II BMW Półmaraton Praski 30.08.2015

II BMW Półmaraton Praski był dla mnie nie tylko sprawdzianem formy przed zbliżającym się biegiem górskim w Krynicy (na 34 km) ale przede wszystkim testem odporności psychicznej. Po raz kolejny bowiem musiałam zmierzyć się nie tylko z upałem ale własną słabością i brakami treningowymi, które zaczęły obnażać mnie już na 13 km. 



Trasa półmaratonu była szybka i sprzyjała do bicia rekordów. Były podbiegi, ostre zakręty, proste na których wolniejsi dopingowali szybszych, były uściski dłoni, aktywni kibice (choć frekwencja bardzo słaba) i prywatne grono wsparcia. Wystarczyło. 

Założeniem było złamać 2 godziny. Wiedziałam, że muszę utrzymać tempo w okolicach 5'30''/km. Zaczęłam szybciej - do 11 km zegarek pokazywał czasy 5'17 - 5'27 - niosły mnie emocje i muzyka. Po 12 km poczułam pierwszy kryzys - monotonia z biegania po nagrzanym asfalcie, upał - który momentami stawał się nie do zniesienia, pojawiające się zmęczenie i myśl, że mogę nie dać rady. 





Wsparcie najbliższych na trasie jest bezcenne. Moja siostrzyczka <3
Moje jednostki treningowe w miesiącu poprzedzającym start nie były zbyt urozmaicone - biegałam jednostajnie a interwały i siłę robiłam na wakacjach z dzieciakami - w wózku biegowym. W ostatnim czasie zaniedbałam mocno street workout i ćwiczenia na core, rozciąganie i odpowiednią ilość regeneracji. Odczułam te braki - podczas biegu, bezpośrednio po i w dzień następny...



W okolicach 13 km miałam ochotę przejść do marszu i zaczęłam przeliczać kilometry. Jeszcze tylko 8 - myślałam - nie możesz się poddać. Oczywiście przerost ambicji nie pozwolił mi się zatrzymać, ba! nawet zwolnić - dopiero na 16 km tempo zdecydowanie spadło - najwolniejszy kilometr przebiegłam w czasie 5:55. Od pewnego momentu bieg stał się walką o przetrwanie - nie było tam przyjemności z biegania samego w sobie. Myślę, że wiele osób wtedy się przeliczyło - świadczyła o tym ilość omdleń na trasie. Zbyt szybkie tempo? Zbyt słabe nawodnienie? Przegrzanie? Ja dbałam o to aby pić na każdym punkcie żywieniowym, korzystałam z bananów, izotoników i chłodziłam się w każdy możliwy sposób. W tej edycji biegu wody nie brakowało - było aż nadto - nie tylko do picia ale organizatorzy zadbali aby na trasie pojawiły się kurtyny wodne oraz pojemniki z wodą, w których można było moczyć gabki dołaczone do pakietu startowego. Pomijam groteskowy moment kiedy wylałam sobie na głowę różowy izotonik - to była konsekwencja głośnej muzyki w słuchawkach :)



Na metę wbiegłam z czasem 1:59:17 - z jednej strony byłam zadowolona - życiówka została zrobiona - wynik z zeszłego roku poprawiony o ponad 15 minut ale czułam się upodlona i wyeksploatowana. Kręciło mi się w głowie i musiałam przysiąść zaraz za metą - zabawne, że Paulina Holtz już po raz drugi pojawiła się jako dobra dusza i podała mi pomocną dłoń - dobra z niej kobieta. Jak wstałam przechwycił mnie sanitariusz medyczny - haha rzeczywiście wzrok miałam mętny i bardzo wysokie tętno. Musiałam odsiedzieć swoje w wygodnym leżaku z "obsługą" :) Były zimne napoje, miła atmosfera i w ciągu 15 minut przewinęło się całe multum ludzi. Upał zrobił swoje!



Całe miasteczko biegu zostało zorganizowane na terenie Parku Skaryszewskiego - strzał w dziesiątkę - było intymniej niż na błoniach Stadionu Narodowego, klimatycznie, można było poleżeć bezkarnie na trawie, patrząc w niebo i obmyślając strategie na kolejne starty. Meta też sprawiała wrażenie - tym bardziej jak ktoś ostatkiem sił dobiegał do końca. 

Ja po biegu byłam mocno wkurzona - na swoją głupotę - na bieg bez nakrycia głowy, na brak snu w odpowiedniej ilości, na ogromne zmęczenie zaraz po, na bieganie po asfalcie, na udowadnianie sobie, że mogę być jeszcze lepsza. Zapowiedziałam nawet, że nigdy więcej półmaratonów o maratonie nie wspomnę...Ale zaraz zaczęłam przeliczać i kombinować ile jestem w stanie urwać :) Tak - pokonywanie siebie też często mnie satysfakcjonuje i szybkość też bywa szalenie przyjemna...


Uważam że w zawodach często bardziej niż czas liczy się klimat, zabawa, cała biegowa rodzina, przyjaźnie, wyzwanie, bliskość najważniejszych dla nas osób, które czekają na trasie i wywołują wzruszenie, moc dopingu, programowanie głowy na pokonywanie przeciwności, wzmacnianie charakteru, podróż do wnętrza siebie...



Dziś jeszcze mam tkliwe palce u stóp i cierpię na nieznośny ból mięśni ale już z uśmiechem spoglądam na zdjęcia z trasy i czerpie z nich siłę. Bo każdy start to ogromna dawka mocy i feeria barw, które rozświetlają monotonię codzienności. 

BMW Półmaraton Praski to mój drugi półmaraton, który pokonałam na czas i sądzę, że mimo wszystko nie ostatni...


2 komentarze: