PLAN NA 5 KM. PODSUMOWANIE PIERWSZEGO TYGODNIA.

MÓJ PIERWSZY START W BIEGOWEJ IMPREZIE MASOWEJ miał miejsce w 2007 roku. Pamiętam, że byłam mocno zestresowana, przeziębiona i niewyspana. Wiedziałam, że to bieg z rejestracją czasu i całą otoczką, która towarzyszy imprezom biegowym - czyli ludźmi, którzy stoją na trasie i są świadkami nie tylko naszych sukcesów ale i porażek. Bałam się - jak każdy początkujący biegacz. Tego, że nie dam rady, że będę biec za szybko albo za wolno, że jestem za słaba na taki długi dystans.

Motywacja była dobra :) "Bo obiecał, że mnie nie zostawi".


EMOCJE, KTÓRE TOWARZYSZĄ BIEGOM ULICZNYM są bezcenne. To nie tylko wydzielająca się do krwi adrenalina, radość, duma z tego że biegniesz - to poczucie siły, mocy, bycia w jednej wielkiej społeczności, która ma podobne cele i osiąga podobną satysfakcję do naszej. No i najważniejszy w takich biegach to doping ludzi! Uśmiechy od zupełnie anonimowych przechodniów są jak "kop" energetyczny, który w chwilach zwątpienia pomaga biec dalej.

TERAZ CZUJĘ SIĘ ZNOWU JAK POCZĄTKUJĄCA. A na myśl o zbliżającym się biegu konstytucji boli mnie brzuch. Biegam systematycznie od 2 miesięcy, od tygodnia w teorii realizuje plan treningowy na 5km - w teorii, bo moje życie zabieganej matki - często ten plan burzy. Jakby podsumować plan to tak

PODSUMOWANIE 1 TYGODNIA:

pon: zamiast luzu był kettler 30 minut + rozciąganie
wto: zamiast interwałów była migrena :)
śro: zamiast długiego wybiegania była przedłużająca się migrena :)
czw: zamiast luzu był kettler 30 minut + rozciąganie
pt: zamiast interwałów były dzieci...
sob: dochodziłam do siebie po kolejnym ataku migerny :)
niedz: aaa udało się pobiegać 30-40 minut!

POZA PLANEM BIEGOWYM co drugi dzień ćwiczę brzuch, pompki i przysiady - im dłużej je wykonuję - tym większe efekty pojawiają się namacalnie. A pojawianie się efektów dopinguje do wytrwałości w treningu. Zwykle ćwiczę podczas usypiania dzieci - moje to egzemplarze wymagające przesiadywania przy łóżkach aż zasną. Więc najpierw są książki a potem w tle leci znany na pamięć Kubuś Puchatek a ja zmierzam się z 30 dniowym wyzwaniem. Wyzwania to fajna forma na realizację planu - jest czas, cel i stopniowo zwiększająca się ilość powtórzeń. Jestem na 20 dniu - czyli po 85 powtórzeń - zaskakujące jest to, że po takim czasie z łatwością robię 80 pompek* - mimo iż jeszcze miesiąc temu byłam w stanie wykonać co najwyżej 20! Wczoraj dołożyłam jeszcze słynną deskę czyli PLANK - tu jest znacznie gorzej - po 20 sekundach zaczynam parować. Następne wyzwanie jakie zrealizuję to będzie właśnie deska :)



MIGRENA...- to moja zmora - próbowałam z nią biegać i czasem sport pozwala ją zniwelować lub złagodzić. Ale częściej to taki czas wyrwany z życia - myślę, że jakbym podliczyła godziny bólu głowy jaki miałam przez całe 32 a niebawem 33 lata to zebrałoby się z tego parę ładnych lat. Ktokolwiek chorował na migreny to wie jak przejmujący i obezwładniający to ból. Ja mam cały komplet - nadwrażliwość na światło, dźwięk i zapach. Próbowałam ją leczyć - ale żadna terapia nie przyniosła rezultatów. Diagnostyka szpitala również - lekarze nieco rozkładają ręce, bo tak na prawdę nieznana jest do końca etiologia migreny. Może dostałam ją w prezencie genetycznym - taki spadek po rodzicach :) a może taki już mój urok. Życzę siły wszystkim aktywnym migrenowcom ! :)

NA KOSZULCE Z 2007 roku mam wpisane: Biegnę bo....."obiecał, że mnie nie zostawi". :) Od tego czasu wiele się zmieniło - uważam, że ćwiczyć powinniśmy dla samych siebie, mieć swoją płaszczyznę - niezależną od partnera, mieć swoje przyjemności  i swoje źródła odnajdywania satysfakcji z życia - niezależne od "wszystkich innych". Może to kwestia doświadczeń życiowych i różnych perturbacji ale dzisiaj ćwiczę wyłącznie dla siebie samej! Mam poczucie własnej wartości i lubię siebie - z całym zasobem inwentarza.

ENJOY!

* chodzi oczywiście o damskie pompki :)


Share on Google Plus

2 komentarze:

  1. czasami niestety życiowe sprawy potrafią nieźle pokrzyżować plany treningowe. Widzę, że jesteś twarda i w miarę możliwości nie dajesz się tym sprawom zbić z pantałyku, super! co do migren - szczerze współczuję; mnie czasem też dopadają, na szczęście już dosyć rzadko, a najczęściej jako reakcja na długotrwały stres. nic przyjemnego i naprawdę cokolwiek by się nie zrobiło jest to przynajmniej pół dnia wyjęte z życiorysu;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy jak będzie dalej - no bo mam zamiar przebiec kiedyś maraton :) - choć teraz to dla mnie bardziej fikcja niż plan.

      Ja ostatnio miewam 3 dniowe - więc jest generalnie słabo :(

      Usuń