JAK POKONAĆ NIECHĘĆ DO BIEGANIA.

NIECHĘĆ DO BIEGANIA? TAK - DOPADA NAWET NAJLEPSZYCH. POWODÓW MOŻE BYĆ WIELE - OD PRZETRENOWANIA (CO BY MIAŁO SWOJE LOGICZNE UZASADNIENIE), PRZEZ BRAK ODPOWIEDNICH SUPLEMENTÓW (CO MOŻE PRZEKŁADAĆ SIĘ NA RÓŻNEGO RODZAJU ANEMIE WYNIKAJĄCE Z NIEDOBORÓW ŻELAZA) - JAK RÓWNIEŻ (CO JEST BARDZIEJ POWSZECHNE NIŻ NAM SIĘ ZDAJE) Z RACJI DOPADAJĄCEGO NAS LENISTWA. 

Tak wygląda postępująca NIECHĘĆ DO BIEGANIA.

O ile przetrenowanie wymaga dłuższej regeneracji a niedobory odpowiedniej suplementacji to LENISTWO czai się głęboko w naszej głowie i jest czynnikiem najtrudniejszym do wyeliminowania. Dlaczego? Bo zależy od nas samych. A wszystko, co zależy od nas samych (czyli w zasadzie WSZYSTKO) wymaga mozolnej i systematycznej pracy w drodze do CELU. Dla kogoś, kto aktualnie tkwi w stanie NIECHĘCI DO BIEGANIA to absolutny FRAZES. Wiem, bo u mnie ten stan trwał przez ostatni tydzień.

ODKĄD WRÓCIŁAM Z MAZUR - GDZIE Z RADOŚCIĄ DWUKROTNIE WYBIEGŁAM W LAS - z nadzieją na cudowne SAM NA SAM z NATURĄ - co w rezultacie okazało się totalnym nieporozumieniem, bo moje nogi przyzwyczajone do asfaltowej drogi odmówiły posłuszeństwa i odezwał się zasmakowany już wcześniej BÓL PISZCZELI (który uruchomił całą lawinę myśli negatywnych przed wiszącym nade mną jak kosa nad głową - celem biegowym - czytaj PÓŁMARATONEM) - dopadła mnie jawna NIECHĘĆ do trenowania.

Mazury są piękne - do biegania również, pod warunkiem, że biegamy po lesie a nie należymy do mieszczuchów asfaltowych.

Tosiek był zachwycony - ja mniej. Jego spacery po łódce doprowadzały mnie do permanentnego STRESU :)

Ala była ROZMARZONA.

A ja cieszyłam się przed pierwszym bieganiem w LESIE. (to była krótka radość)

Dzieci były zafascynowane jaszczurkami tudzież innymi zwierzątkami Mazurskimi. 



Półmaraton zbliża/ł się WIELKIMI KROKAMI. A ja przez czające się w głowie demony - co można wytłumaczyć jako lęk przed psami tudzież innymi niezidentyfikowanymi dzikimi zwierzętami a może i ludźmi, którzy na bank czaili się na mnie w leśnych gęstwinach - biegłam szybko i nerwowo. Efekt był jeden a w zasadzie dwa - po pierwsze średnia mojego biegu relaksacyjnego wyniosła lekko powyżej 5min/km - co dla mnie nadal pozostaje w zakresie biegania wyczynowego. Po drugie - pogubiłam ścieżki i mogłam tak w tym lesie zostać aż do dzisiaj ale jakimś cudem zadziałała wrodzona intuicja i orientacja w terenie (ha! to jednak mam orientację w terenie!).

Tu ćwiczyłam podbiegi. TU ZABIŁAM SWOJE PISZCZELE.

ZESTRESOWANA BIEGAMI W MAZURSKICH LASACH, które pewnie dla koneserów leśnego biegania stanowiłby OSTOJĘ najpiękniejszych spotkań z NATURĄ :) - postanowiłam nie zapuszczać się już w leśne gęstwiny i dobić ból piszczeli (bardzo inteligentnie) podbiegami pod górkę przy której zacumowana została nasza łódka. O ile podbiegi SOLO były męczące lecz technicznie wykonalne to podbiegi z Alą na plecach ostatecznie zabiły we mnie nadzieje na lepsze jutro. 16 kg to nie jest bagatela.

SPLOT RÓŻNYCH PROBLEMÓW SPOWODOWAŁ, ŻE PO POWROCIE Z ŻAGLI OPADŁA MI MOTYWACJA i wtedy właśnie pojawiła się wspomniana wcześniej NIECHĘĆ DO BIEGANIA.

MOJE OBJAWY NIECHĘCI BIEGOWEJ TO:
- przewlekłe zmęczenie
- ociężałość
- otępienie psychiczne 
- bezsenność
- poczucie winy z każdym mijającym treningiem
- utrata wiary we własne możliwości
- zakładanie i zdejmowanie butów biegowych
- znajdowanie tysięcy wymówek, które mają w sposób racjonalny wytłumaczyć brak treningu
- dodatkowo zażeranie się słodyczami
- oraz niewłaściwa dieta

Im dłużej tkwimy w stanie NIECHĘCI do biegania - tym trudniej jest przełamać psychiczne opory. Wszak można by sądzić, że tydzień przerwy w sposób znaczący wpłynie na naszą formę i kondycję. Organizm jest jednak świetnie zaprogramowanym tworem - pół roku systematycznych treningów nie zniweczy kilka dni przerwy ale jeśli z kilku urośnie kilkanaście - wtedy takie ryzyko staje się bardzo namacalne. No i DIETA - zmiana nawyków żywieniowych na bardziej śmieciowe - ma diametralne znaczenie.

Nie polecam kombinacji PARÓWEK i ŻUKÓW - to zdecydowanie niewłaściwa DIETA BIEGACZA. Ala urządzała wyścigi żuków - więc ich obecność była tak naturalna jak obecność parówek i kiełbasy, na które po 3 dniach nie mogłam już patrzeć. A można było dopłynąć do portu na rybkę a tu tylko sos, ryż, makaron,etc.


KILKA DNI TEMU ZAPYTAŁAM CO MOŻE POMÓC NA NIECHĘĆ I DOPADAJĄCY NAS MARAZM. ODPOWIEDŹ BYŁA JEDNA - WYJŚĆ NA TRENING.
CHOĆ DOSZŁY MNIE SŁUCHY, ŻE MOŻNA TEŻ:
- posprzatać w mieszkaniu
- przeczytać motywującą książkę
- obejrzeć pełen nadziei film
- wyjść do ludzi
- potańczyć
- poszukać pełnych werwy cytatów o działaniu pomimo WSZYSTKO
 - wypić butelkę wina
 

A JA TWIERDZĘ, ŻE DEMOTYWACJĘ MOŻEMY POKONAĆ SAMI - ALE JEŚLI ZNAJDĄ SIĘ LUDZIE, KTÓRZY SYSTEMATYCZNIE WYPYCHAJĄ NAS KU TEMU TO DOBRZE ICH MIEĆ - NIECH TO BĘDĄ LUDZIE WIRTUALNI JAK NA FB PROFILU LATAJĄCYCH BUTÓW ALBO MOJA SIOSTRA, KTÓRA DECYDUJĄC SIĘ NA OPCJĘ "BUTELKA WINA" MOTYWUJE MNIE JEDNOCZEŚNIE DO WYJŚCIA NA BIEGANIE :). 


CAŁY WCZORAJSZY DZIEŃ PRÓBOWAŁAM POKONAĆ NIECHĘĆ BIEGOWĄ. UDAŁO SIĘ DOPIERO PO 21:00. Po tygodniu niebiegania założyłam buty, zignorowałam niski puls spoczynkowy i zaćmienie w głowie - z ogromną nadzieją a jednocześnie obawą, czy uda mi się przebiec choć 6 km - wyszłam z domu i zdałam się na dobrą passę, która miała wynikać nie tylko z przełamania lenistwa ale i pracy, którą przecież włożyłam przez ostatnie pół roku aby biec ciągiem ponad godzinę i mieć siłę aby tańczyć pod koniec.

Bo trzeba łapać LATO! http://zlaplato.wawalove.pl/galeria-selfie/53de73dff9bc835f1600000e - możesz KLIKNĄĆ i zagłosować, co bym miała szansę wyjechać na NORMALNE wakacje w tym roku :P.

WYSZŁAM I POBIEGŁAM -  bez zbędnych ceregieli, bez picia, jedzenia, postojów - wyrzucałam z siebie całą NIEMOC, ZŁOŚĆ, nagromadzone przez cały ostatni czas emocje negatywne. Wyobraziłam sobie, że z każdym oddechem napływa we mnie energia wszechświata a każdy wydech oczyszcza moje ciało i głowę ze śmieciowych MYŚLI.  Po 10 km byłam NOWYM CZŁOWIEKIEM. Zrobiłam długie rozciąganie z elementami JOGI a potem chwilę leżałam na trawie i patrzyłam w niebo. Diametralnie inne uczucie wewnątrz mnie. NIECHĘĆ DO BIEGANIA ZNIKNĘŁA.










Share on Google Plus

6 komentarzy:

  1. Tylko czasami trudno odróżnić chwilową niemoc i związaną tą niechęć od kłopotów ze zdrowiem. U mnie niestety okazało się, że jest to drugie, choć też byłam przekonana, że to efekt chwilowego pokłócenia się z bieganiem + upał. Dlatego czasami warto zamiast ganić siebie za lenistwo bacznie się sobie przyjrzeć i zrobić "przegląd" swojego ciała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - dlatego jutro robię sobie badania kontrolne - dzisiaj byłam u lekarza i wzięłam skierowanie :) Ale ponoć spadek mocy związany z morfologią czuć podczas biegania - szybsze męczenie się, pogorszenie formy, itd - a ja jak poszłam biegać to leciałam jak na skrzydłach. U mnie wiele się dzieje w głowie - myślę, że u wielu z nas tak jest - a głowa niestety/stety wpływa na nasze ciało - a wręcz na morfo czasem - czego jestem żywym przykładem. No i ja dzięki bieganiu pokonałam skaczące ciśnienie - choć to nieracjonalne biegać w momencie niewyjaśnionych przyczyn i nie zalecam :).

      Usuń
    2. A swoją drogą co Ci wyszło w morfologii? Ja stosuję suplementację od 1.5 m-ca - to jest łykam witaminy - dla kobiet. Nic specjalnego ale tak sobie profilaktycznie chciałam zaaplikować przed półmaratonem....

      Usuń
  2. U mnie morfologia jest do d... Hemoglobina, czerwone krwinki, średnica czerwonych krwinek, żelazo - wszystko do naprawy. I czuję to podczas treningów, ostatnio ledwo zrobiłam 7 km... A marzyłam o Koronie Półmaratonów w tym roku :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żelazo chyba trudno uzupełnić - jakie masz zalecenia? Suplementacja? Zmiana diety? No to zobaczymy jak u mnie będzie...pewnie w piątek będę miała wyniki...

      Usuń
  3. Póki co zrobiłam tylko badania, po zalecenia idę w sobotę

    OdpowiedzUsuń