Najwyższy poziom kompresji - ROYAL BAY® Neon


Kiedy 7 lat temu stawiałam swoje pierwsze kroki biegowe, nie przypuszczałam jak wiele technologii i gadżetów mnie ominęło. O kompresji najpewniej nie słyszałam, a jeśli już to bardzo niewiele. Obecnie jestem szczęśliwą posiadaczką skarpet kompresyjnych. Moje bieganie nie nabrało przez to innego wymiaru, bo w żaden sposób nie wpływa to na siłę, szybkość i wytrzymałość, może tylko (aż) ochronić nas przed mikrourazami i przyspieszyć regenerację mięśni po wysiłku. 




Miałam przyjemność rozmowy z przedstawicielem firmy, która kompresją się zajmuję - ROYAL BAY®. Krótka analiza zasadności i skuteczności używania kompresji, przekonała mnie w 100% aby skarpety nabyć. W moim przypadku dodatkowo "za" przemawiała moja przeszłość zakrzepowa (w 2007 r. przeszłam bowiem zakrzepicę żył głębokich w prawej łydce) i konsultacja z chirurgiem naczyniowym - przekonała mnie ostatecznie. I choć to nadal droga inwestycja - w przypadku sportów takich jak biegi długodystansowe warta swej ceny, zwłaszcza wówczas, gdy o bieganiu myślimy poważnie a w niedalekiej przyszłości planujemy starty dłuższe niż 10 km. 



Postanowiłam zadać kilka istotnych pytań, jakie nurtowały mnie przed zakupem skarpet kompresyjnych - rozmawiałam z przedstawicielami ROYAL BAY®.

1. Dlaczego warto stosować kompresję? Jakie są zalety produktów kompresyjnych? 


BARTOSZ KIEDROWSKI: Produkty kompresyjne dają lepsza restytucje mięśnia po wysiłku. Zakładając kompresje dajemy mięśniom jeszcze jedna powięź wiec wspomagamy ich prace. Dzięki uciskowi w czasie wysiłku nie napływa tyle produktów przemiany materii z wyższych partii. Dają tez lepsze odprowadzenie produktów przemiany po wysiłku. W chłodne dni doskonale trzymają ciepło mięśnia.

2. Czy istnieją różne poziomy kompresji? Jak dobrać odpowiednią dla siebie?

PIOTR KSIĄŻKIEWICZ: Produkty ROYAL BAY – posiadają różne poziomy kompresji. Ponieważ wywodzimy się z rynku medycznego zdajemy sobie sprawę, że kompresja to nie moda i ładny wygląd ale przede wszystkim ingerencja w funkcjonowanie naszego organizmu. Najlepiej zacząć od najsłabszej kompresji sprawdzić jak na nią reagujemy, a następnie przejść na kolejny poziom. Dla zdrowych osób – każdy z poziomów jest odpowiedni, ale w odpowiednich sytuacjach. ROYAL BAY Neon, Classic czy EXTREME świetnie sprawdzą się w rywalizacji sportowej, ale w czasie regeneracji bardziej odpowiednie będą już produkty z serii START lub RELAX.

3. Na rynku jest wiele firm sportowych, które oferują skarpety kompresyjne - czym różni się ROYAL BAY od konkurencji?
PIOTR KSIĄŻKIEWICZ: Odpowiedź na to pytanie zawarta jest w zasadzie powyżej – żadna inna marka, nie produkuje kompresji o różnych poziomach ucisku. Trochę więcej informacji na temat wspominanych poziomów może Pani znaleźć w pliku dostępnym w załączniku.

 4. Czy kompresja jest dla wszystkich? 7 lat temu przeszłam zakrzepicę żył głębokich - czy osoby z zakrzepową przeszłością lub takie narażone genetycznie na problemy krążeniowe powinny stosować kompresje? 
BARTOSZ KIEDROWSKI: Moim zdaniem osoby z problemami żylnymi przede wszystkim powinny stosować  kompresje. W stanach ostrych jest to jedna z metod leczniczych i prewencyjnych w tych dolegliwościach.

5. Prowadzę aktywny tryb życia - ćwiczę, biegam, łapię się wszelakich sportów - jednak dużą część życia spędzam w pracy "biurkowej" - czy zaleca się używanie kompresji również przy długotrwałym siedzeniu?
BARTOSZ KIEDROWSKI: Jeżeli po długim czasie przebywania w pozycji siedzącej zdarzają się dolegliwości bólów czy tez obrzęki nóg to jest to jakieś rozwiązanie. Ale nie jest to działanie na przyczynę. Raczej starać się co ok. godzinę chociaż na chwile wstać żeby uruchomić mięśnie. Nie przyzwyczajać zbędnie organizmu do zewnętrznej pomocy ale pozwolić żeby naturalne systemy obronne organizmu tez działały. Aczkolwiek np. na czas długiej podróży samolot, auto bardzo polecam zakładanie.

6. Czy skarpety kompresyjne powinno się zakładać tylko na czas wysiłku fizycznego?

BARTOSZ KIEDROWSKI: Myślę ze w wyższych punktach zawiera się po części odpowiedz. Jak najbardziej stosować kompresje po wysiłku jako forma higieny mięśnia i jego odpoczynku.

7. Jak dobrać odpowiedni rozmiar skarpet i rodzaj kompresji względem uprawianej aktywności?

PIOTR KSIĄŻKIEWICZ: Rodzaj uprawianej aktywności raczej nie ma tutaj większego znaczenia, należy pamiętać natomiast że podczas długotrwałego wysiłku fizycznego nasze mięśnie mogą trochę napuchnąć. Co za tym idzie do obwodu łydki warto dodać 1-2 centymetry – wybierając rozmiar dla siebie. Mamy wtedy pewność, że w trakcie aktywności opaska czy podkolanówka nie zaczną nas uciska za bardzo.
8. Odkąd biegam w skarpetach kompresyjnych ROYAL BAY przestałam odczuwać dolegliwości bólowe ze strony piszczeli - czy kompresja może nas uchronić przed Shin Splints?
BARTOSZ KIEDROWSKI: Moim zdaniem kompresja nie chroni nas bezpośrednio przed bólem okostnej. Bóle te z mojego doświadczenia wynikają z częstej zmiany podłoża a przyczyna jest tez pośrednio w mięśniach głębokich łydki. A kompresja bezpośredniego wpływu na nie ma. Pośrednio oczywiście przez mięśnie zewnętrzne jakiś wpływ będzie, ale nie sadze ze tak duży. Aczkolwiek jeżeli subiektywna odczucia są takie ze ból jest mniejszy to czemu nie sadzić ze tak nie jest.
 
MOJA RECENZJA

Kiedy pierwszy raz założyłam skarpety kompresyjne ROYAL BAY® Neon moje nogi przeżyły lekki szok. Najwyższy poziom kompresji to najwyższa forma ucisku. Na początku ciężko je założyć (tu zastanawiam się czy nie lepsze byłyby opaski kompresyjne - nie mam jednak wiedzy czy pełna skarpeta działa "lepiej" - w sensie bardziej kompleksowo") - materiał nie rozciąga się dobrze a po założeniu natychmiast czuć dosyć mocny ucisk.

Zaraz po wyjściu na trening zapomniałam jednak o ich obecności. Może to autosugestia ale miałam wrażenie lżejszych nóg. Zgodnie z radą producenta - po bieganiu nie zdejmowałam skarpet a przez jakiś czas zostawiałam je na nogach. Odkąd je mam - moje nogi bardzo szybko się regenerują, nie odczuwam praktycznie żadnego bólu mięśni (po półmaratonie bolały mnie tylko palce i mięśnie ud). 

Pytałam przedstawiciela handlowego czy kompresja może też zmniejszać ból piszczeli - odpowiedzieli, że raczej nie ma to związku - jednak ja zauważyłam wyraźnie, że odkąd stosuje skarpety kompresyjne ten problem przestał mi dokuczać. Całkiem prawdopodobnie, że to kwestia przypadku i zwyczajnie moje nogi przyzwyczaiły się już do większego kilometrażu - istnieje jednak prawdopodobieństwo, że kompresja ma na to jakiś wpływ.




ZALETY 
1. Skuteczna regeneracja mięśni po treningu
2. Wysoka jakość wykonania i materiałów (zawierają srebro antybakteryjne Sanitized Silver)
3. Wygląd - neonowe kolory i świetny design!
4. Dzięki wykorzystaniu technologii z wykorzystaniem Sanitized Silver nawet po długim wybieganiu utrzymują świeży zapach!
WADY
1. Cena (często w czasie targów można skorzystać z atrakcyjnych promocji - np 2 sztuki w cenie 1)
2. Ciężkie w zakładaniu (można się przyzwyczaić)
3. W gorące dni - mimo świetnej wentylacji - przyjemniej biega się w krótkich skarpetkach.

ROYAL BAY® Neon
Cena: 160 zł

5 komentarze:

7 faktów o mnie

Przez Endorfinowy Szał  (DZIĘKUJĘ!) zostałam nominowana do zabawy, która polega na przedstawieniu 7 faktów o sobie.
Nie ma narzuconych kwestii, więc możemy zdecydować jak pikantne owe fakty będą i o jakie płaszczyzny będą
zahaczać :) - zakładam pełną dowolność w temacie i treści :).




Zasady zabawy:

- należy nominować 15 blogów (15 to trochę dużo i jest ryzyko zdublowanie więc ja daje 5)
- wybranych bloggerów trzeba poinformować o wyróżnieniu
- trzeba napisać 7 faktów o sobie
- należy podziękować Bloggerowi, który Cię nominował u niego na blogu
- trzeba zawiesić nagrodę na swoim blogu (zielony znaczek poniżej)


Moje nominacje (wybrałam ciut mniej):


Oczywiście zachęcam do zabawy ale nie zmuszam :)

Czas na fakty:

1. Kocham sport w każdej postaci - to dla mnie metoda terapeutyczna. Choć nigdy w żadnej dziedzinie nie doszłam do perfekcji - próbowałam, i próbuję nadal smakować różnych aktywności. Miłością bezwarunkową darzę góry wysokie. Ogromną przyjemność sprawiała mi (i mam nadzieję, że w tym roku wrócę) nauka tańca flamenco i występ finałowy na scenie, bo scena...no właśnie to będzie punkt kolejny :)



2. Moim największym marzeniem z dzieciństwa było aktorstwo i praca w teatrze. Przez kilkanaście miesięcy uczęszczałam do szkoły teatralnej i brałam udział w plenerowych występach, jednak zabrakło mi motywacji. Zaprzepaszczenie tej "szansy" zawsze będzie przypominać mi o determinacji i uporze, których mi brak. Jeśli ktokolwiek zapytałby mnie teraz czy chcę zagrać w jakiejś sztuce - rzucam wszystko bez namysłu :) Jednak mam świadomość ograniczeń własnych - chociażby wiek...

3. Mam 33 lata i 3 dzieci - jestem pełno wymiarową matką polką, która sprzeciwia się pozostawaniu w kieracie i schemacie kury domowej. Kocham gotować ale nie znoszę sprzątać a zwłaszcza prasować. Przy trójce dzieci pralka działa non stop. Sport daje mi odetchnąć i odpocząć od problemów, z którymi się borykamy...

4. Antoś ma 3 lata i przeszedł udar mózgu w życiu płodowym - nasz tydzień jest pełen zajęć, które obejmują rehabilitację ruchową, integrację sensoryczną i hipoterapię. Podobno mieliśmy dużo szczęścia, że niedowład - mimo iż dotyczy całej prawej połowy ciała - pozwala mu na w miarę normalne funkcjonowanie. Jednak ćwiczenia to nieustanna praca i walka z narastającą niechęcią ze strony Tosia. Walczymy aby prawa rączka jako tako funkcjonowała (nigdy nie będzie w pełni sprawna) a w pozostałych narządach nie pojawiały się przykurcze. Jeszcze przed urodzeniem Tosia postanowiłam zrobić coś dla siebie...



5. I założyłam działalność gospodarczą - MagArt Studio www.magartstudio.pl, w której stanowię 1-osobowy team produkcyjny. Firma to moja pasja, która pochłania do cna. Złotnictwa uczyłam się wiele tygodni, ukończyłam kursy instruktorskie Art Clay Silver (to takie Japońskie srebro, które pewnie nadal w Polsce nie jest powszechnie znane) a w ostatnim roku odkryłam magię dichroic glass - szkła, które wykorzystywane jest w lustrach satelitów i zaprojektowałam koszulki biegowe - dostępne tu: http://runspiration.pl/sklep/
Trudne realia i konkurencja na rynku wytwarza presję i utwierdza w przekonaniu, że utrzymanie się na powierzchni zależy od naszego ciągłego zaangażowania i funkcjonowania w sieci. Jeśli odpuścisz na chwilę - wypadasz z gry. Był taki czas, kiedy odpuściłam i przestałam się angażować. Musiałam wybiegać sobie taką pewność, że nadal chcę o to walczyć. Dlaczego? Chociażby dla tego czasu, który (choć to złudne) mogę dowolnie przeznaczyć na pracę, sport i dzieci. Bycie własnym szefem jest najtrudniejszą funkcją jakiej się kiedykolwiek podjęłam - nie wiem na ile mam determinacji i jak długo jeszcze będę dryfować -  po zawieszeniu działań i myślach o zamknięciu działalności, postanowiłam walczyć dalej. Więc uaktualniam dawno już niemodyfikowaną ofertę i wypalam kosmiczne szkło na pełnych obrotach - z nadzieją, że moja twórczość ożywi wasze stroje - również sportowe. Kiedy nie pracuję, nie biegam i nie zajmuję się dziećmi -  piszę. I wizualizuję, że ktoś mnie wreszcie zapyta - czy będę pisać na zlecenie, co bym mogła dalej - bez presji - ogarniać własną działalność i zarządzać swoim czasem.



Kolczyki MagArt Studio - srebro 925, dichroic glass.

6. Piszę od lat wielu - urodziłam się humanistką i humanistką umrę. Piszę wiersze, eseje, opowiadania, wynurzenia filozoficzne a ostatnio relacje sportowe na blogu. Staram się wysyłać moje prace na przeróżne konkursy - w czego efekcie wygrałam już kilka a moje opowiadanie doczekało się książkowej publikacji. Chciałabym być zauważona - to pewnie marzenie każdego pisarza (nawet a może zwłaszcza tych amatorskich). Pisanie mnie otwiera, określa, pozwala bawić się słowami i zwrotami, zamyka modele myślowe, oddaje mniej lub bardziej moje wizje, marzenia, plany, uczucia, emocje. Zdaje sobie sprawę, że mam braki - że popełniam błędy ale pisanie to jest coś, czemu chciałabym się oddawać w pełni i marzę o napisaniu własnej książki. Czeka mnie jeszcze dużo pracy i nauki aby to się stało. Czy wystarczy mi determinacji? Nie wiem. Wiem natomiast, że zawsze będę coś pisać. Bloga, e-maile, myśli - cokolwiek.

7. Bywam leniwa i funkcjonuje dwubiegunowo. Nagłe euforie okupione są zwykle spadkami emocjonalnymi - obiektywnie pewnie ciężko ze mną wytrzymać, bo ciężko być z każdą jednostką twórczą, oderwaną od rzeczywistości. Zwykle szybko się poddaję i trudno mi się zmobilizować ale staram się wierzyć...

Wierzę w wizualizacje marzeń. Parę lat temu (jeszcze w korpo) robiliśmy prezentacje w Power Point, w których wklejaliśmy (obrazkowo) swoje marzenia. Wierzę w to, że jeśli potrafimy marzyć - potrafimy osiągnąć bardzo wiele. Jednak nie wystarczy tylko chcieć a poczynić konkretne kroki ku realizacji pragnień. Trzeba też coś od siebie dać - dla innych. 



4 komentarze:

Bieg Serca 7.09.2014

"Każde okrążenie ma znaczenie" - to hasło przewodnie Biegu Serca, którego pierwsza edycja odbyła się 7.09.2014 r w Warszawie (OSiR Targówek).

Z siostrzyczką. Wreszcie udało nam się pobiegać razem :).
 Bieg Serca był wyjątkowy z wielu powodów - po pierwsze mogły w nim uczestniczyć całe rodziny, dorośli z dziećmi, pełnosprawni i niepełnosprawni, wysportowani i mniej wysportowani, każde kółko miało symboliczny wymiar - i było warte 5 zł, które po biegu sponsor generalny przekazał dla dzieci niepełnosprawnych.



Bieg Serca pozostawiał dowolność - przedział czasowy 10:00 - 16:00 był wystarczająco duży aby wykręcić w tym czasie zadeklarowaną liczbę okrążeń albo zweryfikować swoją deklarację i biec do upadłego. W czasie trwania biegu odbyły się Nieoficjalne Mistrzostwa Polski w biegu 5 godzinnym.

 

Na Biegu Serca można było skorzystać z profesjonalnego masażu, porad fizjoterapeuty i dietetyka a także ocenić wiek swojego serca. Dla dzieci przygotowana została przestrzeń z ogromem atrakcji - mogły się sprawdzić ruchowo, kreatywnie, były zabawki i mini siłownia, malowanie buziek a nawet darmowy przegląd stomatologiczny.




Organizatorem biegu była fundacja SPARTANIE DZIECIOM. "Spartanie Dzieciom to obecnie największa charytatywna grupa biegowa w Polsce. W strojach starożytnych wojowników biega już ponad 100 osób. Spartanie przebiegli już 7 maratonów, 3 półmaratony i wiele innych dystansów. Prowadzona przez Spartan działalność wyraźnie różni się od dotychczasowych projektów biegowych o wymiarze charytatywnym. Spartanie biorą udział w zawodach i całkowicie samodzielnie zbierają pieniądze na leczenie, zakup profesjonalnego sprzętu czy lekarstw dla niepełnosprawnych dzieci. Do tej pory udało im się uzbierać ponad 200 tys. złotych." źródło


Sponsorem głównym Biegu Serca był Żywiec Zdrój - także wody w ten gorący, wrześniowy dzień nie brakowało! Po Półmaratonie Praskim BMW doceniam każdy kubek, o który walczyć nie muszę :).

Zainteresowanie biegiem było ogromne - o godzinie 13:00 brakowało już dodatkowych pakietów, które od rana można było jeszcze nabyć na miejscu imprezy. Nic w tym dziwnego - atmosfera na bieżni zachęcała rodziców do angażowania wszystkich członków rodziny.

Z kochaną Mamą i fotografem w jednym :)
Dzisiaj dopadła mnie refleksja, że takie kameralne imprezy lubię najbardziej - tu wszystko smakuje najlepiej. Mała, przyjazna przestrzeń w której można cieszyć się byciem częścią czegoś większego. To właśnie w takich okolicznościach ukończenie wyzwania - bez żadnej presji czasu, bez startu, bez granicy, z metą - którą ustanawiamy sobie sami i przede wszystkim z przeświadczeniem, że robimy coś dla innych - to właśnie wtedy czerpiemy ogrom satysfakcji i samospełnienia.



Myślę, że te 12 kółek, które wybiegałam w zaawansowanym stadium choroby wirusowej (nie brać przykładu), ten czas spędzony z moją rodziną i rodziną biegową, te wymienione uśmiechy, parę słów zamienionych na bieżni, ten luz, ten kompletny spokój przedstartowy, woda w nadmiarze, gofry z cukrem pudrem, lody z zielonej budki, radocha dzieciaków i nawet te zupki bez konserwantów - to wszystko było bardziej cenne niż wielki, masowy pęd za wynikiem.
 
Bieg Serca to wspaniała inicjatywa i na pewno pojawię się za rok :) Choć nie powiem festiwal biegowy w Krynicy nęci - oj nęci. Wszystko nęci - przeglądam kalendarze startów i nadal zakatarzona i kaszląca oczami wyobraźni widzę siebie w najdalszych zakątkach Polski a i może świata. Ja, moje nogi i nowe - nieznane przestrzenie do oswojenia.

Bosko.

10 komentarze:

Półmaraton Praski BMW - 31.08.2014

31.08.2014r. przebiegłam swój pierwszy półmaraton - Półmaraton Praski BMW. Jeśli ktoś nadal ma wątpliwości ile wynosi dystans półmaratonu to uprzejmie donoszę, że przebiegłam 21 km i 97,5 metra i był to najtrudniejszy bieg w całym moim życiu. 31.08 nie tylko pokonałam cel jaki wyznaczyłam raptem 2 miesiące temu, pokonałam swoją największą słabość - migrenę. I choć do tej pory mam wątpliwość czy amatorski biegacz nie powinien słuchać głosów rozsądku aby w obiektywnej sytuacji nie wystartować lub ewentualnie zejść z trasy - to fakt iż podjęłam się tej "próby" wniósł w moje życie pewne dylematy egzystencjalne. 


Po pierwsze - tylko ten, kto na migrenę (migrenę nie ból głowy) kiedykolwiek cierpiał zrozumie co znaczy walka aby w ogóle wstać z łóżka i narazić swoje oczy na światło słoneczne. Tylko Ci, którzy kiedykolwiek mieli migrenę z aurą i mdłościami - zrozumieją co oznacza wciśnięcie w siebie bułki z dżemem i zagryzienie jej bananem. Tylko znający dokładnie tę przypadłość wiedzą jak wygląda wysiłek fizyczny w czasie migrenowego napadu.

Ja latam nawet z migreną - takie standardy :).
Po drugie - popełniłam ponoć kilka istotnych błędów przedstartowych - o 6:00 rano, kiedy obudziłam się z bólem, który umiejscowił się po prawej stronie czaszki, zaraz po tym jak z odruchem cofania - w ramach czystego rozsądku połknęłam 1 białą bułkę z dżemem i banana, którego jeszcze z trudem dopychałam w czasie jazdy na linię startu - zrobiłam sobie gorącą, relaksującą kąpiel i wzięłam tabletki p-bólowe. Podobno nie ma nic gorszego dla mięśni niż gorąca kąpiel przed biegiem - i niektóre źródła twierdzą, że takich kąpieli nie należy popełniać na dwa dni przed startem.


Po trzecie - moja siostra po obejrzeniu kultowego serialu Dr. House życzliwie doniosła mi, że bieganie po środkach p-bólowych może się dla mnie skończyć tragicznie.


Po czwarte - nie zapominajmy o złym wyniku badania krwi, które na tydzień przed półmaratonem zasiało w mojej głowie pewien rodzaj stresu i niepewności - niskie płytki i ryzyko wylewu o którym przeczytałam dzień wcześniej - tym samym artykuł w Wysokich Obcasach stał się dla mnie pewnego rodzaju klątwą, do której należałoby dodać pękniętą saszetkę oraz rozwaloną słuchawkę - czytaj dwie rzeczy, bez których nie wyobrażałam sobie biegu.



O godzinie 7:00 - ubrana w zestaw startowy - położyłam się ponownie do łóżka z założeniem, że jeśli przez pół godziny ból nie ustąpi to zostaję. Ból nie ustąpił a ja wstałam i pojechałam. 

Teraz myślę co kieruje ludźmi w takiej sytuacji, kiedy kładą na szalę wagę swojego zdrowia a może i życia - tylko po to aby realizować zaplanowany cel i to jeszcze cel biegowy! Cel postawiony od tak w czasie amatorskich treningów! Czy to wystarczy, żeby przełamywać taki dyskomfort? Serwować sobie stres, ból, gwarantować (zgodnie z przewidywaniami) przedłużający się napad migrenowy, które przez najbliższe dni nie da mi funkcjonować? A potem (jak też się stało) ostatecznie osłabi moją odporność i zarażę się całując zakatarzonego Tośka. Masz Ci los, kiedy wszystko punkt po punkcie się ziściło a ja pisząc te słowa podcieram nos chusteczką i próbuję przełknąć gulę w bolącym gardle, żeby wydobyć z siebie jakiekolwiek odgłosy istnienia.

Moja Mama wytrwale stała na trasie i robiła zdjęcia.

Stając na starcie zakładałam, że wycofam się gdyby ból nie był do zniesienia. Miałam jednak świadomość, że fakt iż tutaj jestem kosztował mnie walki, której zapewne niewielu z Was stoczyło tego dnia ze sobą samym. Wiedziałam więc, że po takiej rozgrywce nie poddam się ot tak i nie zejdę nawet wtedy, kiedy głowa będzie pulsować niemiłosiernie - co najwyżej ściągną mnie z trasy na podstawie nieobecnego spojrzenia.

Czasem zobaczenie kogoś bliskiego na trasie daje tyle mocy, która potrafi przełamywać wszelkie niemożności - tak też się stało na widok mojej siostry Ani, która dzielnie dopingowała wszystkich biegaczy.
Półmaraton Praski BMW to pierwsza edycja imprezy, której trasa biegła całkowicie po prawej stronie Wisły. Miała być szybka, łatwa i przyjemna. I choć zapowiadali deszcz - pogoda sprawiła figla wielu biegaczom - serwując słońce - tym samym zaraz po przejściu cudownego, orzeźwiającego deszczyku na trasie zapanowała duchota. Duchota, która stopniowo odbierała mi zasoby energii wykrzesanej nie wiadomo skąd.



Do samej organizacji biegu nie mogę się przyczepić - depozyty działały sprawnie, duża przestrzeń pozwoliła się rozgrzać i bezkolizyjnie wystartować - prawdopodobnie wszyscy, którzy przybiegli w czasie poniżej 2 godzin nie doświadczyli dantejskich scen, jakie miały miejsce potem - powód był prosty - chaos w kwestii podawania wody lub jej brak. W dwóch pierwszych punktach wody nie było wcale - świadomość, że mogłoby jej brakować na dalszym etapie nie działała motywująco - wręcz przeciwnie - zamiast koncentrować się na samym biegu - od pierwszego wodopoju panicznie rozmyślałam o wodzie. Tym samym już po 5 km chciało mi się pić bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Na 9 km wywalczyłam 1 kubek wody - usłyszałam też tekst, który do dzisiaj mnie bawi: - po wypiciu proszę oddać kubek, bo nie starczy dla innych :). Potem było znacznie gorzej - biegacze szukali na jezdni resztek pozostawionych po tych "lepszych", wolontariusze aby ratować sytuację - zlewali butelki porozrzucane na ziemi.

Do 10 km biegło mi się dobrze - zgodnie z założeniami, ból głowy lekko zelżał i pierwszą dychę przebiegłam trochę ponad godzinę. Od 13 km zaczęła się walka o przetrwanie. Odprawiałam nieustanną mantrę - nie możesz się zatrzymać. Wiedziałam, że jeśli stanę - nie dobiegnę do końca. Miałam tysiąc różnych myśli, bałam się, że degraduję swój organizm, że nie jestem w odpowiedniej formie, w odpowiednim czasie - ze strachem patrzyłam na osoby, które zasłabły w trakcie biegu, mimo to postanowiłam nie stanąć i go dokończyć.

Z siostrą i Czarodziejem z Oz.

Półmaraton ukończyłam w czasie 2:14:20 - nie było wybuchu euforycznej radości raczej dysonans - skoro potrafię pokonać swoją głowę to w takim razie potrafię wszystko a skoro mogę wszystko to jak przełożyć to na resztę życia? Ból głowy utrzymywał się przez następne dwa dni a brak euforii z tego startu utrzymuje się nadal.  Bo choć pokonałam siebie - pokonałam w najlepszym stylu to nadal nie wiem czy eksploatacja swojego zdrowia dla przejścia w "kolejny etap" biegowy miała większy sens. I czy chcę dla tych kolejnych etapów walczyć zaciekle o dystans i czas. Ponieważ sensownych odpowiedzi nie znalazłam - tłumaczę sobie, że przyczyną tego wszystkiego był ból. A ponieważ nasilił się tuż po przekroczeniu mety - nie byłam w stanie świętować swojego "sukcesu". Zapisałam się zatem na Biegnij Warszawo, żeby emocje startowe odczuć już bez migrenowego - mam nadzieję - bólu głowy :)

Ps. Pół-maratończyk jest taki niepełny w swej istocie - nie wiem czy mam tyle mocy aby przebiec maraton ale wiem, że wcześniej czy później podejmę to wyzwanie. Nie pytajcie dlaczego takie wnioski wyciągam po najgorszym jak dotąd biegu...

8 komentarze: