RUNMAGEDDON HARDCORE - adrenalina na życzenie

Decyzję o udziale w RUNMAGEDDON HARDCORE http://www.runmageddon.pl/ podjęłam z dnia na dzień. Choć głowa nakazywała kierować się zdrowym rozsądkiem, to w ostatecznym rozrachunku wygrała dzikość serca.

Kadr z filmu. 
Potem naszły mnie te moje refleksje o poszukiwaniu adrenaliny - doznań na życzenie, łapania momentów - które na długo drażnią nasze zmysły. Jak sport ekstremalny, jak balansowanie na krawędzi w życiu czy w miłości. Tak - to mnie kręci. 

Bieg ekstremalny od początku roku był na mojej liście życzeń, ale nie w listopadzie, nie 21 km, nie 50 przeszkód, nie w błocie, w wodzie, nie przez kilkumetrowe ściany! Minął tydzień od mojej szalonej decyzji, w między czasie powstają nowe kadry z filmu, który ma obrazować moje przygotowania do biegu. Zaczynam się bać, wizualizuję siebie jak grzęznę w błocie a drut z zasieki wbija się w moje legginsy (mało tego - wbija się w mój tyłek) albo ten moment, kiedy ktoś mnie przerzuca przez ścianę a ja wiszę tak po drugiej stronie i nie potrafię zeskoczyć. W najgorszym razie czuję jak płoną mi włosy i jak duszę się pod belką, w zbiorniku lodowatej wody. Zostały trzy tygodnie a ja już teraz myślę czego szukają ludzie, którzy dają się upodlić na własne życzenie. No właśnie, czego?

Kadr z filmu. Moim żywiołem jest taniec. To taniec pozwala mi powiedzieć o sobie to, czego nie potrafię ująć w słowach.
Po pierwsze WYZWANIE - mam przebiec 21 km w terenie, pokonać 50 przeszkód i zmieścić się w limicie 5 godzin. Proste. Obliczyłam, że jeśli połowę trasy pokonam szybkim marszem i polegnę na 10 przeszkodach, które wymagają niezwykłej siły rąk (w zamian za co wykonam w sumie 300 przysiadów) to wyrobić się w czasie będzie ciężko. Pomijam fakt, że przy 21 km trasie każdy przysiad będzie katorgą.



Po drugie ZABAWA - biegnę brudna, mokra, na pograniczu normalności, z bandą ludzi, którzy dostrzegają w tym okazję aby z pełnym, społecznym przyzwoleniem wyskoczyć na szalony małpi gaj. Pamiętajmy tylko, że stopień trudności "drabinek" na Runmageddonie przewyższa moje wyobrażenia. Na widok tych zdjęć dostaję nerwowej głupawki.


źródło
Po trzecie ADRENALINA, która przeciętnego człowieka zamienia w prawdziwego hardcora. Ten z kolei poddany wyzwaniu realizuje je, przekraczając często granice strachu i własne wyobrażenie o sobie samym. Wznosi się ponad wyżyny własnych możliwości. Niektórzy taki stan uzyskują przez alkohol, narkotyki, niebezpieczne związki, gry sieciowe i gry międzyludzkie.

źródło
Po czwarte TEST sprawności. Czyli co mi dał prawie rok systematycznych treningów biegowych, z elementami core stability. I czy to wystarczy aby dobiec, dojść, dopełzać do mety?

Kadr z filmu. Podciąganie (póki co tylko z drabinki).
Po piąte to JEDYNA taka impreza, na mecie której nie czeka na Ciebie izotonik ale ZIMNE PIWO, które ponoć nigdy nie będzie smakować lepiej.


Dopiero teraz widzę, że mam braki. Braki w sile rąk, chwycie, sprawności, równowadze - nawet mój skrzętnie wyćwiczony plank, wykazuje pewne ułomności. Uczę się chodzić, czołgać, wisieć na drążku i wchodzić po linie, przerzucać opony i walczę aby choć raz podciągnąć się do góry. 

Trening, który zaczęłam wnosi wiele pokory i uświadamia jak wiele jeszcze przede mną aby osiągnąć założony cel. A moim celem jest przebiec maraton i opanować podstawowe techniki street workout. 

Każdy z nas ma swój Runmageddon - każdy powinien go mieć - takie miejsce, gdzie może się wykrzyczeć, upodlić, być sam na sam ze sobą, gdzie może się sprawdzić, pokonać granice, przezwyciężyć strach, niemoc, wyjść ponad schemat, podjąć ryzyko, działać, nie bać się mówić, nie obawiać się być sobą, nie bać się dotykać pozornie niemożliwego, być na 100%, dawać siebie w pełni, chwytać świat pełnymi garściami.
Share on Google Plus

9 komentarzy:

  1. Tym razem na mecie zamiast zimnego piwa będzie grzane wino lub herbata z prądem - całe szczęście, co tropików z pewnością tam nie będzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym lepiej :) Odprawiam mantry, żeby pogoda się utrzymała :)

      Usuń
  2. Pięknie! Grunt to spełniać marzenia! :) A na trening w stylu "komandos" zapraszam serdecznie. Często sobie aplikuję takie zabawy jako niedoszła pani żołnierz :) Gwarantuję poprawę siły rąk :D Pozdrówki i powodzenia w biegu! monikaturemka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawy? Albo wycieńczenia :) Dzięki - mam nadzieję, że się uda. A jak się uda to potem ostro się biorę za street workout i drążki :)

      Usuń
  3. No stress ;-) Dasz radę przecież jesteś bardzo sprawna (widać po zdjęciach jogi i szaleństwie drabinkowym);-) Wiem, że tam często zawodnicy pomagają sobie nawzajem, wiec w razie czego może Cię ktoś przeżuci przez te hardcorowe "drabinki" ;-)

    P.S. to nie są jedyne zawody gdzie na mecie dają browara tak było np. w Półmaratonie w Gdańsku, tak jest często na maratonach w Niemczech. Tylko jest to specjalne piwo ne alko, ze składnikami podobnymi co w izotonach ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ludzie pomagają - takie chodzą słuchy, no oprócz tych skoncentrowanych na wynik :). Wiem, wiem - chyba wszystkich biegach ekstremalnych jest piwo :) To miła odmiana :P

      Usuń
  4. Trening z wyznaczonym planem potrafi przynieść na prawdę imponujące efekty. Oczywiście jeśli się go trzymamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jedyna impreza z piwem. Rock''Run, Hunt Run.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem - chodziło mi generalnie o biegi ekstremalne - bo na większości chyba jest piwo :)

      Usuń