BIEG WAWERCZYKA, DIETA, PRZEMYŚLENIA MNIEJ LUB BARDZIEJ ISTOTNE

31.05.2014 PRZEBIEGŁAM 5 KM W BIEGU WAWERCZYKA. 





Mimo iż od dłuższego czasu moje serce podpowiada, że chciałoby do lasu i tęsknota za dziką naturą wzmaga się cyklicznie to bieg po błotnistych, leśnych drogach - nie należał do atrakcji miesiąca. Wręcz przeciwnie - po każdym kilometrze dokonywałam bilansu zysków i strat oraz w duchu powtarzałam sobie - to jeszcze 3 kilometry, jeszcze 2, jeszcze tylko jeden -  nie możesz się teraz zatrzymać. Korzystając z mojej silnej woli i zgodnie z definicją słowo się rzekło - biegłam uparcie do końca, choć mój stan fizyczny tudzież psychiczny odmawiał zdecydowanie i żadne przyspieszenie nie wchodziło w grę. Czyli start w tempie konwersacyjnym. Co ma swoje pozytywne strony - finisz jest ostatecznie bardzo męczący :).

Rekordów nie było - znalazłam się na 53 pozycji z ok 130 biegaczy. Nie jest tak źle myślę i zadowoliłam się przebiegnięciem mimo wszystko bez odpowiedniej formy biegowej. A poza tym:
KIM JESTEŚ? JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ! BO DECYDUJĄC SIĘ NA BIEG - DECYDUJESZ SIĘ NA RUCH A RUCH TO WYGRANA NAD KAŻDYM, KTO ZALEGA PRZED TELEWIZOREM I KATUJE SWOJE CIAŁO NIEZDROWĄ DIETĄ.
JEŚLI SIĘ RUSZASZ - ŻYJESZ! ŻYCIE NIE STOI W MIEJSCU, EWALUUJE, LICZY SIĘ PŁYNNOŚĆ, RUCH, POWIETRZE, NATURA!


A forma moi kochani to nie tylko bieganie - przekonałam się o tym, kiedy nogi niosły a serce się dławiło. Tylko prawda jest taka, że przez ostatnie 2 tygodnie biegałam raz a resztę dni miałam sensacje chorobowe - łącznie z wizytą na ostrym i faszerowaniem tramalem aby złagodzić wielką i nagłą migrenę.

ĆWICZĘ SYSTEMATYCZNIE - NAWET KIEDY NIE BIEGAM. Rutyną już stała się seria planków i minimum 3 razy w tygodniu brzuszków. Odkąd przeprosiłam się ze Skalpelem Ewy Chodakowskiej - i doceniłam jego wszystkie pozytywne aspekty - staram się więc 2 razy w tygodniu przeznaczyć 45 minut na skalpel wyzwanie. I dopiero teraz po 3 miesiącach walki zaczynam dostrzegać mięśnie na moim brzuchu. Jeszcze długa droga do pokazywania metamorfozy - ostatecznie jestem matką 3 dzieci i każde z nich dziwnym trafem zamieszkiwało ten brzuch. Teraz to wydaje się dla nich czystą abstrakcją...

MUSZĘ JEDNAK DODAĆ, ŻE NIE JESTEM PRZEKONANA DO KOŃCA CZY TO TRENING CZY TEŻ DIETA WPŁYWAJĄ NA CORAZ BARDZIEJ NAMACALNE EFEKTY - A MOŻE JEDNO I DRUGIE. A więc dieta - byłam o krok od podjęcia drastycznej diety owocowo-warzywnej - jednak wygrała wygoda i obawa czy aby tak drastyczna zmiana nawyków żywieniowych nie rozwali mi wrażliwego żołądka. Tak więc odstawiłam cukier i masło. 2 składniki bez których ponoć można się obejść. O ile masło po kilku dniach stało się produktem całkowicie zbędnym a wręcz doceniłam fakt iż nie muszę dbać o to czy jest czy nie ma i czekać aż będzie wystarczająco miękkie do użycia to brak cukru objawiał się u mnie narkotycznym głodem.

PIERWSZY TYDZIEŃ BEZ CUKRU przebiegał z syndromem odstawienia - bezsenność, nadpobudliwość, paniczne przeszukiwania szafek, masowa konsumpcja bakalii i owoców, żeby tylko po słodkie nie sięgnąć. W pierwszym tygodniu pozwoliłam sobie na łyżeczkę cukru do kawy, potem były dwie uroczystości rodzinne - na których jadłam wszystko jak leci. Drugi tydzień był już pozbawiony cukru. To nie tak, że zrezygnowałam z cukru w ramach odchudzania - zrezygnowałam z cukru aby poprawić metabolizm, cerę i zdrowie. Mogłabym się śmiać dalej z ludzi zafiksowanych na zdrowe diety - gdyby nie fakt, że po 3 tygodniach "bez cukru" wyregulował mi się cykl, wiecznie kapryśna cera poprawiła się o 40%, włosy nabrały nowego blasku i psyche stało się mniej podatne na zjazdy nastrojów. Normalny SZOK! Mijają 3 tygodnie - w ostatni week pozwoliłam sobie na wino i lekkie pofolgowanie w kwestii cukru - efekt? - migrena i reaktywność skóry. Od dzisiaj znowu wykluczyłam cukier - jeśli to, co uzyskałam do tej pory jest efektem diety - to chcę ją nadal kontynuować, żeby utwierdzić się w tym przekonaniu.

CO ZMIENIŁAM W DIECIE:
- odstawiłam masło i  cukier rafinowany - ale nie zrezygnowałam z cukrów zawartych w owocach i w miodzie;
- nadal jem trochę smażonego - ale nie są to gigantyczne ilości, do sałatek używam oliwy lub oleju lnianego;
- na śniadanie jem musli lub owsiankę z owocami i ziarnami;
- w diecie pojawiło się dużo ziarenek, ciemne pieczywo i suszone owoce;
- staram się pić dużo więcej wody niegazowanej, w zasadzie piję teraz tylko herbatę zieloną i kawę zbożową
Jak mam ochotę to nadal wypiję kawę i posłodzę ją cukrem - ale w ciągu ostatnich 3 tygodni nie miałam takiej potrzeby. Dodam jeszcze, że  nie zamierzam do końca świata katować się calkowitym brakiem cukru - myślę, że pasuje mi taki układ - 6/7 dni - 6 na 7 dni nie jem słodkiego a 1 dnia w tygodniu pozwalam sobie na cokolwiek mam ochotę. Póki co jednak nadal chciałabym utrzymać stan bez cukru i obserwować dalsze zmiany jakie zachodzą w moim organizmie.

Poza tym muszę powiedzieć coś ważnego - kochani - 7 lat temu miałam zdiagnozowaną Osteopenię - to takie pierwsze stadium Osteoporozy. Bieganie zwiększa gęstość kości na co jestem doskonałym przykładem - ostatnie kontrolne badanie wykazało wzrost gęstości (bez suplementacji) do stanu normalnego! Macie jeszcze jakieś pytania? Jeśli nie to zakładać buty i marsz na bieganie! :)

Wierzę w to, że mamy odrobinę kontroli nad własnym życiem i że upartość i systematyczność naszych poczynań zostanie kiedyś nagrodzona - czasem nagrodą będzie dłuższe życie w zdrowiu i satysfakcji, często zmiany - które następują w niespodziewanych okolicznościach  i choć z pozoru straszne - to wnoszę coś nowego do naszego świata. Życzę sobie i WAM pozytywnych zmian i pozytywnych ludzi i woli walki aby podnosić się w sytuacjach kryzysowych - tak aby w każdym najgorszym położeniu odnajdywać pozytywy i doceniać ludzi, którzy nadal są przyjaciółmi, mimo iż nasz świat nie jest tylko stertą optymistycznych wiadomości. Zaobserwowaliście tą zależność? Lubimy jak ktoś osiąga sukcesy ale mniej lubimy jak pojawiają się problemy. Lubimy jak ktoś pała energią a stajemy się bezradni, kiedy ktoś cierpi lub płacze. Unikamy problemów innych z nadzieją, że nas nigdy nie dotkną.  Pamiętajmy, że jesteśmy tylko malutkimi ludzikami wszechświata, pyłkami w przestrzeni kosmicznej - ale skoro jesteśmy razem w jednej społeczności - tu i teraz to należy pielęgnować w sobie empatię i pomagać innym. Bo przyjdzie taki dzień, kiedy sami możemy tej pomocy potrzebować. 

Kocham Cię Siostrzyczko za to, że zawsze jesteś ze mną...Myślę, że każda inna przyjaźń nie będzie już taka szczera, prawdziwa i  że nigdy już NIKT nie będzie kochał mnie tak bezinteresownie i bezwarunkowo jak TY teraz. Dziękuję Ci, że wspierasz mnie w trudnych chwilach i że motywujesz mnie do działania...






Share on Google Plus

5 komentarzy:

  1. Dziękuje za słowa które dodają skrzydeł i wiarę w ludzi

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś kochana i masz wielkie serce. Wzruszyłam się do łez........

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcę żebyś wiedziała że jestem z Tobą w tym szczególnym czasie.
    Wiedz jedno że życie złych ludzi rozliczy prędzej czy później.
    Na każdego przyjdzie pora........

    OdpowiedzUsuń
  4. Pretty great post. I simply stumbled upon your blog and wanted to
    mention that I have truly enjoyed browsing your blog posts.
    In any case I'll be subscribing in your rss feed and I am
    hoping you write again soon!

    My weblog - good weight loss - -

    OdpowiedzUsuń