BIEGANIE PO KRÓLEWSKU I MOJA TĘSKNOTA ZA GÓRAMI

JESZCZE KILKA LAT TEMU W ŁAZIENKACH MOŻNA BYŁO BIEGAĆ DO GODZINY 10:00. Aktualnie ten absurdalny zakaz zniesiono i każdy może biegiem pokonać cały park o dowolnej porze - rozkoszując się przy tym przepięknym krajobrazem. W łazienkach biega się po królewsku, w towarzystwie dumnych pawi i zwinnych wiewiórek. Od strony Agrykoli zaczyna się ścieżka biegowa, która prowadzi nas po licznych wzniesieniach w parku - mamy przy tym możliwość sprawdzenia się w bojach a także budowania własnej siły biegowej. Ścieżka jest urocza i bajkowa. Piękne kwiaty, zwierzęta a jak w komplecie spotka nas słońce - to nic tylko rozkoszować się i czerpać energię.







Trasa nie jest długa - ja kręciłam się w parku przez 4 km. Musiałabym biegać w kółko aby zwiększyć ten dystans ale w łazienkach można się zatracić - i spokojnie, z przyjemnością biegałabym dalej. Jednak moim celem końcowym była Agrykola i ćwiczenie podbiegów. Wbiegłam 2 razy i powiedziałam dość - to podkreśla tylko jak słaba jeszcze jestem i ile pracy przede mną ;)





WCZORAJ W ŁAZIENKACH DOPADŁY MNIE RÓŻNE MYŚLI - o tym dlaczego biegam, i czego od biegania oczekuję - i dotarło do mnie, że najważniejsza  jest ta namacalna bliskość z naturą, ten zmieniający się krajobraz, poznawanie miejsc z innej perspektywy niż samochód czy rower. To nie tylko forma treningu i zadbanie o swoje fizyczne i psychiczne zdrowie. Wczoraj poczułam taką wewnętrzną radość z tego, że znowu biegam - spłynęła na mnie energia wszechświata... To już nie jest tylko metoda treningowa, odskocznia, sposób na stresy rzeczywistego świata - to rodząca się pasja z odkrywania siebie i miejsc, które w biegu nabierają nowego znaczenia.



Wszystko co w życiu robiłam musiało mieć jakiś głębszy sens - oprócz elementów sportu, rywalizacji, łamania czasu, ustalania życiówek - nie mogłabym zatracić się w czymś, co nie jest bliskie mojemu sercu. Dlatego wczoraj - obudziła się we mnie żywa tęsknota za górami. KOCHAM GÓRY i bardzo wiele szczytów zdobyłam. "Stałam" na Rysach i drżałam na Orlej Perci, miałam okazję uczestniczyć w międzynarodowym wejściu na Krywań. Od strony Słowackiej schodziłam wiele malowniczych ale i trudnych szlaków. Razem z synem parę lat temu chodziliśmy z plecakami po Beskidzie Sądeckim. W górach nie było mnie już ponad 5 lat - tyle ile niebawem skończy mała Ala. Mam nadzieję, że w tym roku stanę na jednym ze szlaków. To moje życzenie - niech będzie urodzinowe, bo w czerwcu kończę już 33 lata. Ale ten czas leci - jeszcze wczoraj skakałam w gumę przed domem i rozbijałam się na ogródkach działkowych. Nie macie takiego wrażenia, że życie mija nam między palcami i to, czego się łapiemy to próba zatrzymania tego uciekającego czasu?
Chciałabym wierzyć w to, że mam dużo czasu aby wybiegać jeszcze nieznane miejsca na świecie, posmakować nowych rzeczy, zdobyć niezdobyte szczyty i zaszczepić dobro i pasję w moich dzieciach - dlatego cenię to gdzie jestem i kim jestem - niezależnie od problemów - jakie posiada każdy i biorąc pod uwagę fakt iż nie ma permanentnego szczęścia na wszystkich płaszczyznach. Myślę, że chodzi o to aby odnajdywać najbardziej optymalne położenie również w sytuacjach niesprzyjających i mieć swoje miejsce i swój kawałek świata na realizowanie siebie.

2008r.

2008r.

2006r.

2006r.


Kiedyś napisałam tak:

Góry są jak życie -
przestrzegając pewnych zasad -
łatwiej dojdziesz do wytyczonego celu.


Góry to wyzwanie,
to przełamywanie barier,
to pokonywanie znużenia,
walka z imaginacjami.


Nigdzie indziej
zmęczenie nie ucieka tak prędko,
nigdzie cisza nie smakuje tak samo,
nigdzie szum wiatru nie przynosi
takiego ukojenia.

A zwykłe „dzień dobry”
nie dodaje tylu nowych pokładów energii.


Góry to przestrzeń naszych myśli,
to ucieczka przed demonami dnia codziennego,
to oderwanie od świata rzeczy,
to rozmowa z wiatrem i drzewem,
to szelest gałęzi pod nogami.


Góry to ludzie -
tacy, którzy mijają nas
- zupełnie nie zauważalnie
i tacy, którzy na zawsze zapisują się
w naszej pamięci.


Góry to zapach drewna
i smak pieczonego rydza.
To gościnność i otwartość,
to niekończące się żywe historie.


Góry to wyzwanie -
to świadomość naszej małości
wobec wszechświata. 


 



Share on Google Plus

2 komentarze:

  1. Pięknie napisałaś o górach - jakby nie było i mojej miłości. :) Uwielbiam wędrówki po szlakach, o czym piszę u siebie. Mam nadzieję, że moje biegowe początki przemienią się wkrótce w kondycję, która pozwoli mi na jakiś bieg górski. Połączyć dwie miłości - nową i starą - byłoby cudnie. Pozdrawiam serdecznie i życzę Tobie i całej Twojej rodzinie spokojnych i radosnych Świąt spędzonych nie tylko przy stole, ale i na łonie natury. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och - byłoby fantastycznie pobiegać po górach - może jakaś wspólna wyprawa ! Jakby coś piszę się :)

      Usuń