MÓJ PIERWSZY RAZ...

WCZORAJ PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU JEŹDZIŁAM NA KONIU...Odkąd pojawiła się taka alternatywa (moja córka uczęszcza na godzinne zajęcia z integracji sensorycznej - do gabinetu, który znajduje się na terenie stajni) - słyszałam stale, że konie są bardzo niebezpieczne, że to bardzo zły pomysł i że upadek może się skończyć tragicznie. Ponieważ nigdy nie siedziałam na takim "pełnowymiarowym" koniu :) - jechałam na zajęcia pełna obaw i lęków. Zastanawiałam się czy koń mnie zaakceptuje, czy mnie nie ugryzie, czy dam radę wsiąść i zejść, czy mnie nie zrzuci, nie miałam również pojęcia na czym polega anglezowania - i że anglezowania to właśnie to rytmiczne unoszenie się podczas jazdy.

Lęk przed pierwszą jazdą - jest namacalny na tym zdjęciu :)

JAK WSIADŁAM NA KONIA poczułam się dziwnie. Kurczowo trzymałam się siodła i musiało upłynąć parę minut nim przyzwyczaiłam się do wysokości. Moje stopy były tak sztywne, że nie byłam w stanie ustawić ich we właściwej pozycji. Pozycja i ułożenie stopy względem konia sprawiało mi ogromną trudność. Należy pamiętać aby pięta była opuszczona a same stopy przylegały do konia w odpowiednim schemacie. Do tego uda. Okazało się nagle, że nie posiadam wewnętrznych mięśni ud i że zaciskanie konia kolanami - tudzież udami to czysta abstrakcja :)

Dobry konik...

PO JAKIMŚ CZASIE przyzwyczaiłam się do wysokości i poczułam się pewniej. Podczas pierwszych zajęć na lonży miałam okazję pojechać kłusem i anglezować bez trzymanki. Anglezowanie bywa bolesne - zwłaszcza jak nie wpadamy w rytm i nasz tyłek boleśnie podskakuje na koniu. Było to nowym doświadczeniem i wprowadziło w moje życie zagwostkę - czy respekt jaki czuję do koni jest dobry i czy w związku z tym i wszystkim zagrożeniami chciałabym wykorzystać tą godzinę w stajni na dalszą naukę. Postanowiłam dać sobie kilka lekcji aby się ostatecznie przekonać.

Zajęcia na lonży. Lekcja nr 1.

KONIE SĄ PIĘKNE, dumne i nieprzewidywalne. 


WCZORAJ W STAJNI TOWARZYSZYŁA MI SIOSTRA I JEJ CÓRKA NATALIA. Ania robiła zdjęcia a Natalka sama korzystała z uroków jazdy konnej. Tym razem na długaśnej oprowadzance. Oprowadzanki w Stajni Pociecha odbywają się bez zapisów.

Szkoła latania.

Natalka w locie :)

Natalka na Pączku.

No to skooook!

Antoś do stajni uczęszcza na hipoterapię. Zastanawiałam się ostatnio jakie znaczenie ma taka jazda konna dla dzieci z niepełnosprawnością ruchową - rehabilitanci podważają nieco skuteczność i zasadność tej metody. Jednak dowiedziałam się wczoraj cennej rzeczy - jazda na koniu - to nie tylko zmuszanie mięśni do balansowania w celu uzyskania odpowiedniej równowagi. Konie angażują też i wspomagają mięśnie kręgosłupa. Więc nawet bierna jazda ma sens.



Ja natomiast dopiero dzisiaj w południe odczułam zakwasy - zakwasy tak silne, że ledwo co wysiadłam z samochodu :). A po koniach - po koniach były jeszcze zakupy i rodzinne bieganie na tartanie. Także wczorajszy dzień obfitował w masę aktywności, które dzisiaj wychodzą w formie bolesnej :).
Share on Google Plus

2 komentarze:

  1. Pokochasz konie. To dużo lepsze od biegania choć droższe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie droższe - jedna lekcja na lonży 50 zł - sam strój to kwestia 300-400 zł (toczek, kamizelka, spodnie i jakieś podstawowe buty) - oczywiście zorientowałam się w cenach ale póki nie upewnię się czy będę kontynuować naukę niczego nie kupuję :) Ja boje się koni - i zastanawiam się czy nie za bardzo się boję aby na nich jeździć...Zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń