PARTNER BIEGOWY

PO TRZECH MIESIĄCACH SYSTEMATYCZNYCH TRENINGÓW dotarło do mnie, że bieganie w pojedynkę jest cudownym sposobem do przebywania sam na sam z otaczającą nas rzeczywistością - pozwala uporządkować myśli, rozwikłać problemy i przewartościować listę naszych priorytetów. Jednak dochodzę do takiego etapu, kiedy dopada mnie sezonowa potrzeba biegania w grupie.



7 LAT TEMU BIEGAŁAM W GRUPIE SPS. Poznałam smaki wspólnych treningów i radości z obcowania z ludźmi o podobnych pasjach i zainteresowaniach. Obecność ich nie tylko działała dopingująco - to były osoby z pierwszej ręki - bardziej i mniej doświadczone, to wspólna wymiana poglądów, nowinek, pełne szaleństwa treningi i wspólny udział w imprezach masowych. Po 7 latach większość kontaktów się rozpadła, nie ma już ścieżek biegowych w parku a zajęcia biegowe z cyklu Biegam Bo Lubię wypadają o 9.30 - czyli w czasie integracji sensorycznej mojej Ali.

MOJA SIOSTRA BIEGA - jest już bardziej zaawansowana ode mnie i szykuję się na orlenowe 10 km - jednak fakt iż każdy ma swoją rodzinę, dzieci i masę spraw do załatwienia powoduje, że nie możemy zgrać się w czasie aby pobiegać. Co mi zostaje? No właśnie. Zostaje mi Tosiek, Ala lub Adaś...

TOSIEK NIE LUBI BIEGAĆ W WÓZKU DŁUŻEJ NIŻ 4 KM - i moja wczorajsza chęć sprawdzenia się na 5 km nie wyszła. Udało mi się tradycyjnie dwa kółka w parku (1.8x2) + 3 odcinki sprintu, mieszanego z truchtem.



BIEGANIE Z TOŚKIEM JEST BARDZO WYMAGAJĄCE :). Nie mogę słuchać muzyki, bo Tosiek zadaje mnóstwo pytań, na które domaga się odpowiedzi - w praktyce jest tak, że biegnę obok wózka i rozwikłuje jego dylematy.



CO 5 MINUT pada pytanie: - Mamo czy już kończymy? - Nie Tosiu jeszcze jedno kółko...itd. :) Potem było jedzenie, picie, siusiu, czapka mu spadała na oczy, wczoraj zabrał wielkie okulary i koniecznie chciał je zakładać a one uparcie spadały.

Jestem już głodny...
Luzak w wozie :) W Parku Skaryszewskim nie ma dobrej nawierzchni niestety...

JAK TYLKO ZOSTAŁ "WYPUSZCZONY" Z WOZU POBIEGŁ JAK SZALONY  i ku mojemu zdziwieniu przebiegł w dobrym tempie bardzo długi kawałek :) - aż do kaczek, którym tradycyjnie wyjadł czerstwy już chleb.

Tosiek woli biegać na nogach! :) I ma świecące buty :)

Trening zakończyliśmy podbiegami pod górkę, które zarówno dla mnie jak i Tosia są wspomagające i aktywizujące :)

Najfajniej w czasie podbiegów - zbiegać i upadać.

A w domu - w domu zrobiliśmy koktajl z buraka...Bo buraki buraki są cennym źródłem witamin (A, B1, B2, C, E) oraz minerałów (wapń, żelazo, fosfor, magnez). A biegacze uznają je za naturalne dopalacze.

Koktajl z buraka w takim zestawieniu da się wypić! :)

ENJOY!
Share on Google Plus

2 komentarze:

  1. Super! Jednak nie biegasz sama! :) Świetne foty i świetnie, że dzieciaki są "częścią" biegania!!! Powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mały partner jest super do momentu, kiedy jego problemy przewyższają moje plany biegowe :) i kiedy chciałoby się zwyczajnie pogadać podczas biegania :) Mam nadzieję niebawem się podłączyć do jakiejś grupy :) Jak na takową trafię...oczywiście :)

      Usuń