SKĄD SIĘ WZIĘŁA HIPOCHONDRIA...

8 LAT TEMU NA IMPREZIE Z GÓRALAMI A DOKŁADNIE PODCZAS TAŃCA ZBÓJNICKIEGO POCZUŁAM SILNY BÓL W NODZE PRAWEJ. (TO BYŁA IMPREZA JAKO UWIEŃCZENIE WYJAZDU NARCIARSKIEGO - W BIAŁCE TATRZAŃSKIEJ - DZIEŃ OSTATNI...)



Jak obudziłam się rano ból nie ustawał - Górale uraczyli mnie śliwowicą i nieco "znieczulona" wróciłam do Warszawy. (Kto wie, może większa ilość trunków miałaby wpływ na dalszy ciąg tej historii...:)).
Zła diagnoza i brak kuracji przeciwzakrzepowej spowodował, że w ciągu dwóch tygodni rozwinęła się w łydce prawej zakrzepica żył głębokich. W następstwie tej diagnozy przeszłam bardzo długie leczenie p-zakrzepowe (zastrzyki clexane przez 3 miesiące a następnie sintrom na kolejne 6 miesięcy). Przez prawie rok byłam wyłączona  z życia, pracy, kontaktów z ludźmi, imprez, sportów a słowa lekarza, który po raz pierwszy przyjmował mnie na ostrym dyżurze na zawsze zostały w mojej pamięci. "Z zakrzepicą jest jak z wypadkiem samochodowym - nie można przewidzieć kiedy zakrzep się urwie - a jeśli się urwie i doprowadzi do zatoru - to czy w szpitalu, czy w domu nikt Pani nie uratuje..."

Uwielbiam naszych lekarzy za brak subtelności w wypowiadanych sentencjach, które niejednokrotnie odbijają się potem na naszym całym życiu. U mnie tak się stało. Przez dwa tygodnie od feralnej diagnozy leżałam w łóżku, wstając tylko na załatwianie potrzeb fizjologicznych, bałam się oddychać głębiej, żeby zakrzep się nie urwał. A potem zaczęły się skoki ciśnienia i okazało się, że terapia clexanem nie przynosi efektów - trafiłam do szpitala z podejrzeniem zatorowości płucnej. Przy okazji wizyty w szpitalu rozliczyłam się z całym moim życiem i przygotowałam na szybką śmierć. Ale cudownym trafem okazało się, że nie było żadnej zatorowości a tylko ktoś błędnie zinterpretował wyniki tomografu. Z szybką śmiercią się pożegnałam - został tylko lęk taki jak przed - czy zakrzep się nie urwie...Gdyby nie wsparcie moich najbliższych, na których ZAWSZE MOGĘ LICZYĆ  I KOCHAM ICH BEZWARUNKOWO pewnie nie doszłabym do siebie tak szybko...

Przez 3 tygodniowy pobyt w szpitalu zostałam przediagnozowana - szukano u mnie nowotworów i patologii, które spowodowały pęknięcie kości strzałkowej w nodze, zaburzeń hematologicznych, które wywołały zakrzepicę. Podobno 90% ludzi ma w sobie takie twory, które siedzą sobie w nas i nigdy się nie aktywują - ja dowiedziałam się, że mam ich conajmniej kilka. I mimo ostatecznie dobrych wyników - do dzisiaj mam przekonanie, że tyka we mnie coś, co może w każdej chwili wybuchnąć. Moja psychika strasznie ucierpiała po zakrzepicy. Do dzisiaj mam napady lęków o własne życie i zdrowie. Nie wierzę, że ktokolwiek przechodzi takie wydarzenia bez krzywdy dla własnej głowy. Nie wierzę, że po tym wszystkim nie zmienia się nasza mentalność i podejście do świata a przede wszystkim do służby zdrowia...

Dzisiaj nie ma śladu po zakrzepicy ale do końca życia jestem objęta profilaktyką p-zakrzepową. Co w praktyce oznacza - okazjonalne zastrzyki i bezwzględny zakaz na terapie hormonalne. Pamiętajcie, że antykoncepcja sprzyja zakrzepicy! To pierwsze pytanie każdego lekarza, który pyta o przebieg zakrzepicy! Przez dwie ostatnie ciąże robiłam zastrzyki w brzuch z clexanu - na wypadek gdyby ciąża spowodowała jej nawrót. Robienie zastrzyków mam opanowane do perfekcji o zakrzepicy wiem wszystko i uczulam wszystkich aby przy urazach DOMAGALI SIĘ TERAPII P-ZAKRZEPOWEJ!.

Co więc zostało? Prócz lęków - niewyjaśnione kwestie hematologiczne, zaburzenia hormonów i migreny - co wpływa na moje realne obawy o to czy uda mi się systematycznie ćwiczyć i egzystować a co najważniejsze przetrwać i uniknąć aktywacji jednej z tych tykających sobie rzeczy. To strach o moje dzieci, które - jeśli to ma podłoże genetyczne - mogły odziedziczyć w genach zaburzenia hematologiczne.

Antoś - mój najmłodszy synek - przeszedł udar mózgu w życiu płodowym - do dzisiaj nie wiadomo czy przyczyną nie była moja profilaktyka p-zakrzepowa - czyli clexane. :( Od 8 m-ca życia jest objęty pełną rehabilitacją - mamy szczęście, że niedowład połowiczny, który ma ogranicza go "tylko" w takim małym zakresie! Nie macie pojęcia jak szybko biega!

Potraktujcie ten post jako przestroga - zakrzepicę można przeoczyć a niezauważona szybko może prowadzić nawet do śmierci! U mnie jednym objawem był silny, rwący ból nogi - co było najbardziej dotkliwe, kiedy opuszczałam nogę do dołu z pozycji leżącej!

"Zakrzepica żył głębokich (łac. Thrombophlebitis profunda, ang. Deep Vein Thrombosis, DVT), potocznie tromboza – stan chorobowy polegający na powstaniu zakrzepu w układzie żył głębokich (najczęściej kończyn dolnych[1]) pod powięzią głęboką.
Zakrzepica żył głębokich ma często poważne następstwa, istotne jest więc pilne rozpoznanie i leczenie tego schorzenia. Często jest ona podłożem do powstania żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej. Wolny fragment zakrzepu może oderwać się i z biegiem krwi dostać się do prawego przedsionka, prawej komory i dalej rozgałęzień tętnicy płucnej. Przy dużym materiale zatorowym dochodzi do zaklinowania go w przedsionku lub komorze i nagłego zgonu. Mniejsze fragmenty zatykają naczynia krążenia płucnego, doprowadzając do zatorowości płucnej.

Przebieg zakrzepicy żył głębokich, przynajmniej początkowo może być skąpo- lub bezobjawowy. Taki przebieg stwierdza się w aż ok. 50% przypadków. Objawy jeśli występują są niecharakterystyczne i mogą występować w wielu innych schorzeniach.
Na podejrzenie zakrzepicy mogą wskazywać objawy takie jak:
  • najczęściej
    • ból, tkliwość palpacyjna kończyny
    • obrzęk (szczególnie stóp wokół kostek)
    • zaczerwienienie skóry
    • nadmierne ucieplenie lub gorączka"
     
źródło

Po ostatnim dopplerze żył, w którym wykazano brak skrzeplin razem z moim najlepszym przyjacielem poszliśmy na 2-dniowy rajd nocy po Górach Świętokrzyskich :). To było jak odrodzenie się na nowo.

A potem wygrałam konkurs ENTRE na esej pt. "Niemożliwe nie istnieje" :) BO NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE - DRZEMIE W NAS MOC I POTENCJAŁ - WYSTARCZY TYLKO TO ODKRYĆ! PAMIĘTAJMY TEŻ, ŻE ŻYCIE JEST NIEPRZEWIDYWALNE I JEDNA CHWILA MOŻE JE DRASTYCZNIE ZMIENIĆ. NIE MA LUDZI NIEZNISZCZALNYCH...TRZEBA DBAĆ O SIEBIE I TRENOWAĆ Z ROZWAGĄ.

Autor: Magdalena Czechoska "Niemożliwe nie istnieje"
Wbrew pozorom, za każdą granicą pozornej wytrzymałości funkcjonuje ta, której mechanizmy uruchamiamy siłą własnych imaginacji. Tak - gra wyobrażeń, którą można podciągnąć pod manipulację zachowaniami umysłu. Bo kiedy wszystkie środki zawodzą - co pozostaje?
Jak skutecznie oszukiwać fizyczną niemożność, jeśli nie "myślokształtem" właśnie?
Jak racjonalizować stan rzeczy i nie poddawać się, kiedy fakty zdają się definitywnie przesądzać o naszych niemożnościach i co najgorsze - skazują nas na nieuchronną porażkę?
Niemożliwe nie istnieje. To tylko wewnętrzne przekonania i cały natłok usystematyzowanych czynności - to opinie i schematy, to narzucane funkcje społecznego przekazu, to fobie i czające się wszędzie demony życia codziennego. To lenistwo, brak wiary, to bagaże doświadczeń, to niepewność jutra, to odwieczne balansowania na pograniczu fikcji i prawdy. Wszystko jest dobre, żeby się na "to" powołać, usprawiedliwiać przed samym sobą - aby tylko nie walczyć.
Można by dywagować - podejmować próby dogłębnej analizy rzeczy - tylko po coś Przecież dobrze to wiemy - drzemią w nas nieograniczone możliwości - i nie bez kozery ktoś powiedział "co nas nie zabije - to nas wzmocni". Jesteśmy strzałą napędzaną wiatrem, muzyką ciszy, wiatrem we włosach, skrzydłami aniołów, siłą.
Niemożliwe nie istnieje. Wiem to po sobie. Dwa lata temu ogarnięta wizją nagłej śmierci - spowodowanej zakrzepowym zapaleniem żył głębokich - spisałam się na straty. 6 miesięcy fizycznej bezczynności, potęgowanej psychiczną degradacją na tle sytuacyjnym. Diagnostyka lekarska - w wyniku której dzisiaj powinnam popijać herbatkę z resztą rencistów, w jakimś przytulnym ośrodku uzdrowiskowym. A ja - na przekór podejmowałam walkę z fizycznymi słabościami - nadaj ją podejmuję. I choć czają się wszędzie fobie i lęki - i wisi nade mną piętno "nawrotów" różnych schorzeń - to siłą myśli pokonuję kolejne kilometry, żeby się uwolnić, żeby udowodnić przed samą sobą fakt, iż wszystko leży w zasięgu naszych rąk. Wystarczy tylko mocno chcieć i głęboko wierzyć.
Niemożliwe nie istnieje. Stwierdzam to z całą odpowiedzialnością. To moje pierwsze 6 km na "profesjonalnych" wyścigach. Czas marny - 33 minuty, ale satysfakcja ogromna i nadzieja na diametralne zmiany.

POZDRAWIAM Z NADZIEJĄ, ŻE TO WSZYSTKO JUŻ ZA MNĄ!



Share on Google Plus

4 komentarze:

  1. Życie jest takie nieprzewidywalne. Moje motto na dziś rób to co czujesz i nie zastanawiaj się za długo. Po prostu działaj. Jesteś niesamowitą utalentowaną
    osobowością. Dawaj dalej z siebie wszystko i do przodu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hipochondria pojawiła się znacznie wcześniej. Towarzyszy Ci odkąd Cię znam i nie ma wiele wspólnego z zakrzepicą:) Złośliwy znajomy

    OdpowiedzUsuń
  3. haha :) zgadzam się - ale zakrzepica rozbudziła ją jeszcze bardziej ;P

    OdpowiedzUsuń