Runmageddon Hardcore - 30.11.2014

30.11.2014 r. ukończyłam mój drugi półmaraton.  Sam dystans 21 195 metrów to ogromne wyzwanie - jednak charakter ekstremalnego biegu podnosi poprzeczkę wysoko w górę - zmierzamy się bowiem nie tylko z odległością ale przeszkodami.
O ile woda, lód, kilkumetrowe ściany, mury, płyty, ruiny były do pokonania siłą fizyczną, to cała istota startu w Runmageddon Hardcore tkwi w silnej psychice i współpracy na trasie biegu.




Starowałam bez celu - założyłam, że zmieszczę się w 5 godzinnym limicie. To był mój pierwszy bieg ekstremalny - nie wiedziałam więc co czeka mnie na trasie, nigdy wcześniej nie wystawiałam także swojego ciała na taką próbę wytrzymałościową. Chodziło bowiem nie tylko o siłę, kondycję i mentalną wytrzymałość - należało zmierzyć się z trudnymi warunkami pogodowymi. O godzinie 9:00 termometry pokazywały -6 stopni Celcjusza, do tego potęgujący zimno lodowaty wiatr. 




Wzrastało ryzyko - zagrożenie dla zdrowia a nawet życia - przeszkody były bowiem oblodzone, a brak odpowiedniego obuwia i technicznej odzieży mógł pogrążyć niejednego zawodnika. 




Moje palce u rąk co chwila sztywniały a po kilku kilometrach nie było w nich czucia - podobnie jak w nogach, które od pierwszej wodnej przeszkody - pozostawały w stanie postępującego odmrożenia. 
Bardzo bałam się kontaktu z lodowatą wodą - zastanawiałam się bowiem jak zareaguje moje ciało i czy skostniałe nogi pozwolą biec dalej. Pozwoliły a wręcz niosły jakby oderwane od reszty ciała, pozbawione fizycznych bodźców. Ręce wystawione na zimno konsekwentnie marzły - myślę, że odzież i maksymalne przygotowanie techniczne ma diametralne znaczenie. 




Biegłam w 3 warstwach odzieży technicznej - koszulka, bluza termiczna z zestawu startowego i bluza z kapturem, który okazał się zbawienny w trakcie. Na szyi miałam krótki komin, czapkę na głowie, cienkie legginsy i skarpety kompresyjne  (nie bójcie się zakładać kompresji - po zmoczeniu nie ma to większego znaczenia a jednak maksymalnie usprawnia krążenie w nogach i pozwala szybciej zregenerować się po biegu). 




Przed startem wysmarowałam swoje nogi rozgrzewającym olejem dla sportowców a zarówno do rąk, jak i butów włożyłam podgrzewacze. O ile w butach nie czułam nic to woreczki żelowe grzały moje ręce przez ponad 2 godziny, jednak w lodowatej wodzie nawet tego typu gadżety tracą swoją moc. Uważam mimo to, że zarówno maść rozgrzewająca, jak i wkłady do rękawiczek były strzałem w dziesiątkę - a może kluczem do tego aby biec do końca.




Biegłam z siłą - miałam ją w sobie od początku do końca. Po 15 kilometrze zaczęła słabnąć moja psychika - wtedy musiałam stoczyć niejedną walkę - jednak fizycznie wciąż czułam się dobrze, nie zakładałam, że mogłabym zejść z trasy. Czułam się przygotowana - nie miałam problemów siłowych i kondycyjnych, przeszkody typu ściana pokonywałam z pomocą jak 98% uczestników - tym bardziej, że wszystko pokryte było warstwą lodu. Tylko hardcore w technicznych butach do biegania zimą mógł samodzielnie wspiąć się na 3 metrową przeszkodę. Pokonałam wszystko prócz domku - na który nie weszłam z czystego racjonalizmu i strachu o własne zdrowie - 5 metrową ścianę pokrywała bowiem gruba warstwa lodu. 

Myślę, że w tym biegu POMOC jest istotą. Nie chodzi tylko o podstawienie rąk aby się wybić - chodzi o każde zagrzewające do wali słowo, każdy uśmiech, krótką rozmowę, o podanie ręki, o poniesienie przez kilka metrów betonowego klocka. To wszystko sprawia, że Runmageddon jest taki wyjątkowy. 




Nie wiem czy miałam jakiś moment krytyczny - biegłam ciągle z pokorą i niepewnością - jak zachowa się moje ciało. Myślę, że wszyscy którzy wzięli udział w tym wyzwaniu zwyciężyli już na starcie. Potrzeba ogromnej odwagi aby podjąć się udziału w ekstremalnym półmaratonie  - w zimowej aurze. Każdy z nas podejmował ryzyko - było wpisane w ten bieg, tak jak wpisane jest w życie. Racjonaliści zawsze będą negować taki start - bo z założenia narażamy swoje ciało i zdrowie. Ale dla mnie życie samo w sobie jest ryzykowne - możemy wiecznie szukać swojej strefy komfortu a i tak nie uciekniemy przed ślepym losem. Z dwojga złego wolę życie smakować, poznawać, przeżywać, przełamywać stereotypy, pławić się nim, podejmować wyzwania - żyć, być na 100%. Taki właśnie był dla mnie ten bieg - odzwierciedlenie drzemiących we mnie instynktów i pragnień. 




Tak - jestem hardcorem i zawsze kręciła mnie adrenalina. Tak - mogłabym teraz zrezygnować z tradycyjnych treningów i startów w masowych biegach ulicznych na rzecz tylko i wyłącznie takiej przygody. Biegi ekstremalne to niezwykła przygoda i sprawdzian naszej wytrzymałości psychicznej i fizycznej. 

Mija trzeci dzień od biegu - moje nogi pokrywa "martwa" gąbka, która bardzo boli. Co jakiś czas nadal przechodzi mnie zimny dreszcz a moje ciało domaga się odpoczynku. Nie odniosłam żadnych obrażeń - prócz potłuczenia nóg - zabawne kiedy działa jeszcze adrenalina a nogi w stanie zmrożenia nie dają oznak zmęczenia - dopiero po kilku godzinach następuję coś w rodzaju szoku, kiedy ogrzewają się mięśnie a Ty dostrzegasz całą masę siniaków i zadrapań, wylewów i krwiaków, które pokrywają Twoje nogi do pasa. Przez pierwszy dzień bolało mnie bardzo - dziś jest lepiej, smaruję się heparyną, nawadniam, odżywiam ciało.





Moja głowa żyje tym biegiem - tak jak żyła lękiem przez ostatnie dwa tygodnie przed startem. Dziś nie weszłabym do lodowatej wody na własne życzenie ale za rok... :)

Runmageddon Hardcore ukończyłam w 4 godziny i 15 minut- od początku nie liczyłam się z czasem - jednak gdybym miała startować raz jeszcze - biegłabym szybciej. Tylko szybki bieg rozgrzewa nasze skostniałe ciało i chroni je przed skurczami pod wpływem zimna. Poza tym ma ogromne znaczenie jak długo nasz organizm jest wystawiony na ekstremalny wysiłek i mróz - bo im dłużej biegniemy, tym mocniej siada nasza wola walki. Niezależnie od metody, przygotowań, czasu, diety, woli walki to wciąż niecodzienna okoliczność - niejeden się o tym przekonał, kiedy jego ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie ma mocnych i uniwersalnych argumentów, które mogą wskazać kto w takim biegu może startować. Bo kto go ukończy to nie tylko cały sztab technicznych i fizycznych przygotowań ale trochę ślepy fart. Wystarczy przecież niefortunnie upaść i wypaść z gry. Każdy ma prawo podjąć takie ryzyko. Ale każdy musi mieć świadomość, że ryzyko jest wpisane w takie biegi - podobnie jak w życie. 

Dziękuję WSZYSTKIM, którzy pomogli mi w przygotowaniach do tego biegu:

- MACHIKO za ogniste legginsy, które zagrzewały do walki
- Nutrend za suplementy, które stosowałam przed biegiem
- Salco za sól regenerującą, która obecnie okazała się zbawienna na stan moich nóg
- Squeezy- bez Waszych żeli osłabłabym na trasie! A gumy działały rewelacyjnie również na osłabioną psychę :)

Chciałabym też szczególnie podziękować Zuzie z LABrunnerr  za to, że biegła ze mną do 15 km i zagrzewała mnie do walki. Jest zwycięzcą - mimo iż zawiodło ją ciało. Walczyła do końca i ma prawo nazywać się hardcorem.


Michalina z Bieg do marzeń, Ja i Zuza.
Na szczególne podziękowania zasługują dziewczyny, które towarzyszyły mi na trasie z aparatem. Iza Fit Fighterka i Ania La vida es mentolada- dały mi siły witalne, kiedy przebiegłam przez tunel i moja moc była na wyczerpaniu. Zawsze jak pojawiałyście się na trasie - była siła i dzięki Wam mamy zdjęcia z większości biegu. Jesteście WIELKIE, że wytrzymałyście ponad 4 godziny na tym mrozie! Zasługujecie na specjalny medal Runmageddonu. 


IZA
ANIA
Dziękuję też chłopakom z Extraevent, którzy wspierali mnie foto i video.

Dziękuję każdemu, który podał mi rękę, podsadził na ścianie, przytrzymał mi siatkę - kiedy nogi i ręce odmawiały już posłuszeństwa. Dziękuję koledze, który przeniósł mi parę metrów betonowy klocek, temu - który mnie podtrzymał jak mało co nie wpadłam do wody i wszystkim tym, którzy rozdawali swój uśmiech, żart i moc na trasie! Do zobaczenia niebawem! :)


Emilka Brzezińska EmiliaBrzezinskaFanpage, Bartek Galiński, Hooah, czyli faceci w legginsach, Michalina i Ja
Share on Google Plus

11 komentarzy:

  1. No co tu dużo mówić HARDCORZE!!! W kobitach siła i serce do walki !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle emocji! Chciałabym też kiedyś takiego hardkora sobie trzasnąć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzaśnij koniecznie! Może zbierzemy jakąś ekipę na lato :)

      Usuń
  3. Podziwiam Cię Madziu. I to jeszcze o takiej porze roku! Jesteś niesamowita!

    OdpowiedzUsuń
  4. wygląda ekstra. rety, ja ostatnio mam wrażenie, ze moje ciało nie może normalnie funkcjonować, nie biegam od pewnego czasu, bo kontuzja, ale poziom mojej energii diametralnie spadł :(
    Joasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może witaminki? Albo zbyt mało ruchu? Wtedy ciało zapada w sen zimowy :) Ale wszystko do nadrobienia!

      Usuń
  5. Małgosiu, od kilku dni idąc z psem narzuciłam energiczny krok. zdecydowany.
    Witaminki: pije pyłek pszczeli w miodem
    ale to za mało!

    wiesz zdałam sobie sprawę, patrząc na ten bardzo niski poziom energii, ze z takim "zapałem" osiąganie jakiegokolwiek ambitnego celu (wymagającego walki) jest niemożliwe, oprócz zaczęcia zmian.
    by cokolwiek osiągnąć, potrzeba energii, i ruchu!

    masz racje, zbyt mało ruchu

    OdpowiedzUsuń
  6. to prawda- jesteś hardcorem! :) naprawdę bardzo bardzo Cię podziwiam :) to były straszliwie warunki :) ja w zwykłym śniegu boję się biegać bo ślisko itd. a tu proszę no nie ma co mówić! Czad i duma dla takich osób jak Ty! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow, chciałabym pobiec w takim biegu, ale do najbliższego mam niezwykle daleko :/
    Pozdrawiam :)
    http://fit-healthylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń