CHWILE, KTÓRE ZMIENIAJĄ NA ZAWSZE...

SĄ TAKIE CHWILE, KTÓRE ZAPISUJĄ SIĘ W NASZYM ŻYCIU NA ZAWSZE...SĄ TACY LUDZIE, KTÓRZY NIGDY NIE ZNIKNĄ Z NASZEGO SERCA. SĄ TAKIE MIEJSCA, DO KTÓRYCH WRACAMY Z NOSTALGIĄ I TKLIWOŚCIĄ...SĄ TAKIE PASJE, KTÓRE POCHŁANIAJĄ DO CNA... SĄ TAKIE MYŚLI, KTÓRE W JEDNEJ CHWILI BURZĄ CAŁY POZORNIE STABILNY SYSTEM WARTOŚCI I PRIORYTETÓW... SĄ TAKIE DNI, KIEDY WIESZ - ŻE JUŻ NIGDY NIE BĘDZIESZ TAKI JAK WCZORAJ... NASZE ŻYCIE SKŁADA SIĘ Z TAKICH CHWIL - ZAPISANYCH NA KARTKACH PAMIĘCI SŁÓW, GESTÓW, EMOCJI, WRAŻEŃ, ODCZUĆ, LĘKÓW, ŻALU, TĘSKNOTY, KOCHANIA, SMUTKU, CIERPIENIA, ROZKOSZY - NASZE ŻYCIE JEST WIELOBARWNĄ STRONĄ, W KTÓRĄ WPISAŁY SIĘ NAJRÓŻNIEJSZE MOMENTY, LUDZIE, MIEJSCA, CZAS...

Ten tydzień obfitował w różnorodność zdarzeń - poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy żyją z pasją, kochają życie i aktywność fizyczną, kochają też innych - solidaryzują się z potrzebującymi a niejednokrotnie sami walczą ze sobą i swoją słabością czy chorobą. Ten tydzień to przede wszystkim pożegnania z człowiekiem niezwykłym - moim WUJKIEM i dzień podniosły jakim była wczorajsza Komunia mojej chrześnicy Natalki. Przekrój wydarzeń... zakończony lekko niefortunnie - bo zapaleniem oskrzeli, które "pielęgnowałam" konsekwentnie aż do wczorajszej nocy - nie planowałam jeszcze wizyty u lekarza ale pojawiły się kłucia na klatce piersiowej, których postanowiłam nie bagatelizować. Tym samym kolejny tydzień muszę przyjmować antybiotyk - a zatem pożegnałam się z bieganiem na czas leczenia.

WIZYTA W KATOWICACH TO ZWYKLE WIELKA RADOŚĆ Z OBCOWANIA Z LUDŹMI, KTÓRYCH CENIĘ, PODZIWIAM, KOCHAM, ZA KTÓRYMI TĘSKNIĘ BĘDĄC TUTAJ I WIECZNIE PLANUJĘ, KIEDY ICH WRESZCIE ZOBACZĘ...ZWYKLE JEST TAK, ŻE Z TEGO PLANOWANIA NIC NIE WYCHODZI - MIJAJĄ MIESIĄCE I TYLKO PRZYPADEK SPRAWIA, ŻE POKONUJĘ TE 300 KM ABY Z NIMI POBYĆ. NIE BEZ PRZYCZYNY MÓWI SIĘ, ŻE SPOTYKAMY SIĘ GŁÓWNIE NA UROCZYSTOŚCIACH RODZINNYCH - A PRZYCHODZI TAKI CZAS, ŻE WIĘCEJ JUŻ POGRZEBÓW NIŻ NARODZIN, WIĘCEJ POŻEGNAŃ NIŻ CELEBROWANIA CHRZTÓW I WESEL.

MÓJ WUJEK BYŁ CZŁOWIEKIEM WIELKIEJ MĄDROŚCI I EMPATII. KOCHAŁ I AKCEPTOWAŁ LUDZI, NIE OCENIAŁ, ZARAŻAŁ OPTYMIZMEM, USPOKAJAŁ LĘKI, WNOSIŁ RADOŚĆ I MIŁOŚĆ DO NASZEGO ŻYCIA. BYŁ JEDNOSTKĄ NIEZWYKŁĄ, PEŁNĄ PASJI I POMYSŁÓW NA SIEBIE - NIE PODDAWAŁ SIĘ I ZAWSZE DOCENIAŁ TO GDZIE JEST I KIM JEST, WYKORZYSTYWAŁ Z ŻYCIA TYLE, ILE MÓGŁ BRAĆ. DO KOŃCA SWOICH DNI WALCZYŁ I CIERPIAŁ - JEDNOCZEŚNIE POZOSTAJĄC ŚWIADOMYM SIEBIE, ŻYCIA I ZBLIŻAJĄCEGO SIĘ POŻEGNANIA. TO NIE TYLKO KTOŚ BLISKI - TO AUTORYTET, TO PRZYKŁAD CZŁOWIEKA DOTKNIĘTEGO PRZEZ LOS, TO ŚWIADECTWO ODWAGI I MIŁOŚCI, TO PRZYJACIEL, POWIERNIK, PRZYKŁAD GODNY DO NAŚLADOWANIA.

NA KRÓTKO PO WŁASNYM ŚLUBIE I UKOŃCZENIU STUDIÓW NA WETERYNARII DOZNAŁ URAZU KRĘGOSŁUPA. NIEFORTUNNY SKOK DO WODY NA ZAWSZE ZMIENIŁ BIEG JEGO ŻYCIA - SKAZUJĄC GO NA INWALIDZTWO, KTÓRE POKONAŁ DZIĘKI SWOJEJ MIŁOŚCI DO ŻYCIA I LUDZI. BYŁ CZŁOWIEKIEM, KTÓRY POCIESZAŁ NAS W ZAWIROWANIACH EGZYSTENCJALNYCH... Kiedy o tym pomyślę jak błahe były nasze problemy w obliczu Jego - zaczynam doceniać te wszystkie drobne rzeczy jakie mam. Dlaczego tak jest, że pewne rzeczy docierają do nas, kiedy nie można ich przedyskutować? Chciałoby się powiedzieć - Ty jesteś wzorem jak żyć! Ty jesteś nadzieję i przykładem, że możemy odnaleźć siebie nawet w najgorszym i najstraszniejszym położeniu! To TY jeżdżąc na wózku tyle lat - miałeś więcej optymizmu niż my wszyscy... To my mieliśmy dużo więcej rozterek, wątpliwości, pretensji do świata - my, którym brakowało tylko samozaparcia i umiejętności właściwego kierowania swoim życiem... Mój Wujek nie tylko żył dalej, ale żył pełnią - tworzył, malował cudowne obrazy, łapał się aktywności i w każdej z chwil odnajdywał te najlepsze w najgorszym położeniu.



MYŚLĘ, ŻE ODCHODZĄC ZOSTAWIŁEŚ NAM COŚ CENNEGO - WIDZĘ TO - W KAŻDYM Z NAS ZASIAŁEŚ ZIARENKO, KTÓRE ODPOWIEDNIO PIELĘGNOWANE DOPROWADZI DO NAMACALNYCH ZMIAN W MYŚLENIU A TYM SAMYM W ŻYCIU... NAWET JEŚLI TO UCZUCIE PRZEJŚCIOWE - WARTO CZASEM ZATRZYMAĆ SIĘ W BIEGU I ZASTANOWIĆ SIĘ DOKĄD ZMIERZAMY. WARTO JEST POMYŚLEĆ CZY JESTEŚMY WYSTARCZAJĄCO - NA 100%, CZY DAJEMY COŚ Z SIEBIE, CZY KOCHAMY MOCNO, CZY DBAMY O SIEBIE W SPOSÓB WYSTARCZAJĄCY I CZY WRESZCIE ROZWIJAMY WŁASNE PASJE. 


Postanowiłam być bardziej - wiem, że to brzmi banalnie - jak kolejny cykl obietnic składanych sobie samemu - z terminem "od poniedziałku".

Postanowiłam pielęgnować w sobie spokój i dbać o swoje psychiczne zdrowie - systematycznie ćwiczyć, dobrze jeść, więcej się uśmiechać, częściej mówić "Kocham", mocniej przytulać dzieci, więcej czasu spędzać z najbliższymi, impulsywnie dzwonić do rodziny i podobnie spontanicznie planować podróże do miejsc i ludzi bliskich mojemu sercu. Postanowiłam możliwie jak najczęściej robić coś "po raz pierwszy", i tak samo często poznawać nowe rzeczywistości.

Obiecałam sobie, że nie będę nadymać problemów i utyskiwać na własny los, że odnajdę zawsze powód aby się uśmiechać - nawet w najgorszym położeniu, że będę więcej pomagać innym a nade wszystko, że przejdę z pokorą i spokojem w obliczu zdarzeń i ludzi, którzy wysysają z nas pokłady dobrych energii. Chcę być ponad to.

Wiem, że najważniejsze jest to aby żyć w zgodzie ze sobą i posiadać pasję, w której można się zatracić - wtedy, kiedy rzeczywistość zbyt mocno przytłacza... Dlatego chcę zawsze mieć odwagę aby być sobą i zachować swoje "ja" i ten naturalny haj - nawet jeśli ktokolwiek uzna to za absurdalne czy śmieszne.


CZAS ODNAJDYWANIA DROBNYCH IMPULSÓW SZCZĘŚCIA W CZĘSTO TRUDNEJ I SZAREJ RZECZYWISTOŚCI UWAŻAM ZA ROZPOCZĘTY!

Share on Google Plus

3 komentarze:

  1. fantastycznie tu- pięknie i kolorowo, na pewno będę zaglądać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń