Biegnij Warszawo 2014

Biegnij Warszawo to jeden z najbardziej popularnych od lat wielu (choć statystyki mówią, że liczba uczestników spadła w stosunku do zeszłorocznej edycji) masowy bieg uliczny. 

 
Masowość doskonale oddają tłumy biegaczy, co podczas rozgrzewki robi ogromne wrażenie. Niesamowite jak bieganie zrzesza coraz większe kręgi ludzi. A przekrój jest ogromny - mali, wysocy, chudzi i przy kości, starzy i młodzi - z uśmiechem i w zadumie - ludzie, którzy pokochali bieganie lub tacy, którzy dopiero je smakują, krok po kroku. 


Wczoraj naszła mnie pewna zaduma nad startami w masowych imprezach. Po pierwsze masowe biegi bywają niewygodne - o czym przekonałam się dzisiaj, kiedy chcąc utrzymać równe tempo, musiałam mijać pędzące skupiska ludzi - tym samym biec po chodniku czy krawężniku a to grozi kontuzją a w najlepszym razie frustracją. Chcę biec - haloo! Czy Pan mnie słyszy? Proszę schować łokcie, nie ścigam się - chcę biec w swoim tempie! I czy można buty zawiązywać za taśmą? A nie gwałtownie kucać - narażając innych na utratę uzębienia! Trochę wyobraźni...Proszę...


Biegi masowe mają bez wątpienia swój charakter: moc tłumu, kibice, trasy przebiegające przez centrum miasta, poczucie przynależności do wielkiej biegowej rodziny, haj naturalny, życiówki, endorfiny itp. Zwykle to właśnie wtedy łamiemy swoje ograniczenia (jak ja dzisiaj) i przekonujemy się, że możemy biec lepiej, szybciej, łatwiej i pewniej. Tłum działa motywująco.

Ale jest też syndrom pewnego rodzaju samotności - zwłaszcza, kiedy na trasie znajomych nie widać, bateria w słuchawkach nagle się rozładuje, a dystans zaczyna dawać w kość. Ale masowość często pcha do przodu i nie pozwala się zatrzymać. To przeogromna fala różnych ludzi, którzy mają ten sam cel - dobiec do mety.

Schemat - depozyt, wspólna rozgrzewka, toy-toy, przejście do stref, bieg, meta, zdjęcia, depozyt, koniec. Mamy nowy medal do kolekcji. 


Moja szybka siostra!



Często jest tak, że ludzie którzy zaczynają biegać - łapią się za wszystko - a biegów jest multum, co raz w okolicy można wystartować w mniej lub bardziej masowej imprezie. I ja też do Półmaratonu Praskiego chciałam biegać wszędzie - na ulicy, w wodzie, w błocie i po górach. A potem dotarło do mnie, że niczego nie muszę - tylko mogę, że kocham się ruszać i że robię to z przyjemnością, dopóki nie popadam w jakiś schemat. I że wolę biegać systematycznie dla siebie i startować w naprawdę wyselekcjonowanych imprezach, niż we wszystkim jak leci. 

Biegnij Warszawo jest moim biegiem sentymentalnym - 7 lat temu, kiedy zaczęła się moja przygoda z bieganiem (trwała wówczas bardzo krótko i namiętnie) w czasie tej imprezy wystartowałam w pierwszym biegu ulicznym. Ach co to było za uczucie! Kosmos!

Teraz podchodzę do tego z większym dystansem i odrobiną rozsądku - może dlatego biegam "na nowo" od marca bez kontuzji i skupiam się nie tylko na bieganiu i łamaniu czasów za wszelką cenę ale na sile ogólnej, na gorsecie mięśniowym dla kręgosłupa, którego przez większość życia było mi brak. 
Powrót do biegania nauczył mnie pokory i wiary we własne możliwości, utwierdził również w tezie, że systematyka czyni cuda - ale w bieganiu nie wystarczy tylko biegać a należy wzmacniać całe ciało i dbać o dietę i suplementację. 

Przekonałam się także, że każdy amatorski biegacz powinien biegać dla siebie i własnej satysfakcji - oczywiście, że należy mieć cel ale nie popadajmy w paranoję konieczności startowanie wszędzie i we wszystkim, udowadniania sobie i innym, że jesteśmy prawie jak zawodowcy, nie fiksujmy się na każdorazowe robienie życiówki - bo progres kiedyś musi się skończyć, bo definiuje go mijający czas i trzeba być przygotowanym na to, że przygoda ze sportem ma różne fazy i przejścia - podobnie jak miłość. A podstawową zasadą jest fakt, iż wszystko przeminie. 

Dzisiaj na Biegnij Warszawo biegłam bez założeń - ze świadomością swojej systematycznej pracy - treningiem 3/4 razy w tygodniu, elementami siły biegowej, core stability, pracą nad ABS, bez napinania się i przedstartowej gorączki. W maju na pierwszą dychę w Garwolinie pobiegłam - 58:39, dzisiaj na Biegnij Warszawo na 55:16 - można? Można - progres zawsze przyjdzie do czasu, kiedy nie przyjdzie :) A na udany start musi się złożyć wiele czynników - nogi i głowa, nastrój i pogoda, stan hormonów i poziom endorfin, zdrowie i siła, mięśnie i psyche. Nawet najlepszym amatorom biegania, przed skrzętnie przetrenowanym startem może się przytrafić jakaś przedstartowa choroba żołądkowo - jelitowa, która w sposób lekki i drastyczny burzy misternie ułożony plan. Cóż jesteśmy tylko ludźmi, którzy funkcjonują na płaszczyznach niedopowiedzenia. Dystans do siebie, świata, treningów, zawodów przyda się każdemu!


Mam kilka planów na przyszły rok - pierwszy to maraton, drugi to bieg ekstremalny, trzeci do bieg górski - i na tym chcę przez następne miesiące się skupiać. No może jeszcze kilka biegów charytatywnych lub dla czystego fanu - jak bieg Świętych Mikołajów, w którym mam okazję wystąpić jako nieco podstarzała śnieżynka :).

Share on Google Plus

5 komentarzy:

  1. Bardzo mądry, dojrzały tekst. Z życia należy czerpać garściami, ale nie tracąc przy tym przyjemności. Jak się nie uda zrobić wymarzonego czasu, to cieszyć się, że wogóle dobiegło się do mety, bo jeśli marzenia nie były wyśrubowane, to coś pewnie nie zagrało (tak jak piszesz ciało lub głowa)... następnym razem może się uda. A jeśli nie? Czy to będzie tragedia? Nie sądzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo się boję popadania w schematy - tym bardziej, że w bieganiu niczego nie muszę - mogę tylko chcieć - po co robić z tego trening zawodowego biegacza - w tym musi być trochę luzu, inaczej zwariujemy z nadmiaru bodźców treningowych :)

      Usuń
    2. Niektórzy wariują, tracą czujność i albo łapią brzydką kontuzję albo z przetrenowania, rzucają to, co dotychczas (podobno) kochali

      Usuń
  2. Pięknie napisane! :) Cieszę się bardzo, że biegasz głównie dla siebie i przyjemności a nie dla wyniku, czy medalu - to bardzo ważne, mimo wszystko. Poza tym pokazujesz innym czym tak na prawdę jest bieganie i zarażasz miłością do niego (w tym także mnie) :) Trzymam mocno kciuki za wszystkie plany, te biegowe i te pozostałe :) I mam nadzieję, że przed nami jeszcze duuużo wspólnego biegania (i nie tylko) :) :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również mam nadzieję, że może pojedziemy razem daleko na rowerze - nad morze? :) I że pójdziemy na tańce i że będziesz biegać jeśli będziesz chciała a jak nie to zostaniesz przy treningach i rowerze a może zrobisz zupełnie coś innego jeszcze :) kto wie...

      Usuń