki ku konkretnej sprawie, przy jednoczesnym zachowaniu w sobie poczucia, że nawet najbardziej misterny plan, może zburzyć jedna sytuacja, nawet najbardziej zdrowy tryb życia, może pokonać śmiertelna choroba, nawet największe pieniądze, nie dadzą nam gwarancji rozwiązania wszystkich problemów, nawet największa pewność jest niepewna.
Trzeba być nad wyraz mądrym, pokornym, cierpliwym i elastycznym, szalenie odpornym, żeby pozwalać odchodzić zarówno stanom wielkiej euforii, jak i trapiącego nas smutku.

Chciałabym jak najdłużej cieszyć się wypracowaną wolnością, chociaż w sporcie, jak najczęściej robić rzeczy, które dają mi radość, chciałabym zachować przy tym pokorę i świadomość przemijalności. Chciałabym zarażać innych pasją, którą bezwzględnie powinien posiadać każdy z nas, więcej pisać, więcej widzieć, więcej próbować i doświadczać. 

Pamiętajmy, że blog to tylko urywek prawdziwego życia, skrawek całości, prawdopodobnie rodzaj odskoczni, od problemów z którymi borykamy się każdego dnia. Nie dawajmy sobie prawa do pochopnej oceny, do ingerencji w czyjeś życie, do podcinania skrzydeł. Niezależnie od wieku, statusu, uwarunkowań społecznych, każdy ma prawo cieszyć się i mówić o pasji, która nakręca jego mechanizmy, ma prawo do szczęścia tu i teraz. Nigdy nie wiesz, kogo możesz zainspirować, a tchnąć do życia innego człowieka, to najpiękniejszy ze skutków ubocznych pisania. I może w tym jest największy sens. 
Share on Google Plus

5 komentarzy:

  1. Fajny tekst Magda. Co prawda nie zgadzam się, że social media to tylko fotki. Fakt bardzo dużo tego jest, ale są też blogi na których można sporo dowiedzieć się o innych, ale przede wszystkim o sobie. Zweryfikować swoje myślenie, odkryć marzenie, które chce się zrealizować. A z punktu widzenia osoby piszącej - prowadzenie bloga, pisanie artykułów to dla niektórych "blogerów" też ogromna pasja (np. dla mnie :-) ), gdzie żyjąc w komercyjnym świecie, pracując w Firmie dla pieniędzy, ma się możliwość kreatywnego wyżycia i robienia tego, o czym się zawsze skrycie marzyło.

    W 2016 roku życzę Ci szczęścia i spełnienia, spokoju, ale i porywów euforii. Głowa do góry! Będzie (jest) pięknie :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiści! Pod warunkiem, że zagłebiasz się w treść. Ja nie raz usłyszałam, że piszę zbyt długo na fb, a ludzie wolą krótkie przekazy i najlepiej podane bezpośrednio... Zobacz jak niewiele osób wchodzi na bloga. Coraz mniej czytamy, fb upraszcza wszystko. To już jak mam wybierać to stawiam na instagram, bo tam z założenia rządzi obraz i forma jest bardziej przyswajalne. To, że można uzyskać ogrom inspiracji to inna rzecz, jak najbardziej się zgadzam. W zasadzie obecnie bez fb blogi prawie nie istnieją...ale czasem jest przesyt tego, może muszę zrobić czystki 😊 btw. Oglądam wszystkie filmy na endorfinowym i mi trx'a teraz brakuje 😀

      Usuń
    2. Zdobądź trx-a - boska rzecz :-) a ja Ci powiem że nie narzekam na ruch na blogu i wcale nie mam głownych przekierowań z FB. A pisać będę bo lubię, choćby to miała czytać tylko jedna osoba ;-)

      Usuń
    3. Wiem:) ja też lubię pisać. TWÓJ blog zapracował na zasięg wieloletnim stażem :)

      Usuń
  2. Super dawka motywacji. dobry tekst!
    Odnosząc się do twoich powyższych komentarzy: też już słyszałem, że na blogu piszę zbyt długie teksty. Niestety żyjemy w czasach, gdzie nie liczy się treść a łatwość zobaczenia.
    dlatego na FB staram się wrzucać krótkie wpisy i też nie licze na wejścia z Facebook'a.

    OdpowiedzUsuń