Skok w NOWY ROK - 2015!

2014 rok dzisiaj dobiega końca - za kilkanaście godzin przeskoczymy w NOWY 2015 - co przyniesie?, czym się objawi, jakie stworzy możliwości, ile z nich wykorzystam? Czy będę jeszcze lepszą wersją siebie? Czy uda się zrealizować wszystkie plany, spełnić - niedościgłe pragnienia? 



Dzisiaj skończy się CUDOWNY rok. Bogaty w doświadczenia, wyzwania, motywacje, LUDZI, ROK spełniania marzeń z dzieciństwa, rok przełamywania barier, podejmowania działań, o których przestałam już śnić. To taki ROK, który pokazał mi - że warto inwestować w siebie, warto siebie KOCHAĆ, warto o siebie DBAĆ - ponieważ to właśnie sprawia, że możemy bardziej otwierać się na świat, na innych, coś tworzyć, coś dawać, o coś zabiegać! Pamiętajcie - siła tkwi w naszej głowie! Żeby robić WIĘCEJ - należy pokochać siebie i miłość przelać na konkretne działania. A jak już zaczniemy podążać przez to życie, w zgodzie z własną osobowością - to wtedy trzeba otwierać się na innych. W przeciwnym razie zawsze zatrzymamy się w jakimś miejscu, z którego nie będziemy mogli ruszyć. SIŁA tkwi w działaniu, w GRUPIE, w wizualizacjach, w wierze w zmiany, w proszeniu o pomoc, w pukaniu do wielu drzwi aby ostatecznie trafić na te WŁAŚCIWE.



Dla mnie inwestycja w SPORT stała się zbawienna i uregulowała somatyczne dolegliwości ciała i ducha. Pokonałam lęki i demony dnia codziennego, zatraciłam się i oddałam systematyce treningowej, złapałam bakcyla, dałam się ponieść endorfinom. Moja aktywność, pisanie o niej, stawianie sobie nowych wyzwań, moje drugie życie społecznościowe - zaowocowało tym, że mogę to robić na WIĘKSZĄ skalę i wiąże z tym swoją przyszłość. To nie ważne, że mam 33 lata i 3 dzieci - marzenia i determinacja - pozwalają osiągać WIĘCEJ - jeśli tylko konsekwentnie, z uporem i pokorą do tego zmierzamy! Siła!



SIĘGAJ WYŻEJ! SIŁA! Niech to będą dwa hasła na nowy - 2015 ROK, niech przyniosą zmiany - o których marzę - nie tylko w sferze sportowych rywalizacji - niech wniosą NOWE i LEPSZE w codzienne życie, w sprawy bardzo osobiste i zawodowe. 

Życzę WAM - aby SIŁA nigdy Was nie opuszczała! Aby zawsze był przy Was ktoś, kto da Wam motywacyjnego kopa, aby Was wysłuchał i kiedy trzeba otarł łzy. Jak masz kogoś takiego to połowa sukcesu. Jeśli nie - pamiętaj, że nie jesteś SAM! Tylko musisz otworzyć się na innych, nie bać się żyć, nie analizować czegoś setki razy! Musisz łapać chwile, dać się ponieść, wyzbywać się całego nadęcia i dorosłości. Baw się! Życie jest tylko JEDNO - korzystaj z chwil, które nigdy się nie powtórzą! Spełniaj marzenia! Stawiaj NOWE CELE! POMAGAJ INNYM! Przesuwaj granicę WYŻEJ. Granicę tworzą tylko i wyłącznie Twoje SCHEMATY MYŚLOWE - to one Cię ograniczają - a przecież mieszka w NAS MOC - wystarczy tylko się nią otworzyć. 

Szczęśliwego Nowego Roku! SIŁA!


5 komentarze:

Runmageddon Hardcore - 30.11.2014

30.11.2014 r. ukończyłam mój drugi półmaraton.  Sam dystans 21 195 metrów to ogromne wyzwanie - jednak charakter ekstremalnego biegu podnosi poprzeczkę wysoko w górę - zmierzamy się bowiem nie tylko z odległością ale przeszkodami.
O ile woda, lód, kilkumetrowe ściany, mury, płyty, ruiny były do pokonania siłą fizyczną, to cała istota startu w Runmageddon Hardcore tkwi w silnej psychice i współpracy na trasie biegu.




Starowałam bez celu - założyłam, że zmieszczę się w 5 godzinnym limicie. To był mój pierwszy bieg ekstremalny - nie wiedziałam więc co czeka mnie na trasie, nigdy wcześniej nie wystawiałam także swojego ciała na taką próbę wytrzymałościową. Chodziło bowiem nie tylko o siłę, kondycję i mentalną wytrzymałość - należało zmierzyć się z trudnymi warunkami pogodowymi. O godzinie 9:00 termometry pokazywały -6 stopni Celcjusza, do tego potęgujący zimno lodowaty wiatr. 




Wzrastało ryzyko - zagrożenie dla zdrowia a nawet życia - przeszkody były bowiem oblodzone, a brak odpowiedniego obuwia i technicznej odzieży mógł pogrążyć niejednego zawodnika. 




Moje palce u rąk co chwila sztywniały a po kilku kilometrach nie było w nich czucia - podobnie jak w nogach, które od pierwszej wodnej przeszkody - pozostawały w stanie postępującego odmrożenia. 
Bardzo bałam się kontaktu z lodowatą wodą - zastanawiałam się bowiem jak zareaguje moje ciało i czy skostniałe nogi pozwolą biec dalej. Pozwoliły a wręcz niosły jakby oderwane od reszty ciała, pozbawione fizycznych bodźców. Ręce wystawione na zimno konsekwentnie marzły - myślę, że odzież i maksymalne przygotowanie techniczne ma diametralne znaczenie. 




Biegłam w 3 warstwach odzieży technicznej - koszulka, bluza termiczna z zestawu startowego i bluza z kapturem, który okazał się zbawienny w trakcie. Na szyi miałam krótki komin, czapkę na głowie, cienkie legginsy i skarpety kompresyjne  (nie bójcie się zakładać kompresji - po zmoczeniu nie ma to większego znaczenia a jednak maksymalnie usprawnia krążenie w nogach i pozwala szybciej zregenerować się po biegu). 




Przed startem wysmarowałam swoje nogi rozgrzewającym olejem dla sportowców a zarówno do rąk, jak i butów włożyłam podgrzewacze. O ile w butach nie czułam nic to woreczki żelowe grzały moje ręce przez ponad 2 godziny, jednak w lodowatej wodzie nawet tego typu gadżety tracą swoją moc. Uważam mimo to, że zarówno maść rozgrzewająca, jak i wkłady do rękawiczek były strzałem w dziesiątkę - a może kluczem do tego aby biec do końca.




Biegłam z siłą - miałam ją w sobie od początku do końca. Po 15 kilometrze zaczęła słabnąć moja psychika - wtedy musiałam stoczyć niejedną walkę - jednak fizycznie wciąż czułam się dobrze, nie zakładałam, że mogłabym zejść z trasy. Czułam się przygotowana - nie miałam problemów siłowych i kondycyjnych, przeszkody typu ściana pokonywałam z pomocą jak 98% uczestników - tym bardziej, że wszystko pokryte było warstwą lodu. Tylko hardcore w technicznych butach do biegania zimą mógł samodzielnie wspiąć się na 3 metrową przeszkodę. Pokonałam wszystko prócz domku - na który nie weszłam z czystego racjonalizmu i strachu o własne zdrowie - 5 metrową ścianę pokrywała bowiem gruba warstwa lodu. 

Myślę, że w tym biegu POMOC jest istotą. Nie chodzi tylko o podstawienie rąk aby się wybić - chodzi o każde zagrzewające do wali słowo, każdy uśmiech, krótką rozmowę, o podanie ręki, o poniesienie przez kilka metrów betonowego klocka. To wszystko sprawia, że Runmageddon jest taki wyjątkowy. 




Nie wiem czy miałam jakiś moment krytyczny - biegłam ciągle z pokorą i niepewnością - jak zachowa się moje ciało. Myślę, że wszyscy którzy wzięli udział w tym wyzwaniu zwyciężyli już na starcie. Potrzeba ogromnej odwagi aby podjąć się udziału w ekstremalnym półmaratonie  - w zimowej aurze. Każdy z nas podejmował ryzyko - było wpisane w ten bieg, tak jak wpisane jest w życie. Racjonaliści zawsze będą negować taki start - bo z założenia narażamy swoje ciało i zdrowie. Ale dla mnie życie samo w sobie jest ryzykowne - możemy wiecznie szukać swojej strefy komfortu a i tak nie uciekniemy przed ślepym losem. Z dwojga złego wolę życie smakować, poznawać, przeżywać, przełamywać stereotypy, pławić się nim, podejmować wyzwania - żyć, być na 100%. Taki właśnie był dla mnie ten bieg - odzwierciedlenie drzemiących we mnie instynktów i pragnień. 




Tak - jestem hardcorem i zawsze kręciła mnie adrenalina. Tak - mogłabym teraz zrezygnować z tradycyjnych treningów i startów w masowych biegach ulicznych na rzecz tylko i wyłącznie takiej przygody. Biegi ekstremalne to niezwykła przygoda i sprawdzian naszej wytrzymałości psychicznej i fizycznej. 

Mija trzeci dzień od biegu - moje nogi pokrywa "martwa" gąbka, która bardzo boli. Co jakiś czas nadal przechodzi mnie zimny dreszcz a moje ciało domaga się odpoczynku. Nie odniosłam żadnych obrażeń - prócz potłuczenia nóg - zabawne kiedy działa jeszcze adrenalina a nogi w stanie zmrożenia nie dają oznak zmęczenia - dopiero po kilku godzinach następuję coś w rodzaju szoku, kiedy ogrzewają się mięśnie a Ty dostrzegasz całą masę siniaków i zadrapań, wylewów i krwiaków, które pokrywają Twoje nogi do pasa. Przez pierwszy dzień bolało mnie bardzo - dziś jest lepiej, smaruję się heparyną, nawadniam, odżywiam ciało.





Moja głowa żyje tym biegiem - tak jak żyła lękiem przez ostatnie dwa tygodnie przed startem. Dziś nie weszłabym do lodowatej wody na własne życzenie ale za rok... :)

Runmageddon Hardcore ukończyłam w 4 godziny i 15 minut- od początku nie liczyłam się z czasem - jednak gdybym miała startować raz jeszcze - biegłabym szybciej. Tylko szybki bieg rozgrzewa nasze skostniałe ciało i chroni je przed skurczami pod wpływem zimna. Poza tym ma ogromne znaczenie jak długo nasz organizm jest wystawiony na ekstremalny wysiłek i mróz - bo im dłużej biegniemy, tym mocniej siada nasza wola walki. Niezależnie od metody, przygotowań, czasu, diety, woli walki to wciąż niecodzienna okoliczność - niejeden się o tym przekonał, kiedy jego ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie ma mocnych i uniwersalnych argumentów, które mogą wskazać kto w takim biegu może startować. Bo kto go ukończy to nie tylko cały sztab technicznych i fizycznych przygotowań ale trochę ślepy fart. Wystarczy przecież niefortunnie upaść i wypaść z gry. Każdy ma prawo podjąć takie ryzyko. Ale każdy musi mieć świadomość, że ryzyko jest wpisane w takie biegi - podobnie jak w życie. 

Dziękuję WSZYSTKIM, którzy pomogli mi w przygotowaniach do tego biegu:

- MACHIKO za ogniste legginsy, które zagrzewały do walki
- Nutrend za suplementy, które stosowałam przed biegiem
- Salco za sól regenerującą, która obecnie okazała się zbawienna na stan moich nóg
- Squeezy- bez Waszych żeli osłabłabym na trasie! A gumy działały rewelacyjnie również na osłabioną psychę :)

Chciałabym też szczególnie podziękować Zuzie z LABrunnerr  za to, że biegła ze mną do 15 km i zagrzewała mnie do walki. Jest zwycięzcą - mimo iż zawiodło ją ciało. Walczyła do końca i ma prawo nazywać się hardcorem.


Michalina z Bieg do marzeń, Ja i Zuza.
Na szczególne podziękowania zasługują dziewczyny, które towarzyszyły mi na trasie z aparatem. Iza Fit Fighterka i Ania La vida es mentolada- dały mi siły witalne, kiedy przebiegłam przez tunel i moja moc była na wyczerpaniu. Zawsze jak pojawiałyście się na trasie - była siła i dzięki Wam mamy zdjęcia z większości biegu. Jesteście WIELKIE, że wytrzymałyście ponad 4 godziny na tym mrozie! Zasługujecie na specjalny medal Runmageddonu. 


IZA
ANIA
Dziękuję też chłopakom z Extraevent, którzy wspierali mnie foto i video.

Dziękuję każdemu, który podał mi rękę, podsadził na ścianie, przytrzymał mi siatkę - kiedy nogi i ręce odmawiały już posłuszeństwa. Dziękuję koledze, który przeniósł mi parę metrów betonowy klocek, temu - który mnie podtrzymał jak mało co nie wpadłam do wody i wszystkim tym, którzy rozdawali swój uśmiech, żart i moc na trasie! Do zobaczenia niebawem! :)


Emilka Brzezińska EmiliaBrzezinskaFanpage, Bartek Galiński, Hooah, czyli faceci w legginsach, Michalina i Ja

11 komentarze: