FEEL THE LOVE!

ZAWSZE KIEDY SPĘDZAM CZAS Z NAJBLIŻSZYMI nabieram przekonania, że rodzinę kocha się bezwarunkowo, że owszem - zdarzają się większe czy mniejsze perturbacje, które powodują stany separacji, że czasem źródłem oddalenie są błahostki, które urastają do rangi wielkich problemów.
Jednak jest niepodważalna moc i miłość między rodzeństwem, dziećmi i rodzicami. Każda inna relacja niż ta bezpośrednio wiążąca bezwarunkową miłością nie jest już taka sama.

Mój Antoś.

Natalka i Antoś.


ILEKROĆ MAM MOŻLIWOŚĆ PRZEBYWAĆ Z MOJĄ RODZINĄ - wówczas wiem, że to czas spędzony na wyciszaniu głowy, na wymianie myśli, na beztroskim, często szalonym zatracaniu się w rozmowach, tańcach, czynnościach, które wykonywane wspólnie w tym określonym gronie nabierają innego wymiaru.

Zakupy :). Ja, Ania i Natalia.

Kto powiedział, że zakupy muszą być nudne i przyziemne :) i że nie można z powodzeniem podskakiwać w szpilkach :)


PONIEWAŻ KAŻDY MÓJ DZIEŃ JEST WYPEŁNIONY NAPIĘTYM GRAFIKIEM weekendy staram się spędzać nieco inaczej - co nie znaczy mniej aktywnie. Bo sobota to teraz zajęcia SI (integracja sensoryczna) z moją córką w Stajni Pociecha http://pociechom.org.pl/pl/ 


SĄ TEŻ KONIE, SPACERY A NAWET SZALONE ZAKUPY - TYM RAZEM Z MOJĄ KOCHANĄ SIOSTRZYCZKĄ, JEJ CÓRECZKĄ NATALKĄ I OCZYWIŚCIE MAMĄ, która oprócz tego, że jest najlepszym człowiekiem na świecie to dodatkowo pasjonuje się fotografią i cała weekendowa sesja to zasługa jej zmysłu i miłości do zdjęć i do nas oczywiście :)

Moja Mama dumnie prezentujące mój nowy projekt - koszulki biegowe :)

Moja Mama w koszulce RUN M, które może znaczyć RUN Mamo! :)


NATALKA JEST MOJĄ CHRZEŚNICĄ - DODAM W SEKRECIE, ŻE TO KREATYWNA, wrażliwa i niezwykle utalentowana osóbka. Pisze już książki, sztuki teatralne dla dzieci, rysuje postacie, które niebawem znajdą się na moich koszulkowych projektach, z zaangażowaniem oddaje się wszelkim czynnościom twórczym. I zawsze mocno mi kibicuje :). Zasługuje więc na pełnowymiarową fotkę na moim blogu :).




Na zdjęciach JEST TEŻ MOJA SIOSTRZYCZKA ANIA - bratnia dusza i człowiek pełen wartości i empatii - mam troje rodzeństwa a WSZYSCY, KTÓRZY MNIE OTACZAJĄ TO jednostki z głową pełną fantazji, twórczych kreacji, z naturalnym hajem, którym zarażają innych do wyrażania ekspresji i działania, do kreatywnych pomysłów, do uwalniania szaleństwa, do zaprzeczania, że w "pewnym wieku" nie należy już sięgać po dziecinne marzenia.

MOJE DZIECI DAJĄ MI POCZUCIE SPEŁNIENIA. Mam trójkę :) i to one motywują mnie do działania. Są motorem do wszystkich planów i celów. Dają siłę i miłość, która nie podlega stopniowaniu. I choć często burzą plany biegowe :) to ich obecność nadaje życiu zupełnie innych wymiarów. Wyczerpałam limit dzieciowy i teraz czuję się całkowicie kompletna. Kto mnie znał wcześniej lub poznał przy okazji biżuteryjnego bloga wie jak trudne były dla mnie ostatnie 3 lata. To był czas wielkich napięć, żalu, rozczarowań chorób, szpitali i złej diagnozy. Antoś - mój najmłodszy synek miał zdiagnozowany udar mózgu - lewego płata czołowego. Od tej diagnozy zmieniły się priorytety - nie był ważny sport, aktywność, praca, plany, pasje tylko wszystko koncentrowało się na Nim i poszukiwaniu najlepszych terapii. Wyrywałam z tego momenty na budowanie firmy - i jestem wdzięczna samej sobie, że się nie poddałam. Bo zły czas zawsze musi minąć i trzeba stawić czoło przeciwnościom. Dlatego teraz po burzy rodzi się nowy czas. Czas,w którym czuć miłość w powietrzu :) Antoś jest pod stałą opieką poradni rehabilitacyjnej - nasze życie to trochę taki bieg - wypełniony harmonogramem od poniedziałku do niedzieli ale teraz jest o niebo łatwiej. Teraz zaczynam na nowo oddychać - więc bieganie to takie powtórne narodzenie.

Mój największy syn i córeczka :)





DZISIAJ BIEGAŁAM Z ANTOSIEM jednak zapytany - Tosiu, będziesz biegał z Mamą w wózku?
Mówi - nie Mamo, wolę na nogach. - ale na nogach nie dobiegniesz za most
- spoko Mamo, dam radę :)

Antoś i Natalia.

Latająca mama wzbudza jeszcze większe kontrowersje od mamy biegającej z wózkiem :)
KOSZULKA POJAWIAJĄCA SIĘ NA ZDJĘCIACH TO EFEKT MOJEGO PROJEKTOWANIA - jest niezwykle kolorowa i energetyczna, tworzenie jej było zabawą a noszenie jej jest dla mnie wielką przyjemnością. Myślę - subiektywnie, że zostanie dla mnie ze znaczeniem wyjątkowym - niezależnie od tego jak potoczą się losy koszulkowych kreacji.

Koszulka biegowa z sercem z napisem RUN i opcją personalizacji inicjałem.




FEEL THE LOVE!

5 komentarze:

SKĄD SIĘ WZIĘŁA HIPOCHONDRIA...

8 LAT TEMU NA IMPREZIE Z GÓRALAMI A DOKŁADNIE PODCZAS TAŃCA ZBÓJNICKIEGO POCZUŁAM SILNY BÓL W NODZE PRAWEJ. (TO BYŁA IMPREZA JAKO UWIEŃCZENIE WYJAZDU NARCIARSKIEGO - W BIAŁCE TATRZAŃSKIEJ - DZIEŃ OSTATNI...)



Jak obudziłam się rano ból nie ustawał - Górale uraczyli mnie śliwowicą i nieco "znieczulona" wróciłam do Warszawy. (Kto wie, może większa ilość trunków miałaby wpływ na dalszy ciąg tej historii...:)).
Zła diagnoza i brak kuracji przeciwzakrzepowej spowodował, że w ciągu dwóch tygodni rozwinęła się w łydce prawej zakrzepica żył głębokich. W następstwie tej diagnozy przeszłam bardzo długie leczenie p-zakrzepowe (zastrzyki clexane przez 3 miesiące a następnie sintrom na kolejne 6 miesięcy). Przez prawie rok byłam wyłączona  z życia, pracy, kontaktów z ludźmi, imprez, sportów a słowa lekarza, który po raz pierwszy przyjmował mnie na ostrym dyżurze na zawsze zostały w mojej pamięci. "Z zakrzepicą jest jak z wypadkiem samochodowym - nie można przewidzieć kiedy zakrzep się urwie - a jeśli się urwie i doprowadzi do zatoru - to czy w szpitalu, czy w domu nikt Pani nie uratuje..."

Uwielbiam naszych lekarzy za brak subtelności w wypowiadanych sentencjach, które niejednokrotnie odbijają się potem na naszym całym życiu. U mnie tak się stało. Przez dwa tygodnie od feralnej diagnozy leżałam w łóżku, wstając tylko na załatwianie potrzeb fizjologicznych, bałam się oddychać głębiej, żeby zakrzep się nie urwał. A potem zaczęły się skoki ciśnienia i okazało się, że terapia clexanem nie przynosi efektów - trafiłam do szpitala z podejrzeniem zatorowości płucnej. Przy okazji wizyty w szpitalu rozliczyłam się z całym moim życiem i przygotowałam na szybką śmierć. Ale cudownym trafem okazało się, że nie było żadnej zatorowości a tylko ktoś błędnie zinterpretował wyniki tomografu. Z szybką śmiercią się pożegnałam - został tylko lęk taki jak przed - czy zakrzep się nie urwie...Gdyby nie wsparcie moich najbliższych, na których ZAWSZE MOGĘ LICZYĆ  I KOCHAM ICH BEZWARUNKOWO pewnie nie doszłabym do siebie tak szybko...

Przez 3 tygodniowy pobyt w szpitalu zostałam przediagnozowana - szukano u mnie nowotworów i patologii, które spowodowały pęknięcie kości strzałkowej w nodze, zaburzeń hematologicznych, które wywołały zakrzepicę. Podobno 90% ludzi ma w sobie takie twory, które siedzą sobie w nas i nigdy się nie aktywują - ja dowiedziałam się, że mam ich conajmniej kilka. I mimo ostatecznie dobrych wyników - do dzisiaj mam przekonanie, że tyka we mnie coś, co może w każdej chwili wybuchnąć. Moja psychika strasznie ucierpiała po zakrzepicy. Do dzisiaj mam napady lęków o własne życie i zdrowie. Nie wierzę, że ktokolwiek przechodzi takie wydarzenia bez krzywdy dla własnej głowy. Nie wierzę, że po tym wszystkim nie zmienia się nasza mentalność i podejście do świata a przede wszystkim do służby zdrowia...

Dzisiaj nie ma śladu po zakrzepicy ale do końca życia jestem objęta profilaktyką p-zakrzepową. Co w praktyce oznacza - okazjonalne zastrzyki i bezwzględny zakaz na terapie hormonalne. Pamiętajcie, że antykoncepcja sprzyja zakrzepicy! To pierwsze pytanie każdego lekarza, który pyta o przebieg zakrzepicy! Przez dwie ostatnie ciąże robiłam zastrzyki w brzuch z clexanu - na wypadek gdyby ciąża spowodowała jej nawrót. Robienie zastrzyków mam opanowane do perfekcji o zakrzepicy wiem wszystko i uczulam wszystkich aby przy urazach DOMAGALI SIĘ TERAPII P-ZAKRZEPOWEJ!.

Co więc zostało? Prócz lęków - niewyjaśnione kwestie hematologiczne, zaburzenia hormonów i migreny - co wpływa na moje realne obawy o to czy uda mi się systematycznie ćwiczyć i egzystować a co najważniejsze przetrwać i uniknąć aktywacji jednej z tych tykających sobie rzeczy. To strach o moje dzieci, które - jeśli to ma podłoże genetyczne - mogły odziedziczyć w genach zaburzenia hematologiczne.

Antoś - mój najmłodszy synek - przeszedł udar mózgu w życiu płodowym - do dzisiaj nie wiadomo czy przyczyną nie była moja profilaktyka p-zakrzepowa - czyli clexane. :( Od 8 m-ca życia jest objęty pełną rehabilitacją - mamy szczęście, że niedowład połowiczny, który ma ogranicza go "tylko" w takim małym zakresie! Nie macie pojęcia jak szybko biega!

Potraktujcie ten post jako przestroga - zakrzepicę można przeoczyć a niezauważona szybko może prowadzić nawet do śmierci! U mnie jednym objawem był silny, rwący ból nogi - co było najbardziej dotkliwe, kiedy opuszczałam nogę do dołu z pozycji leżącej!

"Zakrzepica żył głębokich (łac. Thrombophlebitis profunda, ang. Deep Vein Thrombosis, DVT), potocznie tromboza – stan chorobowy polegający na powstaniu zakrzepu w układzie żył głębokich (najczęściej kończyn dolnych[1]) pod powięzią głęboką.
Zakrzepica żył głębokich ma często poważne następstwa, istotne jest więc pilne rozpoznanie i leczenie tego schorzenia. Często jest ona podłożem do powstania żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej. Wolny fragment zakrzepu może oderwać się i z biegiem krwi dostać się do prawego przedsionka, prawej komory i dalej rozgałęzień tętnicy płucnej. Przy dużym materiale zatorowym dochodzi do zaklinowania go w przedsionku lub komorze i nagłego zgonu. Mniejsze fragmenty zatykają naczynia krążenia płucnego, doprowadzając do zatorowości płucnej.

Przebieg zakrzepicy żył głębokich, przynajmniej początkowo może być skąpo- lub bezobjawowy. Taki przebieg stwierdza się w aż ok. 50% przypadków. Objawy jeśli występują są niecharakterystyczne i mogą występować w wielu innych schorzeniach.
Na podejrzenie zakrzepicy mogą wskazywać objawy takie jak:
  • najczęściej
    • ból, tkliwość palpacyjna kończyny
    • obrzęk (szczególnie stóp wokół kostek)
    • zaczerwienienie skóry
    • nadmierne ucieplenie lub gorączka"
     
źródło

Po ostatnim dopplerze żył, w którym wykazano brak skrzeplin razem z moim najlepszym przyjacielem poszliśmy na 2-dniowy rajd nocy po Górach Świętokrzyskich :). To było jak odrodzenie się na nowo.

A potem wygrałam konkurs ENTRE na esej pt. "Niemożliwe nie istnieje" :) BO NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE - DRZEMIE W NAS MOC I POTENCJAŁ - WYSTARCZY TYLKO TO ODKRYĆ! PAMIĘTAJMY TEŻ, ŻE ŻYCIE JEST NIEPRZEWIDYWALNE I JEDNA CHWILA MOŻE JE DRASTYCZNIE ZMIENIĆ. NIE MA LUDZI NIEZNISZCZALNYCH...TRZEBA DBAĆ O SIEBIE I TRENOWAĆ Z ROZWAGĄ.

Autor: Magdalena Czechoska "Niemożliwe nie istnieje"
Wbrew pozorom, za każdą granicą pozornej wytrzymałości funkcjonuje ta, której mechanizmy uruchamiamy siłą własnych imaginacji. Tak - gra wyobrażeń, którą można podciągnąć pod manipulację zachowaniami umysłu. Bo kiedy wszystkie środki zawodzą - co pozostaje?
Jak skutecznie oszukiwać fizyczną niemożność, jeśli nie "myślokształtem" właśnie?
Jak racjonalizować stan rzeczy i nie poddawać się, kiedy fakty zdają się definitywnie przesądzać o naszych niemożnościach i co najgorsze - skazują nas na nieuchronną porażkę?
Niemożliwe nie istnieje. To tylko wewnętrzne przekonania i cały natłok usystematyzowanych czynności - to opinie i schematy, to narzucane funkcje społecznego przekazu, to fobie i czające się wszędzie demony życia codziennego. To lenistwo, brak wiary, to bagaże doświadczeń, to niepewność jutra, to odwieczne balansowania na pograniczu fikcji i prawdy. Wszystko jest dobre, żeby się na "to" powołać, usprawiedliwiać przed samym sobą - aby tylko nie walczyć.
Można by dywagować - podejmować próby dogłębnej analizy rzeczy - tylko po coś Przecież dobrze to wiemy - drzemią w nas nieograniczone możliwości - i nie bez kozery ktoś powiedział "co nas nie zabije - to nas wzmocni". Jesteśmy strzałą napędzaną wiatrem, muzyką ciszy, wiatrem we włosach, skrzydłami aniołów, siłą.
Niemożliwe nie istnieje. Wiem to po sobie. Dwa lata temu ogarnięta wizją nagłej śmierci - spowodowanej zakrzepowym zapaleniem żył głębokich - spisałam się na straty. 6 miesięcy fizycznej bezczynności, potęgowanej psychiczną degradacją na tle sytuacyjnym. Diagnostyka lekarska - w wyniku której dzisiaj powinnam popijać herbatkę z resztą rencistów, w jakimś przytulnym ośrodku uzdrowiskowym. A ja - na przekór podejmowałam walkę z fizycznymi słabościami - nadaj ją podejmuję. I choć czają się wszędzie fobie i lęki - i wisi nade mną piętno "nawrotów" różnych schorzeń - to siłą myśli pokonuję kolejne kilometry, żeby się uwolnić, żeby udowodnić przed samą sobą fakt, iż wszystko leży w zasięgu naszych rąk. Wystarczy tylko mocno chcieć i głęboko wierzyć.
Niemożliwe nie istnieje. Stwierdzam to z całą odpowiedzialnością. To moje pierwsze 6 km na "profesjonalnych" wyścigach. Czas marny - 33 minuty, ale satysfakcja ogromna i nadzieja na diametralne zmiany.

POZDRAWIAM Z NADZIEJĄ, ŻE TO WSZYSTKO JUŻ ZA MNĄ!



4 komentarze:

PLAN NA 5 KM

PLAN TRENINGOWY CZAS START...

...Pomimo faktu, iż bieg na 5 km uważam za morderczy i nigdy nie zapomnę mojego "debiutu" w Lesznowoli - gdzie wszyscy sprintem dobiegli do mety a ja z poczuciem porażki doczłapałam się do niej - gubiąc rytm zaraz na starcie - kiedy zaczęłam zbyt szybko, nieadekwatnie do możliwości - podążając za tłumem. Pamiętam, że wówczas mocno ucierpiała moja psychika - czułam się beznadziejnie i obiecałam sobie, że więcej na piątkę nie startuje! A potem tak jakoś poszło - biegnij Warszawo (jak jeszcze był dystans na 5) i ostatecznie sztafeta przed maratonem, w której wybiegałam swoją życiówkę - to był czas 25 minut z hakiem. Muszę poszperać w archiwach, żeby sprawdzić ile było dokładnie.


Sztafeta 5x5, 2008

Sztafeta 5x5, 2008

Sztafeta była dla mnie zobowiązująca - byłam częścią grupy i dałam z siebie wszystko - dodatkową motywacją był dla mnie mój były facet, który też biegł w tym biegu - a ja chciałam mu pokazać, że jestem silna :) (MOTYWACJE BIEGOWE CZASEM MAJĄ PROSTE UZASADNIENIA :))

Moim celem jest Bieg Konstytucji i czas poniżej 30 :) - to żaden wyczyn - ale po 7 latach później, 2 dodatkowych dzieci, przekroczeniu progu magicznej 30 - a już 32, z racji wszystkich dolegliwości fizycznych - dla mnie to cud, że biegnę dalej i że udaje mi się od dwóch miesięcy systematycznie i bez kontuzji

Tu mapka biegu:


A tu pierwsze dwa tygodnie planu treningowego.



Link do planu

0 komentarze:

MODA NA BIEGANIE CZY BIEGANIE ZA MODĄ...




Bransoletki sportowe MagArt Studio - Pure Silk Ribbon Bracelets

Bransoletki sportowe MagArt Studio - Pure Silk Ribbon Bracelets. "ONE MORE MILE"...

Bransoletki jedwabne MagArt Studio. Spodnie, buty Nike.


Mimo iż od lat projektuję biżuterię i podążam za trendami w modzie - nie uważam się za kobietę "stylową". Preferuje chaotyczne połączenia ubrań i dodatków a najlepiej czuję się albo w odlotowym - choć kompletnie wyrwanym z kontekstu desigualu albo w przypadkowym zestawieniu - raczej w stylu sportowym.  Desigual to dla mnie psychodeliczna magia, która ma przełożenie na to, co projektuję. Nie ukrywam, że ta firma stała się dla mnie źródłem inspiracji do projektowania. Pomyślałam sobie, że w bieganiu jest tyle radości, że można by podjąć próbę stworzenia takich koszulek, która emanują radością i kolorami. Oczywiście nie jestem prekursorem w projektowaniu - jestem laikiem jeśli chodzi o ubrania - mam tylko nieograniczone wizje przestrzenne i radość z rysowania.
Bluza Desigual
Pewnego niespokojnego dnia - z takich dni, kiedy w głowie kłębi się setki myśli - narodziła się wizja aby to, co do tej pory ćwiczę (graweruję) nadal na kaboszonach z dichroic glass - przenieść na papier. Z papieru na skan, ze skanu do programu graficznego a w efekcie na koszulki biegowe i bawełniane. I stało się - od projektu z sercem powstało już co najmniej 10 nowych i nie mogę się zatrzymać...
Koszulka biegowa MagArt Studio z opcją personalizacji.
Koszulka biegowa MagArt Studio z opcją personalizacji.


Na pierwsze koszulki czekam z niecierpliwością i podnieceniem. Jak wszystko dokładnie sprawdzę i przetestuję - trafią do regularnej sprzedaży.

Założeniem koszulek - zarówno biegowych jak i bawełnianych ma być możliwość personalizacji przez: zmianę tekstu, naniesienie logo lub adresu strony www. Elementem stałym w koszulkach dla kobiet jest mandala na plecach, przód natomiast to motyw przewodni - tu serce + dowolny napis literkami, które zaprojektowałam w technice zentangle. Można również umieścić zwykły napis w jednym kolorze. Jeśli macie jakieś pytania, sugestie lub projekty spodobały się wam od pierwszego wejrzenia - piszcie do mnie! Współpracuję z blogerkami w ramach barteru! A może jesteś potentatem odzieżowym i chcesz wyprodukować moje koszulki i leginsy biegowe na większą skalę?! :) (haha - marzycielka!)

ULUBIONE MARKI I GADŻETY...CZYLI TO, CO KOCHAM OD PIERWSZEGO WEJRZENIA...
Słuchawki Sony Walkman NWZ-W273 to gadżet, który uwielbiam - używam ich wszędzie - na treningach biegowych, rowerowych, rolkach, w kąpieli (są wodoodporne), w codziennych prozaicznych czynnościach, które ze słuchawkami na uszach stają się bardziej znośne. Zdecydowanie polecam! Dobrze trzymają się na uszach, wystarczy krótkie ładowania (ok 15 minut) na wiele godzin słuchania muzyki.  Ładne i funkcjonalne!

Garmin! Szalenie funkcjonalny sprzęt i piękny design!
Ja osobiście korzystam z endomondo i smartfona i co najwyżej pulsometra - na początku to mi w zupełności wystarczy dla rejestracji postępów. Minus endomondo - gubi się w parku. Czy znacie jakieś inne, lepsze aplikacje? Czy to nie jest już kwestia samej aplikacji a sygnału GPS?

ODZIEŻ BIEGOWA
Nie przywiązuję przesadnej wagi do marki ale kocham kolory  i mam takie "smaczki sportowe"  i firmy, którym ufam bardziej niż innym (i to żadna reklama sponsorowana) - między innymi NIKE. Nike cenię nie tylko za jakość ubrań i obuwia biegowego ale za design, którego nie ma nikt inny. Osobiście choruję na spodnie treningowe Nike Midnight Craftwork - jedynym minusem jest zawrotna cena - jak na spodnie - (399 PLN).
BUTY - ufam NIKE ale biegałam też w Asics'ach - i również sobie chwalę. Kocham ich bardzo energetycznie wyglądające buty! Sami zobaczcie! (asics gel noosa tri 8)


Ja natomiast zdecydowałam się na NIKE FLYKNIT LUNAR2 - jeszcze ich nie kupiłam a już powstała zawieszka w ich kolorystyce :)



MOJA BIŻUTERIA...

Firma MagArt Studio to moje pierwsze, osobiste dziecko. Kocham projektowanie biżuterii - zwłaszcza personailzowanej tekstem i fotografią. Dichroic glass natomiast to moja ostatnia obsesja - z niej zrodziła się miłość do rysowania zentangle. Projekty sportowe towarzyszyły mi od początku - ponieważ jestem i byłam aktywna i ceniłam wygodę i delikatność w biżuterii, którą noszę. Przełomem dla mnie stało się sprowadzanie jedwabnych wstążek z USA, które idealnie komponują się z każdym strojem sportowym. Są piękne, efektowne, ręcznie malowane, cudownie prezentują się biegowych ścieżkach :) Odkryłam też wiele zastosowań - można na nich zawiązać kluczyk albo użyć zamiast gumki do włosów, wykorzystać jak pęknie nam sznurowadło :) czy gumka w spodniach - haha :)

Wstążki jedwabne MagArt Studio.
MagArt Studio. Bransoletka jedwabna z koniczynką.




 Sklep MagArt Studio


4 komentarze:

CZY MATKA POLKA MOŻE BIEGAĆ?




MOŻE...TYLKO KIEDY?

Przywykłam do tego, że życie weryfikuje moje plany - nie tylko chodzi o zdrowie i pokorę w uprawianiu czynnych sportów, chodzi o czas, który przy dwójce małych dzieci jest praktycznie całkowicie zsynchronizowany z ich potrzebami, chorobami, kaprysami, histeriami, itd... Jak więc realizować plan, kiedy nagle ktoś dostaje gorączki, albo trzeba jechać na zajęcia czy ćwiczenia? Jak to pogodzić z własną huśtawką hormonów, z pracą, ze snem w odpowiedniej ilości, z właściwym nastrojem treningowym i wstrzelić się w idealny złoty środek, który pozwoli nam normalnie funkcjonować - odnajdując w tym chaosie czas na dom, dzieci, pracę i sport...



PRAWIE PIĘĆ LAT PRZEKONUJĘ SIĘ O TYM, ŻE NIE NALEŻY SZUKAĆ ZŁOTEGO ŚRODKA...

Trzeba kraść chwile na długą kąpiel, bez pukania w drzwi z wołaniem "Mamooo...", wymyślać cuda aby w domu pomalować paznokcie, nie mówię już o czytaniu książki i oglądaniu filmów. Moje dzieci zasypiają o 22.00 - i do tego czasu moje życie kręci się wokół dziecięcych problemów, których ranga znacznie przewyższa moje.

ZAWSZE WALCZYŁAM O CZAS TYLKO DLA SIEBIE...

Nie zawsze jest taka możliwość aby rzucić wszystko i wyjść z domu. Ale myślę, że te chwile tylko dla mnie - procentują później w kontaktach z dziećmi, bo czasem trzeba po prostu odpocząć i zresetować myśli. Odizolować się od setek pytań, od płaczu i marudzenia, od czujności, żeby "nic się nie stało".
Po wieczornym bieganiu  - wracam do domu w zupełnie innej formie psychicznej. Mam wówczas pustą głowę i nowe pokłady cierpliwości i zrozumienia. I przestaję się wściekać...:)

A MOŻE UPRAWIAĆ SPORT RAZEM?

Można - w minimalnym zakresie - w wózku biegowym - naprzemiennie przy dwójce :), we wspólnych aktywnościach - na rowerze i na rolkach, w imprezach biegowych organizowanych dla dzieci, w spacerowaniu czy ćwiczeniach w domu :). Można to traktować jako element bycia razem, jako motywacja dla dzieci i okazja do wdrażania w ich życie aktywności fizycznej.
Można też ćwiczyć podczas usypiania - ja w tedy wykonuje krótkie programy treningowe na brzuch :)







:) - Mamo ale zrób, żeby mi te rolki dzingały !
- OK, już przestawione (wrotki mają 3 etapy - 1, kiedy kółka się nie kręcą, 2, kiedy dzingają do przodu, 3, kiedy dzingają do przodu i do tyłu. "Dzingają" to słowotwórstwo Ali)...

2 komentarze:

BIEGANIE TO KONTAKT Z NATURĄ...

 
BIEGANIE TO MANIFEST WOLNOŚCI

Wczoraj po raz pierwszy wyznaczyłam sobie trasę, która biegła ulicami aby ostatecznie doprowadzić mnie nad nadwiślańskie brzegi. Było ciepło, słońce na twarzy, muzyka i radość. Mam świadomość, że ta chwilowa euforia niebawem przerodzi się w stagnację albo znużenie, że w pierwszej fazie trzeba walczyć ze sobą, przełamywać nie tylko lenistwo ale ból mięśni, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Wolałabym, żeby te momenty nie przyszły - żeby czuć tylko to, co w tej chwili - ogromną wewnętrzną moc i przenikającą do krwi swojego rodzaju wolność. Bo bieganie to po trochu taki manifest wolności.



BIEGANIE POZWALA W SPOSÓB BEZPOŚREDNI ZBLIŻYĆ SIĘ DO NATURY.

Bo niech mi ktoś powie - jak często mamy kontakt z drzewem ?, jak często patrzymy na krajobraz bezpośrednio - inaczej niż na ten migający w szybach samochodów? Jak często chodzimy do lasu, albo spacerujemy nad swoją lokalną "Wisłą" - jest tyle spokojnych, tajemniczych, godnych uwagi zakątków - które bieganie pozwala odkrywać. Bo to jest dla mnie pewne - ktoś, kto decyduje się biegać na długie dystanse wreszcie wyrusza na ścieżki, które wyznacza sam - przestaje mu wystarczać bieganie kilku okrążeń i wybiega poza swój park. Więc i ja wybiegłam wczoraj. Tym samym pokonałam 6,4 km z małymi przerwami na kontemplację. A dzisiaj - dzisiaj wybrałam się na spacer i przytuliłam się do brzozy. Moja Mama mówi, że brzoza ma w sobie wiele mocy. Więc uszczknęłam trochę tego naturalnego energetycznego koktajlu, który przełożył się na te szalone zdjęcia.




PISANIE BLOGA DAJE DUŻO RADOŚCI...

To nie tylko droga do pokazania swoich pasji, zamiłowań, metod, prawd, doświadczeń czy brutalniej - promocji swoich produktów to także promocja siebie, jakiś ślad po nas samych, ślad po naszych myślach...

Koniec świata na Tarchominie :)


Taka sesja to relaks i zabawa w jednym :).

Serdecznie zapraszam do mojego świata - wypełnionego dziećmi, pracą, biżuterią, projektowaniem a od niedawna bieganiem - bieganiem, które weszło już w krew :)

ENJOY!



4 komentarze:

FAZA POCZĄTKÓW


FAZA POCZĄTKÓW
Jestem na etapie, kiedy z ogromnym wysiłkiem pokonuje ciągiem ponad 4 km. O czasie pisać nie wypada - to czas włóczenia nogi za nogą i kłębiących się w głowie myśli, żeby przetrwać.
Nie biegam wg planu. W pierwszych tygodniach słuchałam mojego ciała, bo jako sezonowa hipochondryczka znam je bardzo dobrze i wiem, kiedy powinnam przestać lub zwolnić. W moim bieganiu istotną rolę odgrywa głowa - bardzo szybko nachodzę mnie myśli, że nie dam rady i należy już przestać - odpowiednia muzyka i odwrócenie uwagi (np rozmowa - zdarza się, że telefoniczna - choć to źle postrzegane na ścieżkach) pozwala przełamywać momenty zwątpienia.
WYZNACZAM REALISTYCZNE CELE
pierwszy to 2 km ciągiem, potem 3, potem 4, teraz 5 - dystans wydłużam co 2 tygodnie - wolę odległość niż czas - wolę słuchać siebie niż stosować marszobiegi. Uważam, że marszobiegi blokują nasze możliwości.
BIEGANIE TO NIE WSZYSTKO...
Jest jeszcze zbilansowana dieta, której nie stosuję :). Aczkolwiek wzbogacam ją przeróżnymi sałatkami, które mogę zjadać codziennie - nawet mimo powtarzalności składników. Ograniczyłam cukry (które wyrównuje w okresach nadpobudliwości hormonalnej :), tłuszcze i staram się pić dużo wody...



Z doświadczenia wiem, że w bieganiu ważna jest praca nad brzuchem, który pomaga odciążyć kręgosłup i rozciąganie po treningu. Ćwiczę - losowo - krótkie programy treningowe (obecnie: brzuch/pompki/przysiady - dzień 11 :)), skalpela z E. Chodakowską, treningi które nie wymagają dużej ilości czasu...

SKĄD BRAĆ CZAS...?
Zastanawiam się nieustannie jak godzić sport z pracą etatową, pasją, dziećmi, obowiązkami i czy nie jest tak, że coś ostatecznie na tym cierpi? Uważam jednak, że powinno się wygospodarować chwilę dla wysiłku fizycznego dla dobra innych sfer - zwłaszcza psyche, które inaczej pracuje przy odrobinie systematycznego wysiłku (z tego powodu zamiast brać się teraz za prasowanie i porządki jadę z rowerem do serwisu a potem na trening :))


ACH TA SYSTEMATYCZNOŚĆ...
Dla mnie to najgorsza zmora. Ciężko mi systematycznie "uprawiać" coś, czego nie muszę - choć lubię. Pozwalam sobie pofolgować a wówczas wypadam z regularności. Szybko się zniechęcam i łatwo rezygnuję - może to trochę natura, bo przekłada się na wiele aspektów w życiu. Muszę włożyć dużo wysiłku aby nie rezygnować i nie odpuszczać. Myślę, że podjęcie takiej decyzji - aby biegać - to okazja, żeby pracować nad sobą i własnym lenistwem. Możemy oszukiwać - ale tylko samych siebie. To jak żyjemy i dokąd nas to życie prowadzi jest konsekwencją tego kim jesteśmy i tego, co robimy. Zawsze warto jest zmierzać się z wyzwaniami, z przekonaniem, że życie jest chwilą - jest tylko tu i teraz i warto zadbać o siebie, swoje zdrowie  i wykorzystać wszelkie możliwości i cały potencjał jaki w sobie mamy.
ENJOY!

0 komentarze: